Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Ogrodnicy do spółdzielni!

Wiadomości Felietony
Data publikacji 06.08.2018r.

Jak chyba nigdy dotąd, tak wielu przekonało się, co to znaczy działać wspólnie. Mamy na myśli producentów owoców miękkich, którzy padli ofiarą przede wszystkim firm skupujących maliny, wiśnie, agrest, porzeczki. Ceny w porównaniu do ubiegłego roku spadły o więcej niż połowę. W okresie słusznie minionego ustroju producenci tych owoców funkcjonowali w spółdzielniach. Były one obciążone wieloma mankamentami. Podobnie jak i ówczesne spółdzielnie mleczarskie. Różnica między nimi jest jednak taka, że te drugie przemiany przetrwały i funkcjonują do dziś.

Producenci owoców i warzyw powinni dołączać do spółdzielni

Obecnie wahania cen skupu mleka sięgają 25%–30% między okresami hossy i dekoniunktury. Jego producenci mają pewność, że spółdzielnia surowiec odbierze i za niego zapłaci. Produkcja mleka co roku rośnie, podobnie jak jego eksport, bo spółdzielnie muszą kupić surowiec od swoich właścicieli. Prywatni przetwórcy z rynku owocowo-warzywnego maliny mogą przywieźć z Ukrainy lub Serbii, cebulę lub marchew z Holandii itp., zostawiając swoich lokalnych dostawców „na lodzie”. Jak do tej pory nikt ani nic nie potrafiło ich zmusić, aby postępowali inaczej. A że jest to czynione nie przez przypadek, świadczy choćby przykład agrestu, który w porównaniu do ubiegłego roku staniał z 2,5 zł/kg do 0,6 zł/kg.

r e k l a m a



A przecież areał jego produkcji nie wzrósł czterokrotnie. Naszym zdaniem, obecne kłopoty ogrodników to bardzo poważny przyczynek do zastanowienia się nad mechanizmami… nie, nie tworzenia spółdzielni ogrodniczych (bo takie już istnieją), lecz przekonywania producentów, aby do nich przystępowali.

Mają takie spółdzielnie Francuzi, mają Niemcy i dobrze na tym wychodzą. „Tygodnik Poradnik Rolniczy” chętnie i bezpłatnie udostępni swoje łamy, gdyby np. Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa uruchomił akcję zachęcającą do tworzenia ogrodniczych spółdzielni. Są już gotowe wzorce, bez trudu potrafimy wyobrazić sobie powołanie Krajowego Związku Spółdzielni Ogrodniczych. Spółdzielnie mleczarskie w wielu elementach swej działalności mogłyby z ogrodnikami współpracować. Mają doświadczenie w prowadzeniu skupu, dysponują urządzeniami chłodniczymi, liniami rozlewniczymi. Nie jest przypadkiem, że Czesław Cieślak, prezes OSM Koło, zanim trafił do mleczarstwa był przewodniczącym rady nadzorczej w spółdzielni ogrodniczej.

Program nowego ministra rolnictwa

Teraz trochę o polityce, oczywiście rolnej. Jan Krzysztof Ardanowski zaprezentował swój program. Można powiedzieć, że chce robić to, o co apelowaliśmy (nie tylko zresztą my) wielokrotnie na tych łamach. Pojawić ma się specjalny dodatek paliwowy dla rolników produkujących mleko. Nowy minister chce bardziej zadbać o gospodarstwa niewielkie, które nie wykorzystają efektu skali. Zamierza rozruszać rolniczy handel detaliczny, tak aby np. niewielki producent dżemu mógł sprzedać go nie tylko w swoim gospodarstwie, ale także i w lokalnym sklepie. Kolejny krok to wycofanie zakazu uboju rytualnego z projektu ustawy o ochronie zwierząt. Nie sposób nie zgodzić się z ministrem Ardanowskim, że powinniśmy szanować środowisko i prowadzić produkcję zrównoważoną, a przede wszystkim, że rolnik powinien utrzymywać się z dochodów ze swojego gospodarstwa.

Teraz bowiem rozgrywa się przyszłość polskiej wsi. Czy wyludni się na wzór francuski lub brytyjski, bo nie będzie na niej ani miejsca, ani pracy dla ludzi, którzy nie mają minimum 50 hektarów? Czy przetrwa i wróci na drogę, także demograficznego rozwoju, dzięki tworzeniu realnych szans dla jej mieszkańców? Ileż mieliśmy kiedyś na wsi niewielkich przetwórni, choćby mięsa! Dziś mogłyby one nadal zaopatrywać lokalne rynki w wędliny wysokiej jakości, bo byle co kupowałoby się w sieciach handlowych. Sporą część z nich zlikwidowaliśmy wraz z ich właścicielami, czyli gminnymi spółdzielniami (znów wracamy do tematu spółdzielczości). To, co przetrwało, zostało sprywatyzowane i padło ofiarą unijnych przepisów. Wchodząc do UE zlikwidowaliśmy tysiące małych masarni, a jednocześnie ważny rynek zbytu dla producentów świń. Dziś są oni zdani wyłącznie na łaskę lub niełaskę wielkich koncernów, a my od kilkunastu lat biedzimy się, jak przywrócić możliwość przetwórstwa na niewielką skalę.

Rolnicza Agencja Informacyjna

Z reguły do naszej redakcji dzwonią rolnicy, co jest zrozumiałe. W ubiegłym tygodniu zaskoczył nas telefon  od mieszkańca Warszawy. Otóż pan Marcin, z zawodu technik elektroradiolog, szukając informacji na temat przyczyn rolniczych protestów w Warszawie, trafił na stronę internetową TPR. Przeczytał tam teksty na temat protestów i zamiast pomstować na rolników blokujących stolicę, zadzwonił do Tygodnika. Pan Marcin uważa, że powinniśmy założyć Rolniczą Agencję Informacyjną, aby tłumaczyć ludziom z miasta, władzom, mediom, na czym polegają problemy rolników i jakie są ich przyczyny.

Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki
redaktorzy naczelni

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a