Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Sposób na promocję polskiego rolnictwa: Każdy kolarz zawodowy kilo sera zjeść gotowy

Wiadomości Felietony
Data publikacji 10.08.2018r.

Fanjeaux to niewielka gmina licząca około 700 mieszkańców. Znajduje się na południu Francji, około 120 km od granicy z Hiszpanią. Nikt by o niej nie usłyszał, gdyby tamtejsi rolnicy nie zorganizowali protestu podczas wyścigu Tour de France.

Los rolniczych protestów

Ponieważ użyto gazu pieprzowego i ucierpieli kolarze, zdjęcia z tego protestu obiegły cały świat. Media szeroko rozpisywały się o jego skutkach – peleton jechał wolniej, a kolarzy szczypały oczy.

r e k l a m a



Nikt w mediach o światowym zasięgu nie zająknął się nawet o co chodziło protestującym rolnikom. Te informacje znaleźć można było tylko w lokalnych gazetach. Jak się okazało, rolnicy protestowali przeciw nowemu podziałowi obszarów o niekorzystnych warunkach gospodarowania. Łatwo się domyślić, że rolnicy z Fanjeaux domagali się powrotu ich gminy na listę ONW.

Taki już los rolniczych protestów. Media w ogóle rzadko rozumieją o co w nich chodzi, bo kogóż w mieście obchodzą obszary o niekorzystnych warunkach albo problemy producentów brokułów czy malin. Czytamy więc w gazetach ogólnopolskich, że rolnicy sami są sobie winni, bo naprodukowali za dużo. Naszym zdaniem, to błędna teza, ponieważ spadek produkcji nie zawsze skutkuje wyższymi cenami, czego doskonałym przykładem jest żywiec wieprzowy. Dziś mamy w Polsce tyle świń co za Gomułki, a ceny na poziomie takim, na jakim chcą ażeby były Duńczycy czy Niemcy eksportujący do nas swoją trzodę. W Europie bez granic taka sytuacja powoduje uzależnienie od importu. Może i schabowy z niemieckiego tucznika smakuje tak samo jak z polskiego, ale pamiętajmy, że zarabia na nim rolnik niemiecki.

W tym momencie przypominają nam się słowa technika elektroradiografii z Warszawy, o których wspominaliśmy przed tygodniem. Ludziom z miasta trzeba do znudzenia tłumaczyć dlaczego rolnicy protestują.

Tour de Pologne sposobem na promocje polskich produktów?

Wróćmy jeszcze na chwilę do chłopów z Oksytanii, czyli regionu, gdzie leży wspomniane na początku Fanjeaux. Poszli oni pod prąd obowiązujących we Francji tendencji. Tamtejsza Krajowa Federacja Związków Zawodowych Rolników wykorzystuje bowiem Tour de France do promocji francuskiej żywności, organizując przy 10 z 21 etapów wyścigu poczęstunki, degustacje i towarzyszące im folklorystyczne występy. Do protestów i blokowania wyścigów kolarskich nie namawiamy, choć tamtejszych rolników rozumiemy i popieramy ich postulaty. U nas Tour de Pologne startuje 4 sierpnia, więc w tym roku pewnie nie da rady promować przy jego okazji naszego twarogu, masła, sera, kiełbasy czy owoców. Jednak w przyszłym roku… kto wie? Mamy nawet hasła: „Każdy kolarz zawodowy kilo sera zjeść gotowy”, „Jeden kolarz zachorował, pojadł sera i wyzdrowiał”.


Powiew nowości w ministerstwie rolnictwa

Wróćmy jednak na krajowe podwórze. Doczekaliśmy się 169 ognisk afrykańskiego pomoru świń. Szczęście w nieszczęściu, że na wschodzie kraju, bo to znaczy, że choroba nie wędruje tak szybko na zachód w kierunku trzodziarskich zagłębi. Rozumiemy dramat rolnika, któremu lekarze weterynarii uśpili dwie–trzy zdrowe świnie, bo w pobliżu znaleziono ognisko ASF, jak i tego, który stracił kilka tysięcy, czyli cały swój warsztat pracy. Mamy nadzieję, że sytuację pomoże uzdrowić zmiana ustawy zaproponowana przez ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego, zgodnie z którą ze zdrowych świń z terenów z ograniczeniami produkować będzie można także mięso, a nie tylko konserwy – jak dotychczas. Dzięki temu łatwiej będzie przetworzyć i sprawnie sprzedać to mięso.

Wobec powiewu nowości w ministerstwie rolnictwa, warto jeszcze raz odnieść się do „Planu dla wsi”, czyli programu premiera Mateusza Morawieckiego, który przedstawił niedawno wraz z ministrem Ardanowskim. Jak już wspominaliśmy, zawiera on realizacje propozycji, które wcześniej zgłaszało wiele rolniczych środowisk oraz „Tygodnik Poradnik Rolniczy”. Może powtarzając się będziemy nudni, ale o paliwie rolniczym dla producentów mleka, holdingu żywnościowym, czy rozwoju sprzedaży bezpośredniej i rolniczego handlu detalicznego mówiło się od dawna i bez żadnych skutków. Zastanawiamy się dlaczego swej szansy na tym polu nie wykorzystał Krzysztof Jurgiel, który dysponował przecież bardzo silnym politycznym poparciem? Dlaczego nie poradził sobie z ASF?
Krzysztof Wróblewski
Paweł Kuroczycki
redaktorzy naczelni

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a