Gdy szkody rosną, a odszkodowania maleją

Wiadomości Interwencja
Data publikacji 12.10.2017r.

Jeśli areał gospodarstwa jest niewielki, każda szkoda łowiecka wyrządzona w uprawach stanowi dla rolnika dotkliwą stratę. Gdy koło łowieckie odpowiedzialne za jej zrekompensowanie, bagatelizuje rozmiar szkód lub ich nie dostrzega, czara goryczy może się przelać.

Tak było w przypadku Marka Nicponia, który gospodaruje we wsi Patrzyków, w gminie Pajęczno. Postawił na produkcję roślinną, w tym warzywa, a przede wszystkim ziemniaki, które sam sprzedaje na targowisku w Pajęcznie. Na polach Marka Nicponia od kilku lat szkody łowieckie mają coraz większy zasięg. W ubiegłym roku rolnik stracił cierpliwość.

Oferty nie do przyjęcia


Dziki od lat regularnie buchtują mi pola, tymczasem Koło Prawidłowego Łowiectwa z Częstochowy, które dzierżawi tu obwód, problemów zdaje się nie dostrzegać – uważa Marek Nicpoń. – Odszkodowania z roku na rok są niższe i w ciągu ostatnich lat bez wsparcia mediatora pieniędzy wydusić z nich nie sposób. Odszkodowania od koła łowieckiego udało mi się uzyskać tylko dzięki naciskom przedstawiciela izby rolniczej, ale nie pokrywały nawet w połowie poniesionych strat. To już nie był kompromis, ale zwykła jałmużna.

W ubiegłym roku dziki zbuchtowały plantację ziemniaków, grykę i pszenżyto. Najbardziej zniszczyły plantację ziemniaków wczesnych i średnio późnych, która zajmowała łącznie 2,4 ha.

Telefonicznie nie chcieli przyjąć zgłoszenia. Musiałem wysłać formularz listem poleconym – opowiada gospodarz. – Pole ziemniaków chcieli wziąć ode mnie w dzierżawę, jako żerowisko dla zwierząt za 1500  zł. Nie zgodziłem się ze względu na zobowiązania wobec ARiMR. Na 1,1 ha pszenżyta straty szacowałem na 60%, a oni proponowali mi równowartość kwintala ziarna. Stwierdzili, że pszenżyto marnie wygląda z powodu pleśni pośniegowej. Tylko że ziarno było zaprawiane kwalifikatem, a śniegu nie było. Gryki wcale szacować nie chcieli. Domagali się, bym podpisał protokół szacowania „in blanco”, to znaczy bez żadnych wyliczeń dotyczących szkody. Chcieli też oświadczenia, że zrzekam się innych roszczeń. Odmówiłem, bo tego było już dla mnie za wiele.

Rolnik szacował straty na około 6000 zł i postanowił dochodzić swoich roszczeń w sądzie. Sprawa wydawała mu się wygrana, lecz szybko musiał zweryfikować swoje nadzieje.

Sąd wyznaczył biegłą, by obiektywnie oszacowała szkody – opowiada nasz rozmówca. – Specjalnie zostawiłem pola w nienaruszonym stanie, by można było zebrać ziemniaki i porównać plon z powierzchni zbuchtowanej i nienaruszonej. Zrobiliśmy to w obecności innego rolnika i przedstawiciela izby. Gdy doręczono mi jej opinię, to przecierałem oczy ze zdumienia. Zawarte w opinii biegłej szacunki opiewały na 1467,54 zł. Szkody w uprawie ziemniaków wyceniono na 776,31  zł i 61,46 zł, zaś w pszenżycie na 629,77 zł.

Zdaniem biegłej

Biegła stwierdziła np. że plantacja była zaniedbana, bo uprawa nie była prowadzona pod agrowłókniną. Tylko po co miałbym przykrywać ziemniaki w końcu maju albo później? – przekonuje rolnik. – A biegła była na polu jesienią! Napisała też, że plon nie mógł być zadowalający, bo pole nie było nawożone obornikiem. Wniosek ten wysnuła stąd, że nie prowadzę już produkcji zwierzęcej. Tyle że w 2015 r. jeszcze trzymałem i świnie, i krowy, więc pole było regularnie nawożone. Nie wiem skąd biegła wzięła dane dotyczące klasy gleb, bo nie zgadzały się z danymi ARiMR. Uznała również, nie bardzo wiadomo na jakiej podstawie, że warunki pogodowe nie sprzyjały plonowaniu ziemniaka – wylicza Marek Nicpoń. – Średnią cenę bulw ustaliła na podstawie cen hurtowych u różnych odbiorców, chociaż ja sprzedaję bezpośrednio na miejscu w cenach detalicznych i mam stałych odbiorców. Zupełnym absurdem były zaś dla mnie jej obliczenia dotyczące obsady roślin i utraconego plonu. Okazało się, że próby pobrane z poletka wyznaczonego na powierzchni nienaruszonej wcale nie posłużyły dla porównania z plonem zebranym na powierzchni zniszczonej. Potraktowano je jak jedną z prób do uśrednienia plonu. W tej opinii były same absurdy! – uważa gospodarz.

Marek Nicpoń podważył opinię i szacunki biegłej, ta jednak w opinii uzupełniającej podtrzymała swoje stanowisko. Rolnik wnioskował więc do sądu o jej przesłuchanie w charakterze świadka. Chciał również, by zeznania w sprawie złożyła jego żona oraz sąsiad i przedstawiciel izby rolniczej, obecni przy zbiorze plonów oraz pobieraniu prób.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu