Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Cholerna Unia dwóch prędkości

Wiadomości
Data publikacji 22.03.2017r.

Ceny skupu mleka są znowu zagrożone. Spadek cen mleka w proszku na rynku światowym o 15 procent jest prostą reakcją na olbrzymie zapasy unijne, przekraczające 400 tysięcy ton. Sporo odtłuszczonego mleka w proszku, zgromadzonego w wyniku unijnej interwencji, pochodzi jeszcze z 2015 roku i musi być najszybciej zagospodarowane. Ale jak?

Unijny komisarz do spraw rolnictwa Phil Hogan na pytanie zadane przez TPR dotyczące zagospodarowania owych zapasów, odpowiada bardzo ogólnie, że z zapasami mleka w proszku będą postępować podobnie jak w 2009 roku. Wtedy te zapasy upłynniono tak, że nie zdezorganizowały zbytnio unijnego rynku wewnętrznego, ale były one o około 100 tysięcy ton mniejsze. Dlatego nie wiadomo czy teraz uda się zagospodarować wszystkie nadwyżki w sposób prawidłowy. W wielu polskich zakładach mleczarskich walczy się o utrzymanie aktualnych cen skupu. Skończyły się żądania podwyżek. Walka idzie, aby jak najpóźniej dokonać obniżek, ale jest już pewne, że w wielu zakładach kwietniowe mleko będzie tańsze. Jednak kryzys polskiego mleczarstwa oznacza też, że źle się będzie działo w całej Unii.

r e k l a m a

Jest jednak małe ale… Otóż farmerzy ze wszystkich liczących się państw UE w produkcji żywności, mają wyższe dopłaty bezpośrednie niż polscy rolnicy. Te wyższe dopłaty sprawiają, że ich gospodarstwa są bardziej odporne na kryzys. Trzeba pamiętać, że niemiecki czy francuski farmer od prawie 55 lat korzysta z dobrodziejstw Wspólnej Polityki Rolnej. Ich gospodarstwa są większe pod względem obszarowym i lepiej wyposażone. Pamiętamy, że Wspólna Polityka Rolna z prawdziwego zdarzenia skończyła się z chwilą przystąpienia Polski do UE. Polscy rolnicy od 1 maja 2004 roku ćwiczą to, czym teraz straszy się resztę gospodarki, czyli Europę dwóch prędkości. Przejawem są nierówności w dopłatach bezpośrednich. Jak na razie radzimy sobie z tą sytuacją koncertowo, ale nic przecież nie trwa wiecznie.

Wprawdzie dopłaty miały być wyrównane po 2014 r., ale wybrano wariant dopłat sprawiedliwych a nie równych. Brexit zwolennikom dwóch prędkości, jakby spadł z nieba i jest wdzięczną wymówką. Naszym zdaniem, jest jedno rozwiązanie: Polska powinna uzyskać zgodę Brukseli na dokładanie do dopłat bezpośrednich z budżetu krajowego. Jest to najprostsza droga, aby polski rolnik miał podobne dopłaty bezpośrednie jak niemiecki czy też francuski farmer, bo na łaskę Paryża czy Berlina nie ma co liczyć. Jednak czy w naszym budżecie są na to pieniądze? Jest to wątpliwe, bowiem obecnie rządząca ekipa ma bardzo poważne plany inwestycyjne, np. budowę centralnego lotniska między Warszawą a Łodzią, która będzie kosztowała ponad 20 miliardów złotych. Przy tym wiadomo już, że Unia nie wesprze tej inwestycji finansowo. Wesprze natomiast remont linii kolejowej Poznań–Warszawa i to sumą 2,2 mld zł, dzięki czemu czas przejazdu skróci się o 5–10 minut. Pisaliśmy o tym absurdzie w nr. 45/2016. Dziś okazuje się, że kolejarze, choć tory mogą służyć jeszcze wiele lat, muszą je remontować, żeby nie przepadły pieniądze.

Po 2020 roku WPR dwóch prędkości zostanie utrzymana, a nawet zaostrzona, bowiem pieniędzy na rolnictwo i rozwój obszarów wiejskich będzie mniej. Konsekwencją tego stanu rzeczy będą mocne słowa niektórych polityków: na cholerę nam taka Unia? Będą to, naszym zdaniem, bardzo nieodpowiedzialne hasła. Wszak do państw UE trafia około 80 procent eksportowanej z Polski żywności. Dzięki temu, że jesteśmy członkiem UE, możemy bez wiz i paszportów jeździć po wszystkich krajach członkowskich, nie tylko turystycznie, ale też w poszukiwaniu pracy. Wszak wiele gospodarskich synów i córek wyjechało za chlebem – nie tylko do Wielkiej Brytanii, ale też do Francji, Holandii, Belgii, Austrii czy też Niemiec. A pieniądze z ich ciężkiej pracy trafiają do wielu gospodarstw. Powiedzmy tak: bez Unii dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa żywności skazani bylibyśmy wyłącznie na handel z Rosją, który ma bardzo polityczne tło. Albo też na majaczenia o wielkim rynku chińskim. No cóż drodzy Czytelnicy, jeżeli usłyszycie od polityka słowa: a na cholerę nam taka Unia. Zadajcie mu proste pytanie: co będzie jak wyjdziemy z tej cholernej Unii?

Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a