Gdzie są obiecane ambony?!

Wiadomości Interwencje
Data publikacji 05.12.2017r.

Myśliwi są z siebie zadowoleni. Uważają, że wywiązują się z ustaleń z lipca. Ale rolnicy z gminy Janowiec chcą znacznie szybszej redukcji populacji grubego zwierza i rozwiązania kwestii wszystkich szkód. Domagają się też wywiązania ze wszystkich zobowiązań przyjętych podczas lipcowego spotkania.

Od poprzedniego spotkania myśliwych i urzędników z rolnikami z gminy Janowiec (pow. puławski) minęło cztery i pół miesiąca. Do kolejnego doszło w Gminnym Ośrodku Kultury w Janowcu 16 listopada wieczorem. Znów, momentami, było gorąco.

Szklanka do połowy pusta czy pełna?


Również to spotkanie prowadził wójt gminy Janowiec Jan Gędek. Po krótkim wstępie oddał głos prezesowi WKŁ „Knieja” Marcinowi Janickiemu. A ten odniósł się do realizacji ustaleń z lipca. – Zwiększyliśmy liczbę polowań zbiorowych. Zmieniliśmy naszą wewnętrzną uchwałę zakazującą polowań z psami. Podczas takiego polowania, czy strzelimy dzika czy nie, ale na pewno go wygonimy. Ale to nie oznacza, że nie strzelamy. Brakuje już tylko jednego dzika do wykonania rocznego planu, który wynosi 32 sztuki. Sezon trwa do końca marca, czyli plan praktycznie zrealizowaliśmy kilka miesięcy przed czasem. Po odstrzeleniu tego ostatniego dzika będziemy zwiększać plan o 20 sztuk.

Dużo to czy mało? Dla rolników, którzy na co dzień muszą mierzyć się ze szkodami wyrządzanymi przez grubego zwierza i którzy widzą dziki spacerujące pod domami z pewnością nie. Wójt Jan Gędek przekonywał, że należy docenić postęp. – To jest wzrost o kilkadziesiąt procent. Nie można mówić, że to mało. Ja taką zmianę planu podpiszę. Nadleśniczy z pewnością też.

Wójt podkreślał, że myśliwi nie mogą zwiększać planu na papierze, bo niewykonanie go oznacza dla nich konsekwencje. – Koło jest zobligowane do realizacji tego planu. Jeśli tego nie zrobi, to starosta może rozwiązać z kołem umowę dzierżawy obwodu łowieckiego – mówił wójt.

Nie wszystkich przekonał. O tym, jak duża panuje nieufność między rolnikami a myśliwymi niech świadczy to pytanie. – A jaki macie dowód na to, że ten plan jest wykonany, skoro podczas polowań zbiorowych te dziki nie padają? – pytał Dariusz Pacocha.

Każdorazowy odstrzał dzika jest dokumentowany – przekonywał Karol Szwalbe, wiceprezes koła „Knieja”. – Nie ma opcji, żeby ktoś jakąś fikcję stwarzał. Musiałby płacić z własnej kieszeni za nieistniejącego dzika. To zupełnie nieracjonalne.

Zawyżanie liczby odstrzelonych dzików nie jest w interesie myśliwego – zgodził się wójt Gędek.

Zebrani chcieli wiedzieć, czy ktoś kontroluje ewidencję prowadzoną przez koło. W odpowiedzi głos zabrał Andrzej Łacic, przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, łowczy okręgowy. – Gospodarkę łowiecką prowadzoną przez koło kontrolują Lasy Państwowe i zarząd okręgowy PZŁ. Każdy myśliwy przed polowaniem musi dostać dokument z informacją, jakie zwierzę może ustrzelić. Musi wpisać się do książki ewidencji wyjść w łowisko. A na końcu musi wpisać wynik polowania. Każda ustrzelona zwierzyna jest ewidencjonowana. A 70–90 proc. z niej trafia na punkt skupu. Reszta jest przeznaczana na użytek własny i za to myśliwy musi zapłacić.

Łowczy Łacic podkreślał, że każde polowanie jest obwarowane szczegółowymi przepisami. – Kolega nie może wziąć sobie dubeltówki czy sztucera i iść polować koło domu.

Odniósł się też do kwestii odstrzału dzika. – W Polsce trwa zmniejszanie jego populacji w związku z ASF. Ale to się nie odbędzie z dnia na dzień. Te zwierzęta nie są zamknięte w chlewie, przemieszczają się. Tych, którzy uważają, że odstrzał dzika to taka prosta sprawa, zapraszam na polowanie. Potrzeba od 20 do 30 wyjść, żeby ustrzelić dzika.

Łowczy poinformował też, że od 1 kwietnia przyszłego roku nie będzie już górnego limitu odstrzelonych dzików.



W kwestii strzelania do dzików przy domach wypowiedział się też wójt Gędek. – Czy się to komuś podoba, czy nie, to nie w każdym miejscu można polować. Np. w pobliżu domów nie można. To prawda, że są takie przypadki, że dziki, sarny wychodzą z lasu, podchodzą pod domy. Ale miejmy świadomość, że są pewne ograniczenia wynikające z przepisów. I to, że jest tak a nie inaczej, to nie zawsze jest wina myśliwych. Prawo jest, jakie jest, ale obowiązuje. Przygotowuje je Sejm i Senat, zatwierdza prezydent.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 3 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu