Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Tu było powstanie

Wiadomości
Data publikacji 13.09.2016r.

Kilka tygodni temu cała Polska oddala hołd powstańcom warszawskim. Chyląc czoła przed ich poświęceniem, postanowiliśmy przypomnieć także innych bohaterów II wojny światowej. Mniej znanych, może trochę zapomnianych. Bohaterów powstania zamojskiego z Batalionów Chłopskich.

Bronili się przed niemieckim terrorem pod Wojdą, Różą i Zaborecznem. Została ich garstka. Ich potomkowie, i ci z partyzantów, którym pozwoli zdrowie, spotkają się 18 września na cmentarzu wojennym pod Tomaszowem Lubelskim. Uczczą pamięć żołnierzy września poległych w bitwach pod tym miastem. A my będziemy wracać do historii sprzed ponad 70 lat i historii bohaterów z Batalionów Chłopskich.

r e k l a m a



Koło Gminne Ogólnopolskiego Związku Żołnierzy Batalionów Chłopskich w Krynicach (pow. tomaszowski) ma siedzibę w miejscowym urzędzie gminy. Pan Stefan Schab dyżuruje tutaj każdego wtorku. Urodził się już po wojnie, w 1946 roku. Nie był więc żołnierzem BCh, ale, jak mówi, ktoś musi zadbać o sprawy ostatnich żyjących żołnierzy ruchu oporu, dopilnować, aby należne wsparcie z ZUS dostały wdowy i zadbać o pamięć o dramatycznych wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat.

Pseudonim Kurhan
– Mój ojciec był dowódcą plutonu w Batalionach Chłopskich – opowiada Stefan Schab.
– Bronisław Schab „Kurhan”. Zaopatrywał w amunicję oddziały BCh w bitwie pod Zaborecznem. Zmarł w 1999 roku, w 95 roku życia. A nas jest tutaj w kole czterech, jesteśmy potomkami partyzantów, członkami wspierającymi Związku.

Podczas II wojny światowej Zamojszczyzna znalazła się pod okupacją niemiecką. Hitlerowcy zamierzali wysiedlić z tych terenów Polaków, sprowadzając w ich miejsce osadników niemieckich. Heinrich Himmler, jeden z głównych hitlerowskich przywódców, zamierzał utworzyć pas osiedleńczy wzdłuż ówczesnej granicy nazistowskiej III Rzeszy ze Związkiem Radzickim.

Do pierwszych wysiedleń doszło w 1941 roku. Na początku listopada okupanci zmusili mieszkańców sześciu wsi do porzucenia domów. Na miejsce dwóch tysięcy Polaków sprowadzili i osiedlili volksdeutchów z terenów dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy.

– Te pierwsze wysiedlenia były w okolicach Skierbieszowa – wspomina Modest Gontarz „Kukułka” z Krynic, w czasie II wojny światowej najpierw żołnierz Batalionów Chłopskich a później Armii Krajowej. – To było straszne. Otaczali wioskę i wszystkich ludzi zabierali do obozu przejściowego z Zamościu.

Kolejne wysiedlenia na masową skalę rozpoczęły się rok później, w nocy z 27 na 28 listopada. Los mieszkańców pacyfikowanych zamojskich wsi był nie do pozazdroszczenia. Stawiający opór ginęli na miejscu. Wśród pozostałych naziści przeprowadzali selekcję, m.in. w obozie przejściowym Zamościu. Ci, którzy mieli więcej szczęścia trafiali na roboty do Niemiec. Inni do obozów koncentracyjnych. Dzieci, nazwane po wojnie Dziećmi Zamojszczyzny, były przekazywane niemieckim rodzinom w celu germanizacji.

Terror, jaki panował za czasów okupacji jest żywy w pamięci najstarszych mieszkańców gminy. – Tę historię opowiadał mi ojciec. Niemcy zmusili go, aby zaprzągł konie do wozu i jechał do Janówki. Miał wieźć wysiedlanych mieszkańców wioski do Zamościa – wspomina Stefan Schab.
W podobny sposób okupanci wykorzystali ojca Ksawerego Semczuka z Romanówki. – Zmusili go, żeby jechał do Lipska, Niemcy wysiedlali wieś. Napatrzył się wtedy, jak znęcali się nad ludźmi – wspomina Ksawery Semczuk „Pokrzywa”, kombatant BCh. Dziś mieszka w Krynicach. Pamięta, że Niemcy rozstrzelali jego przyrodniego stryja, bo partyzanci zabrali z jego gospodarstwa krowę.

Powstanie zamojskie
Rosło przerażenie, ale i opór. W grudniu 1942 roku na Zamojszczyznę przedostał się komendant główny BCh Franciszek Kamiński. Rozkazał zmobilizować w Puszczy Solskiej oddziały partyzanckie i rozpocząć akcje zbrojne.

