Sprostowanie: "Chlewnia to nie armagedon"

Wiadomości Interwencja
Data publikacji 02.03.2017r.

W ślad za naszym artykułem „Chlewnia to nie armagedon”do redakcji TPR zwróciła się grupa osób protestujących przeciwko budowie w gm. Dobrcz kurników. Izabela Kafka przesłała nam sprostowanie informacji zawartych w artykule. Poniżej publikujemy tekst sprostowania oraz odpowiedź autora artykułu.

Reprezentujemy grupę mieszkańców oraz inicjatorów referendum, którzy poparli protest przeciwko budowie wielkoprzemysłowych ferm w naszej gminie. Artykuł Tomasza Ślęzaka „Chlewnia to nie armagedon”z 23 stycznia 2017 r. zaniepokoił nas, ponieważ zawiera nierzetelne i nieprawdziwe fakty.


Obowiązkiem obiektywnego dziennikarstwa jest zweryfikowanie stanowisk obu stron przedstawianej sprawy. Naszym zdaniem, w tym artykule tego zabrakło. W pierwszej kolejności podkreślić należy, iż nasz sprzeciw, popierany przez część rolników z gminy Dobrcz i Radę Gminy Dobrcz, dotyczy wielkoprzemysłowej działalności produkcyjnej, która nie ma nic wspólnego z działalnością rolniczą – a której to zasadniczej różnicy w ogóle nie ujęto we wspomnianym wyżej artykule. Rolnicza działalność wielkoprzemysłowa jest zawsze szkodliwa dla środowiska i otoczenia – a potwierdzeniem tego jest fakt, iż ustawowo klasyfikowana jest jako przedsięwzięcie mogące znacząco oddziaływać na środowisko. W artykule podano, iż rolnik z Dobrcza planuje budowę kurnika, a inwestycja nie będzie miała charakteru przemysłowego. W rzeczywistości inwestorzy – rodzina Jan Kaźmierczak, Adam Kaźmierczak i Ewa Filipek–Kaźmierczak – planują budowę łącznie 20 hal o powierzchni 3000 m2 każda, o łącznej jednorazowej obsadzie 900 000 kur z tym, że w 8 halach co 6 tygodni nastąpi ponowienie cyklu produkcyjnego brojerów. Łącznie daje to ponad 3 mln kur rocznie – co odpowiada tuczarni na 66 000 tuczników na rok.

To nie jest już zwykły kurnik i nie jest to tradycyjne, polskie rolnictwo. To jest przemysł. To ustawodawca zapewnił mieszkańcom prawo do wypowiedzenia się w ramach konsultacji społecznych o tego typu inwestycji – obrażanie nas z tego powodu, że z tego prawa skorzystaliśmy, stanowi nadużycie wolności słowa. W artykule wskazuje się, że inwestor z gminy Dobrcz zdobył wszystkie raporty i opinie środowiskowe – pomija się niestety milczeniem fakt, iż raporty te zawierają rażące braki i uchybienia, w związku z czym będą przedmiotem ponownej analizy, o czym zapewnił Wójt Gminy Dobrcz Krzysztof Szala podczas spotkania z mieszkańcami w dniu 24 stycznia 2017 r.

Co więcej, Rada Gminy Dobrcz – przypomnijmy: gminy rolniczej – w dniu 15 listopada 2016 r. podjęła jednomyślną uchwałę, iż planowane inwestycje ferm wielkoprzemysłowych nie przyniosą gminie żadnych korzyści oraz apelowała do wójta gminy, aby przy podejmowaniu decyzji chronił interes większości społeczności – a nie pojedynczego inwestora. Pominięto w artykule fakt, iż średnia wielkość gospodarstwa rolnego w Gminie Dobrcz wynosi 11 ha – inwestorami w działalności wielkoprzemysłowej są pojedyncze rodziny, potentaci – a nie przeciętni rolnicy. Artykuł promuje tych pierwszych. Rolnicy w gminie Dobrcz mają i chlewnie, i kurniki – działalność ta nie jest przedmiotem naszych protestów.

Mieszkańcy naszej gminy, których nazywa się pogardliwie mieszczuchami, uchodźcami oraz rolnicy nieposiadający być może tak dużego areału jak rodzina inwestora, nie popierają przemysłowej produkcji drobiu. Potwierdzają to listy protestacyjne podpisane również przez rolników. Protest rolników z początku grudnia 2016 r. w Dobrczu, o którym podaje artykuł, zgromadził pracowników i znajomych inwestora oraz jego sprzęt, co potwierdzić może policja, która prowadziła czynności sprawdzające.

Jakie są skutki „nowoczesnego rolnictwa” widać gołym okiem w powiecie mławskim i żuromińskim w województwie mazowieckim. Degradacja środowiska, upadek rodzinnych gospodarstw rolniczych, zdominowanie działalności wielkoprzemysłowej przez kilka rodzin. Zachęcamy redaktora Tomasza Ślęzaka do wizyty w tamtym terenie i rozmowy o korzyściach z przeciętnymi rolnikami, niebędącymi inwestorami. Rzetelny artykuł – jakiego moglibyśmy się spodziewać i my, i rolnicy – powinien zawierać opinie tych rolników, którzy znają skutki wielkich ferm czy chlewni, ze wskazaniem czy dzięki temu rozwinęli swoje gospodarstwa. Jeździmy po Polsce i wiemy, że tradycyjne rolnictwo ginie w sąsiedztwie ekspansywnych ferm wielkoprzemysłowych. Następuje kanibalizm tej części naszej gospodarki pod sztandarem rozwoju rolnictwa – to hipokryzja i stąd protest w naszej gminie, pod którym podpisało się ponad 750 osób, w tym większość rolników naszej lokalnej społeczności. Stanowczo protestujemy przeciwko zawartym w artykule insynuacjom, jakobyśmy czerpali zyski z organizowania protestów, byli zawodowymi moderatorami czy cechowali się złośliwością lub brakiem zrozumienia dla charakterystyki produkcji rolnej. Są to obraźliwe pomówienia niemające nic wspólnego z rzeczywistością, dezawuujące nasze zaangażowanie w sprawy największej gminnej inwestycji od lat. Mamy różne zawody, jesteśmy w różnym wieku, mieszkamy w różnych miejscowościach – a łączny nas troska o przyszłość gminy Dobrcz oraz głęboki sprzeciw przeciwko korzyści tylko jednej rodziny kosztem prawie 11.000 mieszkańców.

Chcielibyśmy podkreślić raz jeszcze, że rolnictwo w Polsce powinno się rozwijać, ale w sposób zrównoważony. Rolnicy z naszej gminy to rozumieją – inwestor: nie. Publikując kolejny artykuł o podobnej tematyce, w trosce o rzetelność dziennikarską, zachęcamy Państwa do zapoznania się ze stanowiskiem drugiej strony. Na poparcie powyższego stanowiska przedstawić możemy dokumenty i sygnatury spraw, pod jakimi toczą się postępowania – z zastrzeżeniem do wyłącznej wiadomości redakcji.

Z poważaniem /-/ podpisy nieczytelne

Odpowiedź autora: "Artykuł o Stowarzyszeniu, a nie konflikcie"

Po naszym artykule „Chlewnia to nie Armagedon” do redakcji wpłynęło sprostowanie opublikowane w TPR nr 9/2017. Podpisali się pod nim (nieczytelnie) mieszkańcy gminy Dobrcz, którzy protestują przeciwko budowie kurników. Pragnę podkreślić, że tekst „Chlewnia to nie Armagedon” nie był poświęcony temu lokalnemu konfliktowi. Nie opisywaliśmy w nim sporu i sprzeciwu oburzonych mieszkańców. Nie opisywaliśmy w nim także konfliktu w gminie Dobrcz. Był to jeden z wielu wątków tekstu, który wyjaśniał, że jedną z przyczyn powstania Stowarzyszenia były protesty mieszkańców podbydgoskiej gminy.

Autorzy sprostowania wypomnieli, że pominęliśmy fakt, iż Rada Gminy w uchwale zajęła stanowisko „w sprawie budowy ferm drobiu na terenie gminy Dobrcz”. Rada wyraziła negatywne stanowisko. Takie stanowisko nie ma jednak żadnej mocy prawnej. Równie dobrze Rada mogłaby uchwalić stanowisko o wycofaniu mięsa drobiowego z lokalnych sklepów. Właściciele nie mieliby prawnego obowiązku zastosować się do opinii radnych.

Mieszkańcy uważają również, że produkcja drobiu na dużą skalę niszczy małe rodzinne gospodarstwa, a w ich gminie średni areał gospodarstwa to 11 ha. Ferma na 3 mln brojlerów w żaden sposób nie może zniszczyć 11-hektarowego gospodarstwa prowadzącego produkcję roślinną i mającego kilka sztuk bydła opasowego. Przeciwnie – to małe gospodarstwo jest w stanie zagrozić  produkcji kur lub jaj na dużą skalę. W przyzagrodowych kurnikach trudniej o przestrzeganie zasad bioasekuracji. Jeśli pojawi się w nich ptasia grypa, cały drób w promieniu kilku kilometrów będzie trzeba zutylizować.

Autorzy sprostowania podają także przykład gm. Żuromin, w której według nich produkcja zwierzęca niszczy środowisko. W TPR nr 7/2017 opisaliśmy przypadek rolnika, który postanowił zbudować w tej gminie chlewnię na kilkaset świń. Jednak z uchwalonego tam planu zagospodarowania wynika, że działka pod chlewnię musiałaby mieć 3,5 ha. Budynek musiałby otaczać 10-metrowy pas zieleni. Czy tak należy traktować mieszkańców własnej gminy? Wątpię.

Mieszkańcy gminy mieli do nas także pretensje o przedstawione historie naszych Czytelników. Opowiadali oni o świetnie zorganizowanych protestach, których autorzy znacznie lepiej od rolników wiedzą, jak manipulować opinią publiczną. Historie były prawdziwe, lecz specjalnie nie podaliśmy ich autorów. Nie napisaliśmy też, że protest w Dobrczu bazuje na sztuczkach socjotechnicznych. Tym bardziej zastanawia nas, dlaczego informacje te wywołały takie oburzenie?

Tomasz Ślęzak

Partner serwisu