Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Jesteśmy za, a nawet przeciw

Wiadomości Felietony
Data publikacji 15.11.2017r.

Niemal wszystkie media w Polsce od kilku tygodni żyją jednym tematem – rekonstrukcją rządu. Mówimy szczerze, nas ten problem po prostu nie obchodzi. Wszak składając nie tak dawno wniosek o wotum nieufności dla ministra Jurgiela, Polskie Stronnictwo Ludowe zapewniło mu posadę praktycznie do końca kadencji tego sejmu i rządu. Przecież nie może stracić posady minister, o którym jeszcze nie tak dawno pani premier mówiła, że należy do grupy najlepszych ministrów w jej rządzie.

Mamy nadzieję, że minister Krzysztof Jurgiel odwdzięczy się swoim kolegom z PSL-u, a w szczególności Markowi Sawickiemu, swojemu poprzednikowi na stanowisku ministra i zagłosuje za ustawą likwidującą czas zimowy. Generalnie prawie wszyscy posłowie opowiedzieli się za tym jakże śmiałym rozwiązaniem wymyślonym przez PSL, ale rząd jest przeciw likwidacji czasu zimowego. I tutaj minister Jurgiel będzie miał problem, ponieważ będzie musiał być za, a nawet przeciw.

r e k l a m a

Niedawno resort rolnictwa poinformował, że „W Polsce nie ma ognisk ASF”. Owszem, ognisk nie ma, ale choroba jest. Za kadencji ministra Jurgiela pojawiło się ich 70, wcześniej przez dwa niemal lata było ich ok. 30. Dziś pisanie, że w Polsce nie ma ognisk ASF to zwykłe zaklinanie rzeczywistości, niewykluczone, że związane z rekonstrukcją rządu (Jurgiel był krytykowany za nieskuteczną walkę z chorobą). Przecież wirus może zaatakować w każdej chwili, a efekt poznamy po dwóch tygodniach.

Cały czas trwa dyskusja nad reformą sądownictwa. Zarówno opozycja, jak i reformatorzy z rządowej strony głoszą konieczność głębokich reform i argumentują, że wyborcy tak chcą. Zgadzamy się, że bardzo wielu obywateli III RP, szczególnie ze wsi i małych miasteczek, może mieć pretensje do sprawności i efektywności wymiaru sprawiedliwości. Wszak jak długo wielu rolników musiało czekać na należności za tuczniki lub zboże sprzedane firmom, po których z dnia na dzień znikał ślad. Firmy te mając na swoich usługach zręcznych prawników potrafiły po prostu nie płacić albo przeciągać płatności w nieskończoność, gdy sprawa wydawała się oczywista. Za sprawą takich firm rolnicy stracili miliardy złotych. Na myśl przychodzi choćby Jantur z Nieszawy, który nie zapłacił dostawcom ziarna ponad 20 mln zł, a w sądzie jego szefowie zapytani „Co się stało ze zbożem?”, odpowiadali, że zjadły je tzw. szkodniki magazynowe.

Czas najwyższy, żeby skończyła się także tak zwana sprawiedliwość powiatowa – faktycznie wszyscy powinni być równi wobec prawa, a nie tylko na papierze. Żeby nie powtarzały się takie przykłady jak ten, kiedy dwóch pijanych działaczy dużej organizacji rolniczej nachodzi w domu zwykłego rzemieślnika i z błahego powodu, w obecności rodziny, dopuszcza się jego pobicia. Następnie w sądzie, okazuje się, że także prokurator a nie tylko adwokat oskarżonych, wnosi o umorzenie sprawy. Chyba dlatego, że owi wybitni działacze mają duże wpływy nawet w Warszawie i posiadają mocne poparcie swojej organizacji?

Ceny mleka w skupie, mimo spadków cen masła i fatalnych cen odtłuszczonego mleka w proszku, nadal pozostają bardzo przyzwoite. Ale wszyscy zarządzający mleczarniami, jak i eksperci ekonomiczni związani z tą branżą twierdzą, że spadek cen skupu mleka jest nieuchronny. Naszym zdaniem, nastąpi to najwcześniej od lutego. Jednak te wszystkie rozważania to wróżenie z fusów. W Niemczech sprawa jest znacznie prostsza. Do kwietnia 2018 r. obowiązują bowiem zawarte od 1 listopada nowe umowy na dostawy produktów mlecznych między mleczarniami a sieciami handlowymi. Umowy te są zawierane pod kuratelą niemieckiego związku rolników oraz z dużym błogosławieństwem rządu. Takie porozumienia zapewniają, jak na warunki europejskie, dużą stabilizację w produkcji mleka.

A w Polsce? Czy minister Jurgiel nie mógłby być patronem takiego porozumienia między przetwórcami a sieciami handlowymi, np. Biedronką czy Lidlem? Na zawieranie takich umów powinien naciskać Związek Zawodowy Polskich Producentów Mleka! O przepraszamy drogi Czytelniku, trochę się zapędziliśmy. Wszak takiego związku w Polsce nie ma. Mógł wprawdzie powstać podczas pamiętnego spotkania w Nieborowie, organizowanego przez OSM Łowicz 29 października 2014 r. Minęły dokładnie trzy lata i związku nie ma, bo dyżurnym chłopom, związanym wówczas z ministrem Sawickim, a dziś potakującym ministrowi Jurgielowi, taka organizacja bardzo by przeszkadzała.

Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki
redaktorzy naczelni

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a