Zielony zakątek 2017: Ogród z warzywnikiem w roli głównej

Dom i Ogród Ogród
Data publikacji 03.12.2017r.

Czasem ogród oznacza morze kwiatów. A czasem równie ważnym elementem są rośliny uprawne. Czereśnie i jabłonie w ogrodzie Eugeniusza i Ireny Dymarczyków w Wysocku Małym i zdobią, i żywią. Tak rozumieją ogród gospodarze. Ma być wielofunkcyjny.

Nie jesteśmy zwolennikami ogrodów typu beton, płytki, trawnik, kilka tuj. Taka była moda, ale nigdy nas nie ujęła. Za mało w tym zieleni, za mało przyjemności – podkreśla Eugeniusz Dymarczyk.


W latach 70. sprowadził się do domu żony, wybudowanego 10 lat wcześniej przez teścia. Dom miał pierwotnie z tyłu maleńki ogródek.



Był tam warzywnik, jak to w latach sześćdziesiątych. I trochę kwiatów – astry, lwie paszcze, piwonie, bez. Potem urosły drzewa wiśniowe i zajęły miejsce kwiatów. Sporo było w tym pragmatyzmu – owoce bardziej były potrzebne – przyznaje żona Irena.

Zaczęło się od drzew

Drzew w obejściu bywało więcej, bo przy głównej drodze rosły nasadzone jeszcze przed okupacją jabłonie i grusze – dawne odmiany, odporne, niewymagające oprysków. Eugeniusz przez kilka lat o nie dbał, przycinał, Dymarczykowie mieli kilogramy świetnych owoców na przetwory. Ale drzewom trudno było konkurować z potrzebami gminy – potrzeba chodników i kanalizacji we wsi znacznie skróciła ich żywot. Wycięcie drzew sprowokowało jednak Dymarczyków do nowych nasadzeń – z przodu domu pojawiły się jarzębiny i kasztanowce. To w jakiś sposób początek ich ogrodu, choć nie zaczynali od zera – z tyłu rosły już zasadzone przez teścia jabłonie, śliwy, które miały w tym wielopokoleniowym i wielofunkcyjnym, jak mówi Eugeniusz, ogrodzie swoje nienaruszalne miejsce. Niedługo po starych przydrożnych jabłoniach zniknął też mały dziadkowy warzywnik, bo potrzeba było miejsca na rekreację.



I tak warzywnik, ale taki już z prawdziwego zdarzenia, powstał na tyłach domu, pod „laskiem”, czyli ścianą drzew – świerków, jodeł, lip, buków, które miały chronić go przed mroźnymi zachodnimi wiatrami od strony pól. W ogrodzie sporo już było drzew, sporo liści, więc musiał powstać kompostownik. Chwilę po jego powstaniu w warzywniku wylądowały wczesne i późne ziemniaki.

Bez warzyw – to nie ogród

Teraz mamy ziemniaki na cały rok, a bardzo nam zależało na swojskich, zdrowych, naturalnie uprawianych warzywach. Niech będzie nawet ten robak. Mamy też cebulę – zwykłą, dymkę i delikatesową. Jest marchew, seler, kapusta, kilka rodzajów sałat i pomidorów, papryka (także chilli), rzodkiewka, kalarepa, rabarbar. Są też owoce – truskawki, porzeczki, borówki. Nie ma też ogrodu bez przypraw, więc uprawiamy koper, majeranek, lubczyk – opowiadają Dymarczykowie i dodają, że wszystko to ląduje także w słoikach. Co roku około trzystu.



Ale przysmaki ze słoików trzeba mieć gdzie konsumować podczas upałów. Więc w części najbardziej ukrytej przed ulicznym ruchem jest kwiatowo i wypoczynkowo. W jej centrum stoi, jak napisał Eugeniusz, serce ogrodu, czyli altanka, do której prowadzi krzewiasty szpaler. Jej kształtu nawet trudno się domyślić, bo cały front jest przepięknie obrośnięty bluszczem. „Zielony domek” Eugeniusz budował jeszcze z teściem. Dziś z żoną siadają tam, by ugasić pragnienie choćby zimnym kompotem z własnych porzeczek. Przypominają sobie wtedy swoje podróże, bo ściany altanki zdobią pamiątki z nich przywiezione.



Z altanki widać ulubione kwiaty gospodarza – róże. Każde – wysokie, niskie, pnące, różowe, żółte, czerwone, białe, drobnolistne. Ale z altanki podziwiać można też klematis, ostrokrzew, wiciokrzew, berberys, lawendę, którą zresztą regularnie rozkopują gospodarzom psy Grom i Piorun.



Kule, kuleczki w ogrodzie, równiutko, prościutko, chodzenie prawie z odkurzaczem, żeby nie było listka – to nie nasza bajka. Musi być naturalnie. I traktujemy rośliny trochę jak nasze psy, bo każda jest inna, każda ma swój charakter i wymaga wiedzy – podkreślają.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu