r e k l a m a

Partner serwisu

Okradli kolejnego rolnika spod Łowicza z ładowarki i ciągnika

Wiadomości Interwencje
Data publikacji 14.05.2018r.

Do zuchwałych kradzieży ładowarek i ciągników rolniczych dochodziło w poprzednim roku na terenie powiatu łowickiego oraz sąsiednich: kutnowskiego i gostynińskiego m.in. w miejscowościach: Pilaszków, Jackowice, Raków i Jastrzębia. Ta, która miała miejsce w Bogorii Górnej na początku kwietnia br., wydaje się jeszcze bardziej bezczelna.

Złodzieje drogiego sprzętu rolniczego poczynają sobie coraz śmielej bo, jak twierdzi Marcin Wiechno, najzwyczajniej czują się bezkarni. – Jeśli uda się złapać sprawców, co zdarza się bardzo rzadko, to kary są wręcz śmieszne. Dla przykładu, złodzieje ciągnika John Deere o mocy ok. 300 KM wartego aż 800 tys. zł dostali karę 5 tys. zł grzywny, czyli poniżej 1% wartości skradzionego sprzętu oraz 1 rok więzienia w zawieszeniu, tylko dlatego, że dobrowolnie poddali się karze. To się w głowie nie mieści – powiedział Marcin Wiechno – poszkodowany w wyniku ostatniej kradzieży. Co do sprawy kosztownego John Deera to padł on łupem złodziei na Dolnym Śląsku. Sprawców złapała policja właśnie pod Łowiczem w miejscowości Urzecze.

r e k l a m a



Pracowały każdego dnia

W gospodarstwie Emilii i Marcina Wiechnów do kradzieży doszło w nocy z 4 na 5 kwietnia. Łupem złodziei padł sprzęt marki New Holland: ładowarka LM5060 o mocy 120 KM z 2009 roku warta według polisy ubezpieczeniowej 120 tys. zł oraz ciągnik 6050 o mocy 130 KM z roku 2011, doposażony w przedni TUZ oraz WOM, o wartości 170 tys. zł.

Strata sprzętu była tym bardziej dotkliwa, iż obie maszyny pracowały dzień w dzień i były jednymi z najbardziej potrzebnych w gospodarstwie. Ładowarkę wykorzystywano głównie do załadunku paszowozu oraz usuwania i załadunku obornika, ale także innych prac np. budowlanych. Teraz zastępuje ją ciągnik z ładowaczem czołowym, jednak, jak przyznał Marcin Wiechno, jest on wolniejszy, mniej zwrotny i ma słabszy udźwig, co prowadzi do nawet 3-krotnego spowolnienia pracy. – Zamiast pracować godzinę, to teraz pracuję 3 godziny – powiedział hodowca, którego trapi jeszcze jedna sprawa. – Co prawda maszyny mieliśmy ubezpieczone, ale ubezpieczyciel chętnie nalicza i pobiera składki, a jak przychodzi do kradzieży, to często szuka wymówki. Jeden z okradzionych kolegów po prawie roku nie otrzymał odszkodowania. Dlatego i my się martwimy i nie możemy spać spokojnie – oznajmił rolnik.



  • Obora wolnostanowiskowa, która powstała w wyniku modernizacji hali garażowej, posiada zewnętrzny, otwarty stół paszowy
Druga skradziona maszyna, czyli ciągnik, był średniakiem jeśli chodzi o moc w stawce traktorów gospodarza, na co dzień pracował z wozem paszowym. Inne posiadane przez rolnika nie pasują już tak do tej maszyny. Mniejsze w ogóle nie wchodzą w grę, gdyż są za słabe, a największy ma zapas mocy, ale jest zbyt wysoki, aby wjechać do starszej obory. Dlatego rolnicy muszą przepinać ciągniki po wymieszaniu TMR-u, rozdaniu go w nowszej oborze, a przed wjechaniem do starszego budynku.

Całe szczęście, że ugrzęźli

O mały włos kradzież dla rolników z Bogorii Górnej byłaby jeszcze bardziej dotkliwa. Złodzieje odjechali z posesji ciągnikiem z podczepionym nowiutkim wozem paszowym o pojemności 17 m3, który przepracował zaledwie 2 tygodnie. Na szczęście ugrzęźli na oddalonym o 200 m polu. Odczepili paszowóz, a ciągnik wyciągnęli za pomocą skradzionej ładowarki i linki holowniczej zabranej z podwórka.

Wóz jest dość ciężki, waży 4,5 tony, dodatkowo połowę składników TMR-u załadowałem już na wieczór dzień przed rozdaniem, to był ładunek ok. 3 ton. Masa prawie 8 ton, stosunkowo wąskie koła i grząski grunt uratowały nas przed utratą trzeciej maszyny. Nie chcę nawet myśleć co by było, gdybyśmy stracili paszowóz – przyznał Marcin Wiechno.

Maszyny złodzieje skradli z ogrodzonego i zamkniętego podwórka pomiędzy godziną 1 a 3 w nocy. Wyjechali tylną bramą po uprzednim przecięciu kłódki. Sprawcy zostali nagrani przez monitoring zabezpieczony przez policję. Z nagrania wynika, że było ich co najmniej trzech.

Zachowywali się bardzo spokojnie. Chodzili jak u siebie. Oglądali sprzęt, aby stwierdzić, który będzie najbardziej wartościowy. Niestety, nie można rozpoznać twarzy, gdyż mieli założone coś w rodzaju pończoch. Chcieli zniszczyć kamerę deską, ale ta była za krótka. Dopiero prawie po godzinie znaleźli odpowiednio długą. Psa czymś wypłoszyli, najprawdopodobniej ultradźwiękami, niesłyszalnymi dla ludzi. Krowy następnego dnia również zachowywały się bardzo nieswojo – powiedział hodowca, dodając, że jeden ze sprawców był niskiej postury oraz miał bardzo małe stopy jak na mężczyznę. Złodzieje oddalili się na kołach w kierunku Strugienic.

Nasza mleczarnia

Marcin Wiechno, podobnie jak jego rodzice, od których przejął gospodarstwo, jest dostawcą mleka do OSM w Łowiczu i jest wierny swojej spółdzielni oraz bardzo dobrze jej życzy.

Zwykło się mówić, nasza mleczarnia, na którą pracowały pokolenia. To dzięki niej rozwinęliśmy gospodarstwa. Bardzo zmartwił mnie krzywdzący artykuł jaki ukazał się na łamach „Nowego Łowiczanina”, który uderza i osłabia naszą firmę dającą tylu osobom z okolicy pracę oraz skupującą mleko od setek rolników. Część dużych dostawców odeszła w dobie kryzysu także do podmiotów prywatnych. Ja wolę być w spółdzielni i to tej naszej. W prywatnych zakładach nie ma sentymentów, rolnik się nie liczy, jak jest dobrze, to cena jest dobra, jak jest źle, to leci na łeb na szyję – powiedział Marcin Wiechno.



  • 10% stada stanowią krowy rasy simentalskiej w typie mlecznym

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a