– Pierwsza bitwa była pod Wojdą. Tam oddziały BCh rozbiły niemiecką żandarmerię – opowiada Modest Gontarz. Do zwycięskiej potyczki doszło 30 grudnia. – Znałem chłopaków, którzy tam walczyli, ale wtedy jeszcze nie należałem do organizacji. Złożyłem przysięgę dwa tygodnie później, 15 stycznia. Nie miałem wtedy nawet 18 lat. Wstąpiłem do konspiracji, bo mój brat został rozstrzelany przez gestapo. A wciągnął mnie mój starszy kolega ze szkoły. Przyszedł któregoś dnia i powiedział: „choć, pójdziemy do Krynic, zapiszesz się do partyzantki”.
1 lutego pod Zaborecznem oddziały BCh stoczyły największą bitwę powstania zamojskiego. – Przygotowania ruszyły na rozkaz dowódcy tomaszowskiego obwodu BCh Franciszka Bartłomowicza „Grzmota”. Dowództwo dowiedziało się o niemieckich planach od naczelnika poczty, który podsłuchał rozmowę niemieckich żandarmów. Mówili o planach pacyfikacji Zaboreczna. Pod wsią nastąpiła koncentracja oddziałów BCh – opowiada „Kukułka”. – Byłem na zbiórce przed bitwą, ale nie wystarczyło dla mnie broni i nie wziąłem udziału w walce.

Oddziały niemieckie liczące 600 osób ruszyły na Zaboreczno od strony Niemirówki i Antoniówki. W bukowym lesie czekała na nie zasadzka. Partyzanci, choć słabo uzbrojeni i w sporej mierze niepotrafiący dobrze posługiwać się bronią, wykorzystali efekt zaskoczenia. A także przewagę, jaką dawało im ostrzeliwanie Niemców spod osłony lasu. – Garstka słabo uzbrojonych, a wytrzymali do wieczora – nie kryje podziwu Modest Gontarz.

Straty Niemców ocenia się na 103 zabitych, choć zdaniem pana Modesta były one niższe. Zginął jeden partyzant, dwóch zostało rannych. – Ale nie przeżyli. Nasze oddziały wycofały się nocą do Róży. Następnego dnia, pewnie po śladach, dotarli tam Niemcy. Nie było zorganizowanej obrony, każdy na własną rękę wycofywał się do lasu. Niemcy podpalili prowizoryczny szpital w szkole. I gdy ranni wyskakiwali przez okna, strzelali do nich.

W gminie Krynice żyje jeszcze kilku uczestników wydarzeń sprzed ponad 70 lat. I dwadzieścia wdów po partyzantach. Ksawery Semczuk miał w czasie bitwy pod Zaborecznem 17 lat. W jego przypadku wstąpienie w szeregi Batalionów Chłopskich było naturalnym wyborem. – Starsi założyli organizację, ojciec należał, ja wstąpiłem. Rodzice nie mieli nic przeciwko. Tylko babcia się o mnie bała. Ja się nie bałem, byłem młody.

Podczas bitwy pod Zaborecznem, w której uczestniczył także jego ojciec, Ksawery Semczuk był łącznikiem, przemieszczał się z rozkazami. – Starszy wachmistrz Szczerbiński wziął mnie do siebie. Uganiałem się przez cały dzień. Miałem szczęście, że się nie oberwałem kulą. Na miejscu, gdzie siedziałem, znalazłem bukową drzazgę, po niemieckiej kuli. Gdybym nie pobiegł z rozkazem, już bym nie żył.

Do dziś dręczy go myśl, że nie podał śniegu, proszącemu go o to rannemu partyzantowi. Bał się, żeby mu nie zrobić krzywdy. – Nie dałem, a można było dać – mówi kombatant.
– Niemcy wysiedlali ludzi, trzeba było coś robić. Niektórzy mówili, że porywamy się z motyką na słońce. Ale po bitwie Niemcy wstrzymali wysiedlenia – mówi Ksawery Semczuk.

Rzeczywiście, bo przegranej bitwie okupanci zaprzestali na pół akcji usuwania mieszkańców zamojskich wiosek z ich domów.

Tu są wszyscy
Skarbnicą wiedzy o partyzantach z terenu dzisiejszej gminy Krynice jest bogato ilustrowana kronika. Powstała w latach 80. ub. wieku, stworzyła ją miejscowa nauczycielka. Wielka księga jest przechowywana w urzędzie gminy. W środku sylwetki partyzantów z poszczególnych wsi, wykazy poległych, zdjęcia, wycinki z gazet.

– Tu są wszyscy. Jest i mój ojciec – odnajduje w zapis w kronice pan Stefan. – A to nasz bohater – kontynuuje. – Stanisław Burda „Burski”. Z mojej wsi Polany. Przed wojną był nauczycielem w Hrubieszowie, Tarnawatce i Łukowej pod Biłgorajem.

Jego IV Kompania BCh wyróżniła się w bitwie pod Zaborecznem, czytamy w kronice. I dalej „Podpuścili Niemców bardzo blisko, obrzucili granatami i poderwani przez dowódcę, ruszyli na bagnety”.
– Miesiąc po bitwie „Burskiego” dopadło gestapo. Niemcy zabrali go do Zamościa. Torturowali. Nikogo nie wydał. Zdesperowany podciął sobie żyły, ale przeżył. Z Zamościa Niemcy przetransportowali go do obozu koncentracyjnego na Majdanku (dziś w Lublinie – red.) – opowiada pan Stefan.

  • 18 września kombatanci spotkają się jak co roku w Antoniówce. Przyjadą, żeby na cmentarzu wojennym uczcić pamięć żołnierzy poległych w bitwach z Niemcami pod Tomaszowem Lubelskim we wrześniu 1939 roku.

    Pan Stefan namawia do udziału w uroczystościach Modesta Gontarza. Starszy pan nie czuje się najlepiej, ale liczy na poprawę samopoczucia. A wtedy kto wie…

Krzysztof JANISŁAWSKI
Stefan Schab opiekuje się kroniką walk partyzanckich w gminie Krynice

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a