Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Kataklizmy dwukrotnie dotknęły rolników z Mazowsza

Wiadomości Interwencje
Data publikacji 17.09.2018r.

Około 300 bel siana, 40 bel słomy, 4 big-bagi zboża oraz paletę granulowanej mieszanki dla krów stracili 5 września br. hodowcy bydła mlecznego z gminy Troszyn w powiecie ostrołęckim. Tragedia, którą opisujemy, dotknęła Reginę i Bogdana Peczyńskich z Łątczyna, którzy dostarczają mleko do zakładu w Ostrołęce należącego do OSM Piątnica.

Bezcenna pomoc sąsiadów i straży pożarnej

Prawdopodobną przyczyną pożaru był samozapłon siana. Stodoła Peczyńskich kilka lat temu została częściowo przerobiona na oborę, dlatego, gdy wybuchł pożar, gospodarze w pierwszej kolejności ewakuowali bydło.

r e k l a m a



Mamy 28 krów, ale 20 z nich wypasamy. Pozostałe 8 utrzymujemy w oborze. Podczas pożaru większość krów znajdowała się na pastwisku, jednak pozostałe w budynku 8 sztuk przy pomocy strażaków szybko wygoniliśmy z obory. Dobrze, że nie sporządziliśmy jeszcze pryzmy z kiszonką z kukurydzy. Robimy ją za stodołą i uległaby zniszczeniu podczas akcji gaszenia – mówi Regina Peczyńska.

Pod stodołą był sprzęt rolniczy: ciągnik, prasa zwijająca, rozrzutnik i siewnik. Sąsiedzi, którzy pierwsi dotarli na miejsce pożaru, odciągali te maszyny jak najdalej od ognia. Prawdziwym wyzwaniem dla hodowców i pomagających im sąsiadów był wieczorny dój krów.

Akcja gaszenia skończyła się dopiero po północy, a wieczorem trzeba było wydoić krowy. W tej kwestii sąsiedzi spisali się na medal. Bezcenna była postawa sąsiada, który umożliwił dój w swojej oborze. Wydoił on swoje krowy, a następnie wypędził je na podwórko, udostępniając nam stanowiska z dojarką przewodową. Sąsiedzi nosili w konwiach udojone mleko do naszego zbiornika chłodzącego – wspomina Regina Peczyńska.



  • Regina i Bogdan Peczyńscy potrzebują dużego wsparcia


Pechowa stodoła

Pożar z 5 września br. nie był pierwszą tragedią, jaka dotknęła Reginę i Bogdana Peczyńskich. 17 czerwca 2016 roku wichura zniszczyła dach i ściany ich stodoły.

Po wichurze w 2016 roku straty oszacowano na 90 tys. a otrzymaliśmy zaledwie 30 tys. zł. Niedługo odbędzie się kolejna rozprawa sądowa o należne odszkodowanie. Nie mając pieniędzy w 2016 roku odbudowaliśmy część obiektu, w którym utrzymywane są krowy. Część paszową przez dwa lata doprowadzaliśmy do stanu używalności. Dlatego tylko tę jedną część mogliśmy ubezpieczyć. W związku z tym na pewno nie otrzymamy odszkodowania na pełną odbudowę obory i stodoły – mówi Bogdan Peczyński.



  • Tyle zostało z odbudowanej po wichurze stodoły

Regina i Bogdan Peczyńscy uprawiają 25 ha. 18 ha to grunty własne, a pozostała część dzierżawione. Hodowcy posiadają 28 krów i 16 jałówek. Na łąkach i w zbożach komisja szacująca szkody stwierdziła straty na poziomie około 40%. W związku z tym hodowca zakupił sporo siana na zapas i złożył je w stodole. Niestety pożar zniszczył cały przygotowany dotychczas zapas paszy dla bydła.

Liczy się każda pomoc

Regina i Bogdan Peczyńscy potrzebują dużego wsparcia. Nad częścią obory, która powstała w stodole, praktycznie nie ma dachu. Sam strop nie zabezpiecza zwierząt przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, dlatego odbudowa dachu nad oborą musi być przeprowadzona jak najszybciej.

Najpierw trzeba zebrać sianokiszonkę z łąki i sporządzić kiszonkę z kukurydzy, a później wezmę się za rozbiórkę nadpalonego dachu i budowę nowego dachu na oborze. Niezbędna jest rozbiórka i odbudowa murowanych filarów – zapowiada Bogdan Peczyński.

Ludzie dobrej woli szybko reagują na takie nieszczęścia, jakie spotkało hodowców z Łątczyna. Rolnicy podzielili się już słomą i sianokiszonką. Podczas naszej wizyty w gospodarstwie Peczyńskich ich sąsiad Mirosław Sadowski przywiózł baloty z sianokiszonką.

Gdy spłonęła mieszanka dla bydła zwróciłam się do firmy Brat-Rol z Nowogrodu, naszego dostawcy paszy, z prośbą o pomoc. Kiedy przedstawiciel handlowy dowiedział się o naszym nieszczęściu, po konsultacji z przełożonym przekazał nam za symboliczny grosz pół tony otrąb i 2 worki witamin – opowiada Regina Peczyńska.



  • Słoma podarowana przez sąsiadów

Pani Regina podkreśla, że także lokalne władze obiecały pomoc.

Odwiedził nas wójt i obiecał pomoc. Powiedział, że otrzymamy zapomogę z opieki społecznej i będziemy mogli kupić za te pieniądze część potrzebnej paszy – dodaje poszkodowana rolniczka.


Apel o pomoc

Apelujemy do wszystkich rolników z prośbą o pomoc. Jeśli ktoś może pomóc rolnikom z Troszyna dostarczając paszę, to prosimy o kontakt pod nr tel.: 61 86 90 600 lub na e-mail: redakcja@tygodnik-rolniczy.pl. W momencie zamykania numeru TPR nie zostało jeszcze uruchomione konto pomocowe, na które chętni mogą wpłacać pieniądze na wsparcie pogorzelców z Łątczyna, dlatego podamy je w następnym wydaniu naszej gazety.

Józef Nuckowski

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a