Zielony Zakątek 2017: W Stankowicach ujmie cię obfitość kolorów

Dom i Ogród
Data publikacji 26.10.2017r.

Czasem urokiem ogrodu jest porządek, geometryczność i asceza. A czasem wręcz przeciwnie – brak wyraźnych granic i obfitość. Właśnie tym urzekł nas ogród Jolanty Rudek ze Stankowic, który doczekał się wyróżnienia w naszym konkursie. Jest tam kolorowo i bogato, ale nic w tym ogrodzie nie przytłacza.

W Stankowicach pięknie jest jeszcze zanim wejdzie się do czyjegokolwiek ogrodu. Bo to miejscowość położona w niezwykle malowniczym zakątku, w powiecie lubańskim. To ten fragment Dolnego Śląska, w którym wyraźnie czuje się bliskość Czech i Niemiec. Liczące po kilkaset lat budynki porastają nienasycone pnącza.


Przedsmak ogrodu

Tak właśnie jest, kiedy wjeżdża się na podwórko Jolanty Rudek. Podwórze zamykają trzy budynki, z których najstarszy – ten mieszkalny – ma, bagatela, niemal 400 lat! Prawa jego połowa tonie w zielonym gąszczu, w którym kryje się pierwszy, przydomowy, ogródek. Można by go nazwać też przedogródkiem, bo ten właściwy położony jest za domem.


Z ogrodu, który umiejscowiony jest na zboczu, rozciąga się widok na czterystuletni dom państwa Rudków. Z części maliniaka, po lewej, w tym roku powstał kwietnik – duma pani Joli


W przydomowym gospodarze siadają czasem gośćmi. Ciasto, niemal prosto z ganku może wylądować na stole, wokół którego stoją ławki. Przed spiekotą chroni zadaszenie, ale wrażenie orzeźwienia potęgują porośnięte zielenią ściany. Kiedy siedzimy przy kawie pod koniec sierpnia, róża zdążyła już zmienić dominantę kolorystyczną z czerwonej na zieloną, ale po ścianie ganku dzielnie pnie się wisteria. Jest tak żarłoczna, jak mówi Jolanta, że w krótkim czasie rozpanoszyła się też po balkoniku nad gankiem. Ścianę domu zaś pokrywa winorośl, która ugina się pod ciężarem owoców. Tu tuja, tam bluszcz, który na dwumetrowej podpórce urósł w kształt wielkiego grzyba. Właścicielka zapewnia, że „kopuła” trzyma się absolutnie sama.

Zaczęło się od warzyw

Ale prawdziwa kwiatowa i roślinna fiesta zaczyna się, kiedy trafiamy do ogrodu właściwego. Ten usadowił się na poletku za domem.


Czego tu nie ma! Astry, malwy pełne i puste, cynie, dalie, heliotrop peruwiański, aksamitki. Do tych ostatnich Jolanta Rudek ma szczególny sentyment


Mamy trochę ziemi, ponad 20 hektarów. Mąż sieje zboże, ziemniaki, sporo też łąk. I tu właśnie, gdzie jest teraz ogród, jeszcze 12 lat temu była łąka. Babcia męża miała nieopodal, pod drzewem, małą folię, w której uprawiała paprykę. Ciągle miała tam mszycę. Stwierdziłam, że przeniesiemy szklarnię, żeby stała bardziej w słońcu. I tak się zaczęło – opowiada Jolanta Rudek.


Bordowe wiechy szarłatu, jednej z najstarszych roślin uprawnych, łączą warzywnik z ogrodem kwiatowym


Kiedy dostali pierwsze dopłaty unijne, teren ogrodzili, bo wcześniej potrafiły tam wejść konie, krowy od sąsiada czy zające. Szklarnia szybko okazała się niewystarczająca. Po roku powstał warzywnik. Właścicielka tak nawoziła wcześniej ziemię, że pierwsze kapusty miały niemal metr w obwodzie. Potem posadziła kilka wiśni i maliny. Dziś warzywnik oddziela od reszty położonego na stoku ogrodu alejka, w której co krok jawi się jakaś ciekawa roślina. Najwyżej pnie się tam burgundowy szarłat, który świetnie nadaje się na łącznik między warzywnikiem a ogrodem kwiatowym, bo jest zbożem, ale jednocześnie bardzo ozdobną rośliną. Jak dziesiątki innych roślin w ogrodzie, właścicielka wyhodowała go z nasion, w kolejnych latach już swoich. Dziś szarłat szaleje tak, że trzeba go czasem likwidować.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu