Większy deszcz odcina ich od świata

Wiadomości Interwencja
Data publikacji 13.09.2017r.

Urszula Krukowska z Kolonii Pełch w gminie Perlejewo od lat walczy o przyzwoity dojazd do szkoły dla swoich dzieci. Drogi, którymi muszą jeździć po deszczach przypominają bagno.

Wójt czyli zarządca gminnych dróg stwierdził, że niestety ale nie ma do nas drogi dojazdu. Gdy po deszczach wożę dzieci do szkoły, ledwie przejeżdżam przez błoto. Samochód po takim przejeździe jest po dach zbryzgany błotem. Odcinek około 1 km pokonuję przez pół godziny – wyjaśnia pani Urszula.

Umowa na dowóz


Urszula i Zbigniew Krukowscy początkowo starali się o to, żeby Urząd Gminy w Perlejewie dowoził ich dzieci do szkoły. Ostatecznie podpisali umowę na zwrot kosztów za dowożenie dzieci do szkoły.

Wcześniej chcieliśmy, żeby to gmina dowoziła nam dzieci do szkoły. Jednak wójt powiedział, że może dowozić, ale tylko dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności, a drugie i tak będziemy musieli sami zawozić do szkoły. Więc wybraliśmy tę opcję, w której sami dowozimy dzieci. W przepisach znaleźliśmy zapis, że gdy szkoła jest oddalona od domu dziecka powyżej 3 km, to gmina ma obowiązek dowieźć je do szkoły bez względu na to, czy ma ono orzeczenie o niepełnosprawności, czy też nie ma. W takim przypadku obowiązkiem wójta jest zapewnić dziecku dowóz do szkoły lub zwrócić jego koszty. My do szkoły w jedną stronę mamy ponad 7 km – tłumaczą Krukowscy.

Małżonkowie podkreślają, że także zimą zdarzają się problemy w przejazdem drogą gminną.

W 2006 roku od września woziliśmy córkę na rehabilitację do Białej Podlaskiej. Gdy spadł śnieg, to na własny koszt musieliśmy odśnieżać drogę gminną. Gmina się do tego nie poczuwała – wspomina Zbigniew Krukowski.

Te kłopoty z drogą trwają od kilkunastu lat. Pisaliśmy do gminy różne pisma i podania o utwardzenie tej błotnistej drogi lub zrobienie przepustu umożliwiającego przejazd zalewaną drogą, która jest wskazana w umowie na dowóz dzieci. Jednak nikt na nasze prośby nie reaguje. Wójt już siódmy rok obiecuje nam naprawę drogi, jednak nic w tej kwestii się nie dzieje. Kończy się tylko na obietnicach – mówi Urszula Krukowska.

Pani Urszula skarży się, że od początku lutego tego roku nie było przejazdu drogą gminną.


Droga wyznaczona przez UG do wożenia dzieci, na wiosnę i teraz jesienią,
na jednym odcinku znajduje się po prostu pod wodą




Jadąc drogą na Pełch mamy dziennie o 3 km więcej niż drogą wskazaną w umowie na dowóz. Nikt nie przejmuje się tym, że robimy więcej kilometrów, że niszczymy samochód. Dwa lata temu wyrwałam przewody paliwowe ze zbiornika i nie dostałam od gminy żadnego odszkodowania. Pracownicy UG twierdzą, że ja specjalnie wjeżdżam na tą błotnistą drogę. A ja nie mam innego wyjścia. Jednego dnia jechałam zapłacić ubezpieczenie OC samochodu. Gdy utknęłam w błocie i strażacy wyciągali mój samochód, to jeden z nich powiedział do mnie „znowu pchałaś się w to błoto”. Ja musiałam zapłacić ubezpieczenie i przy okazji zawiozłam dzieci do szkoły. W tym błocie i w kamieniach zostawiłam już kilka misek olejowych. Gmina w tej kwestii nie poczuwa się do odpowiedzialności. Nigdy nie dostałam złotówki od firmy ubezpieczeniowej, w której urząd jest ubezpieczony. Wójt mówi, że te uszkodzenia są z winy kierowcy – skarży się Urszula Krukowska.

Będzie remont

Krukowscy w ubiegłym roku otrzymali na swoje listy odpowiedź, że gmina nie ma pieniędzy na naprawę drogi. W tym roku otrzymali wprawdzie odpowiedź pozytywną, jednak nie wierzą w realizację tych zapewnień.

Odpisano nam, że wykonano projekt remontu w/w drogi oraz złożono wniosek do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w Białymstoku o dotację na remont. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku i uzyskaniu dofinansowania gmina ma przystąpić do modernizacji drogi – mówi Zbigniew Krukowski.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu