Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Kiedy upadną rolnicy, to ucierpi też zwykły Kowalski

Wiadomości Listy do redakcji
Data publikacji 10.03.2019r.

Prowadzimy gospodarstwo w województwie dolnośląskim na pograniczu z lubuskim. ASF-u u nas jeszcze nie ma, ale zniszczenia na polach są ogromne. W naszym gospodarstwie użytki zielone na wiosnę są do rekultywacji, część pszenżyta do odsiania, a myśliwi będą wydziwiać

r e k l a m a

Szanowna Redakcjo!

Prowadzimy gospodarstwo w województwie dolnośląskim na pograniczu z lubuskim. ASF-u u nas jeszcze nie ma, ale zniszczenia na polach są ogromne. W naszym gospodarstwie użytki zielone na wiosnę są do rekultywacji, część pszenżyta do odsiania, a myśliwi będą wydziwiać. Dlatego uważamy, że wzmożone polowania powinny się odbywać w całym kraju.  

Minister jest tylko jeden. A gdzie się podziali wszyscy inni?

Popieramy całym sercem ministrów Ardanowskiego i Kowalczyka w ich decyzjach i konsekwencji, aczkolwiek oczekujemy więcej. Dziwi nas, że ministrowie są sami na „placu boju”. Gdzie są izby rolnicze, związki trzodziarzy, hodowców bydła, uprawowców? Dlaczego nie wspieracie ministrów? Czyżby działalność dzików nie dotyczyła Was i Waszych członków? Jeden młody Kołodziejczak to trochę mało. Poza tym osoby, które usiłują przedstawić racje rolników, są nieobyte z mediami, mało stanowcze, bez żadnej siły przebicia. Spokojnie czekają, aż „zielony” skończy swoją wypowiedź, a on nigdy nie kończy. Kończy się za to czas antenowy. 

ASF przyjdzie razem z ekologami

A teraz bioasekuracja. To po to wyposażaliśmy budynki w siatki na okna i drzwi, w maty i kuwety dezynfekcyjne, w dodatkowe opryskiwacze, środki dezynfekcyjne, biobójcze, po to oddzieliliśmy bydło od świń, zmieniamy odzież i buty (każdy ma trzy pary), po to wyeksmitowaliśmy koty i jaskółki z pomieszczeń, żeby teraz jakiś niedouczony ekoterrorysta albo myśliwy zarzucał nam niefrasobliwość i nieprzestrzeganie przepisów bioasekuracji?! 

Panie Ministrze, jak w szpitalu panuje wirus, to dyrekcja zamyka drzwi i wywiesza kartkę „Odwiedziny wstrzymane do odwołania”. Proponuję to samo, skoro chorobę przenoszą ludzie, a nie dziki. Firmy pracujące w lesie: po pracy na granicy lasu zmiana odzieży i butów. Cały sprzęt – od pilników, kluczy, po głowice, ciągniki i wszelki transport do dezynfekcji.
To samo leśniczy, gajowi, inspektorzy PIP i BHP oraz kto tam jeszcze bywa. Zakaz wszelkich spacerów, wędrówek, ścieżek rowerowych w lasach – dla wszystkich, również „ekologów”. To oni jeżdżą i chodzą po lasach w całym kraju, także na wschodzie, a potem wracają do domów w innych rejonach. Nawet nie zauważą, kiedy wejdą lub wjadą w dzicze odchody i nieszczęście gotowe. Zakaz odłowu i transportu żywych dzików z terenów miast.

„Zostaw dzika, niechaj fika”, „Niech ryją” nie tylko na naszych polach, ale również w parkach, na klombach, trawnikach. Jak miastowi zaczną chodzić po dziczych kupach, wtedy zobaczymy ich miny. Całe społeczeństwo musi zastosować bioasekurację, nie tylko rolnicy. Dlaczego locha dzika to matka, prosięta to dzieci, a całość to rodzina, a świnie? Lochy to padło, prosiaki – bękarty, a hodowca to kukiełka z lipowego drewna? 

Śmierć w męczarniach bardziej humanitarna?

Do dzików strzelać nie można, ale wywlec z hodowli nawet prośną maciorę, zabić i spalić to można – to bardzo humanitarne! A hodowca, któremu likwiduje się dorobek całego życia, który poświęcił całe noce na odbiór porodów, każde prosię wytarł, osuszył, przystawił do wymienia, pilnował, aby osłabiona lub rozdrażniona porodem maciora nie zagniotła lub nie zabiła miotu, leczył, karmił, doglądał? Jak wycenić jego ból? 

I po co to wszystko? Ano po to, aby dzik mógł spokojnie zdechnąć w krzakach ugotowany od środka przez wysoką gorączkę, przy okazji zarażając kolegów, którzy też zdechną w męczarniach, ale nie od kuli. Brawo!

Jak padnie nasze rolnictwo, to się wszyscy nie pozbieramy

Drodzy Państwo! Jak my „padniemy”, to razem z nami cała otoczka pracująca na potrzeby rolnictwa. Tysiące, może miliony zlikwidowanych miejsc pracy. Czy to się nie liczy? Tylko dziki, które i tak padną na ASF? Nie mieści mi się w głowie, jak zwykły Kowalski może sam z siebie, bez żadnych inspiracji podkopywać i niszczyć gospodarczy byt kraju, dążyć do ogromnego bezrobocia. Przecież to nie krasnoludki stracą pracę, ale Wy, ludzie. Pomyślcie!

Jak tak dalej pójdzie, kilogram zwyczajnej będzie kosztował 200 zł, a chleb i mleko 100 zł. Nie będziemy mieli swojego, to nikt nam za darmo ani nawet taniej nie da. Może wtedy się obudzicie, ale będzie ciut późno. Opinia publiczna musi zrozumieć, że rolnik pracuje i produkuje w jej interesie, a nie tylko dla siebie

Rolniczka

*Śródtytuły i podkreślenia pochodzą od redakcji

 kiedy zabraknie rolników ucierpi całe społeczeństwo

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a