Bóbr to szkodnik, ale pod ochroną?

Wiadomości Interwencja
Data publikacji 19.07.2017r.

W artykule „Bobry niszczą łąki – Agencja zabiera dopłaty” opisaliśmy problemy Mariana Marcinkowskiego z gminy Łopuszno, któremu normalne gospodarowanie uniemożliwiają bobry. Okazuje się, że równie bezradne jak gospodarz są też instytucje, które powinny kontrolować populację bobrów i niwelować rozmiar wyrządzanych przez nie szkód.

Rolnik przegrywa w starciu z chronionymi prawem zwierzętami, które budując na rzekach tamy zalewają mu łąki. Problemy te dotyczą około 25 z 30 hektarów użytków, na których gospodaruje hodowca koni z Łopuszna. Marian Marcinkowski od kilku lat nie uzyskuje należnych dopłat obszarowych i w ramach PROW za znaczną część swoich łąk. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stoi bowiem na stanowisku, iż gospodarz nie utrzymuje tych gruntów w należytej kulturze.


Gospodarz ze swej strony robił wszystko, by grunty te doprowadzić do właściwego stanu. Informował i prosił o interwencję Świętokrzyski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, które odpowiadają za drożność rzek i niwelacje szkód powodowanych przez bobry. Zarząd Melioracji reagował na te zgłoszenia, ale przewidziane prawem procedury (konieczność uzyskania pozwoleń na rozbiórkę tam bobrowych i rozstrzyganie przetargów na wykonywanie tych prac) znacznie opóźniały konieczne działania, a rolnik nie mógł w porę kosić łąk.

Marian Marcinkowski od 3 lat bezskutecznie walczy o odzyskanie dopłat. Agencja nie zamierza jednak ulec. Urzędników nie interesują okoliczności, w rezultacie których rolnik nie mógł doprowadzić łąk do właściwego stanu, a jedynie ich stan stwierdzony podczas przeprowadzonej kontroli.

Hodowca koni równie bezskutecznie walczy o redukcję populacji bobrów na terenie swojej gminy. RDOŚ przyznaje, że bobrów jest w Świętokrzyskiem za dużo, a wywoływane ich działalnością szkody z roku na rok rosną. Nie widzi jednak możliwości ich wysiedlania z terenów rolniczych. Nie ma ich dokąd wyekspediować, bowiem w całym województwie są już z nimi problemy. RDOŚ w Kielcach nie ma sobie jednak nic do zarzucenia, skoro nie czyni przeszkód w uzyskaniu pozwoleń na usuwanie tam na rzekach oraz przy wypłacie odszkodowań za szkody.


Dyrekcja chwali się również, iż wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rolników, umożliwiła odstrzał 1500 bobrów w ciągu 5 lat. Udało nam się ustalić, że – jak się okazuje – myśliwi z kół łowieckich podległych Zarządowi w Kielcach odstrzelili dotąd 51 bobrów. Zarząd Okręgowy PZŁ w Tarnobrzegu donosi zaś o 5 bobrach.

Odstrzał bobrów prowadzony jest na mocy porozumienia między Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska a Zarządem Głównym PZŁ. Zarządzenie wydane zostało 13 grudnia ubiegłego roku – mówi Jarosław Mikołajczyk, Łowczy Okręgowy w Kielcach. – Dopiero po tym terminie odbyły się spotkania w kołach łowieckich i szkolenia myśliwych.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu