Mityczne dwa złote za litr

Wiadomości
Data publikacji 06.09.2017r.

W branży mleczarskiej panuje hossa, ale naszym zdaniem nie ma ona mocnych podstaw. Owszem, ceny skupu prawie we wszystkich mleczarniach wzrosły, w niektórych zaś bardzo. Średnia cena skupu mleka w lipcu wyniosła prawie 1 zł i 35 groszy za litr. Najwięcej zarabiają obecnie znaczący eksporterzy masła i śmietany przerzutowej, której to głównymi odbiorcami są niemieckie mleczarnie, w których robione jest z niej masło.

Jednak śmietana przerzutowa, to półprodukt i nie zdobywa się nią konsumenckiego rynku. Nie wyrabia się marki danego zakładu, ale utrwala pozycję niemieckiego producenta na jego rodzimym rynku.


A przecież gra idzie o to, aby nowoczesne polskie mleczarstwo dostarczało na rynki najbogatszych państw Unii Europejskiej – i nie tylko tam – jak najbardziej przetworzone produkty, a więc galanterię mleczarską, sery twarde konfekcjonowane – a nie tanie bloki do pizzy oraz właśnie masło. Jednakże pod warunkiem, że masło płaci tak jak obecnie. Wszak jego ceny zbytu to około 28 zł za kilogram. A to oznacza, że kostka masła w sklepie kosztuje 7 złotych i więcej. To bardzo drogo, jak na siłę nabywczą polskiego konsumenta. I trzeba powiedzieć otwarcie, że ta wysoka cena wynika nie z gwałtownego wzrostu popytu na rynku krajowym, ale światowym. Jesteśmy niemal pewni, że konsumpcja masła znacząco w naszym kraju nie wzrośnie, mimo tego, że coraz więcej polskich konsumentów jest przekonanych co do walorów prozdrowotnych masła i wie co znaczy margaryna dla ludzkiego zdrowia.

Dlaczego masło jest tak drogie? Jedni eksperci twierdzą, że decydującym czynnikiem jest duży popyt na ten produkt na rynku chińskim. Drudzy zaś obstawiają USA. Bo w tym państwie nastąpił gwałtowny odwrót od margaryn, co przełożyło się też na wzrost popytu w innych krajach, bowiem to USA wyznaczają standardy żywieniowe w wielu państwach, choć nie zawsze są to zdrowe standardy. Trzeba dodać, że dobrze się też mają mleczarnie wytwarzające markowe sery twarde. Ale nie sposób nie zauważyć, że nienormalną sytuacją jest, że kilogram masła kosztuje o 7 zł, a nawet 10 zł więcej – chodzi o ceny zbytu – niż kilogram dobrego sera, który musi dojrzewać trzy miesiące i dłużej. To oznacza zamrożenie pieniędzy. Mówi się, że wkrótce cena masła na rynkach światowych spadnie – może w październiku, może w listopadzie. Tylko nikt nie wie jak gwałtowny będzie to spadek – o 3–10 zł na kilogramie? A może o 18 zł? Wszak nie tak dawno masło w blokach kosztowało niecałe 10 zł za kilogram. I dlatego ta obecna hossa oparta na tłuszczu ma wątłe podstawy. Bo rynek masła może się także szybko załamać w wyniku spekulacyjnych zagrywek.

Na niepewność obecnej hossy wpływa też fakt, że białko w wyrobach mleczarskich nie drożeje, kosztuje niewiele więcej niż w czasie ostatniego kryzysu, którego skutki odczuwaliśmy jeszcze w maju 2016 roku. Nadal bardzo tanie jest mleko w proszku, tańsze niż rok temu. A godziwie na eksporcie tego produktu zarabia jedynie OSM Koło, które sprzedaje do państw afrykańskich proszek mleczny wzbogacony tłuszczem roślinnym. I mimo że pojawili się naśladowcy, którzy chcą zarabiać w podobny sposób, pozycja kolskiej spółdzielni nie jest zagrożona.

Niskie ceny zbytu na rynku krajowym twarogów, galanterii mleczarskiej, mleka spożywczego sprawiają, że nie wszystkie mleczarnie stać na istotne podwyżki cen skupu. I to jest oczywista oczywistość. Po raz kolejny słyszymy głosy – najczęściej ze strony tzw. wybitnych hodowców, że litr mleka w skupie powinien kosztować nawet dwa złote, a nawet więcej. My zaś im odpowiadamy: oby znowu nie nadeszły czasy, kiedy mleko będzie kosztowało w skupie dwa złote, ale za dwa litry! Marzy się nam hossa na rynku mleka wynikająca ze zwiększenia jego spożycia na rynku krajowym, z eksportu przetworzonych produktów mleczarskich oraz z ograniczenia marż i innych nieuczciwych praktyk ze strony wielkich sieci handlowych. I niech godziwie płaci nie tylko tłuszcz mleczny, ale i białko.

A teraz z innej beczki. Choć to brzmi jak żart, zdarzyło się na prawdę. Na sierpniowym zebraniu rady sołeckiej w jednej z miejscowości w powiecie poznańskim, mieszkanka, która przeprowadziła się tam z miasta, złożyła następujący wniosek: niech rolnicy zbierają zboże podczas deszczu, bo wtedy mniej się kurzy. Pokazuje to, jak bardzo miasto oddaliło się od wsi i jakie może mieć konsekwencje migracja z miast na wieś. Bardzo boleśnie przekonują się o tym rolnicy, którzy próbują inwestować w chlewnie czy obory. Niewykluczone, że za kilka lat będą dostawać mandaty za koszenie w słońcu, a nie w deszczu.

Musimy też odnieść się do nowej dożynkowej „tradycji”. Chodzi o obławy organizowane przez Służbę Celną i urzędy skarbowe podczas towarzyszących dożynkom kiermaszów. Rozumiemy, że podatki i akcyzę powinni płacić zarówno importerzy paliw, jak i drobni wytwórcy. Zastanawiamy się tylko, czy nasze służby uporały się już ze wszystkimi oszustami wyłudzającymi miliardy złotych poprzez niepłacenie VAT i akcyzy? Czy rzeczywiście producent nalewek lub swojskiej kiełbasy uratuje budżet państwa tymi kilkudziesięcioma złotymi, które powinien odprowadzić?

Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki
redaktorzy naczelni

Partner serwisu