Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Klient w łańcuszku, czyli wielki blef

Wiadomości Felietony
Data publikacji 06.12.2018r.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przy okazji afery w Komisji Nadzoru Finansowego i Getin Banku, światło dzienne ujrzały różne sprawy z branży bankowej, którymi bankierzy być może nie zawsze chcieliby się chwalić. Jedną z nich są inwestycje w ziemię rolniczą. Jak się dowiedzieliśmy, Getin Bank oferował swoim klientom inwestycje w zakupione grunty rolne, które po przekształceniu w budowlane miały przynieść zysk.

Sztuczne podbijanie cen rolniczej ziemi

Przedstawiciel banku kupował ziemię po 1–2 zł za metr kwadratowy i wpuszczał ją do łańcuszka klientów. Pierwszy klient w tym łańcuszku płacił za grunty po 3–4 zł/m2. Następnie  ziemia trafiała do kolejnego klienta (pośredniczył w tym przedstawiciel banku) nieco drożej, np. po 6–7 zł/m2 i tak dalej. Ostatni w łańcuszku stawał się właścicielem gruntów rolnych płacąc 80 zł/m2. Nadmienić można jeszcze, że grunty były obarczone różnymi wadami prawnymi. Np. nie można było na nich budować domów jednorodzinnych.

r e k l a m a



To jednak problem banku i jego klientów oraz prokuratorów, a nie rolników. Nam chodzi o to, że w ten sposób używając ogromnego kapitału spekulacyjnego, który jest w posiadaniu banków, sztucznie podbijano cenę rolniczej ziemi, w tym wypadku nieraz o kilka tysięcy procent. Takie praktyki nie pozostawały bez wpływu na średni poziom cen ziemi. Zmuszały rodzinne gospodarstwa, które chciały się rozwijać, do jeszcze większego zadłużania się, no gdzie? Właśnie w bankach, które (przynajmniej niektóre) zarabiały na tym w dwójnasób – raz spekulując gruntami, drugi raz udzielając kredytów rolnikom. W ten sposób pętla zadłużenia zaciskała się na rolniczej szyi.

Przyzwyczailiśmy się już do narzekań niektórych „specjalistów”, że strukturę agrarną w Polsce betonuje system dopłat bezpośrednich związanych z gruntami, a ziemia drożeje, bo są na nią dopłaty. Tak, tak! To wyłącznie te 1000 zł do hektara podniosło ich zdaniem średnią cenę ziemi co najmniej sześciokrotnie od czasu naszego wejścia do UE.

Ciekawe co owi „specjaliści” powiedzą na wspomniane praktyki banków? Ciekawe jak wyglądają inwestycje innych banków w rolniczą ziemię? Jaką przybrały skalę? Przy okazji afery KNF i Getin Banku, ujrzeliśmy tylko czubek góry lodowej, wszak Getin Bank to dopiero 9 bank w Polsce (w 2017 r.) pod względem wielkości.

Na marginesie afery KNF, to źle, że przy okazji szarpany jest wizerunek Narodowego Banku Polskiego. NBP pilnuje stabilności systemu bankowego, a więc i całej gospodarki. Trzeba ważyć jakiekolwiek zarzuty wobec niego, bo może się okazać, że chcąc zabić muchę ustrzeli się krowę.

Szkodliwość cholesterolu w świetle najnowszych badań

Zmieńmy jednak temat na bliższy ciału. Obejrzeliśmy niedawno film dokumentalny pod tytułem „Cholesterol – wielki blef”. To historia badań nad związkiem cholesterolu z chorobami serca. Występujący w nim eksperci krok po kroku obalają tezy, zgodnie z którymi tłuszcze nasycone, zawarte głównie w maśle, powodują zawały serca. Obnażają manipulacje danymi oraz wynikami badań i pokazują jak zyskał na tym przemysł farmaceutyczny. Z filmu dowiadujemy się m.in. że tabletki obniżające cholesterol przyjmuje 220 mln ludzi na świecie. Przy cenie za tabletkę na poziomie 46 gr (w Polsce) wychodzi ponad 100 mln zł przychodu dziennie, czyli 36,5 mld zł rocznie (w skali całego świata). A to tylko jeden rodzaj leku spośród tysięcy. Tyle przyniosła i nadal przynosi przemysłowi farmaceutycznemu wojna z masłem, bo to przecież ono znalazło się na celowniku kampanii promujących „serce jak dzwon”.

70 ognisk ASF w Chinach

Na zakończenie jeszcze trochę o ASF. Choroba bez większych przeszkód rozwija się w Chinach, które przyznały się do 70 ognisk. W całym niemal kraju. Zagraża więc produkcji połowy trzody na świecie. Jak to wpłynie na rynek światowy, europejski, a więc i polski? Wyobraźmy sobie, że zagrożona jest połowa światowej produkcji wołowiny lub mleka? Druga sprawa to plany chińskiego rządu. Spadek popytu i utrudnienia w sprzedaży sprawiły, że chińscy rolnicy nie mają co począć z tucznikami, które porosły do 200 kg (skąd my to znamy). Chińczycy planują więc przeprowadzenie interwencji rynkowej i wykup tuczników. My proponujemy podesłanie im Phila Hogana, unijnego komisarza ds. rolnictwa, który ma spore doświadczenie w organizacji i prowadzeniu rynkowych interwencji. Najlepiej razem z niemal 200 tys. ton mleka w proszku, które pozostały z ostatniej unijnej interwencji. Hoganowi do końca kadencji zostało już niewiele, a Europa na pewno odetchnie.

Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki
redaktorzy naczelni
(Fot. główne: Pixabay)

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a