r e k l a m a

Partner serwisu

Boimy się wirusa ASF w Wielkopolsce

Hodowla Zwierząt ASF
Data publikacji 10.07.2018r.

Tak źle jeszcze nie było. Od początku czerwca wystąpiło aż 40 ognisk afrykańskiego pomoru świń. Głównie na terenach już objętych strefami, ale i tak jest to niepokojące, że z początkiem lata choroba występuje tak masowo. Czy jest więc realne ryzyko, że wirus ASF zaatakuje też stada w Wielkopolsce? Czy producenci trzody chlewnej są w stanie się przed nim zabezpieczyć? Rozmawiamy o tym z Grzegorzem Majchrzakiem, prezesem Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej.

Czy pana zdaniem gospodarstwa są wystarczająco zabezpieczone pod względem bioasekuracji przed afrykańskim pomorem świń, czy jednak wciąż nie do końca są spełniane standardy? Jak to się dzieje, że wirus wdziera się do dużych wydawałoby się dobrze chronionych ferm? Czy wina leży po stronie rolników nieprzestrzegających zasad, czy po stronie myśliwych, którzy nie wywiązują się wystarczająco z odstrzału dzików?
Jeszcze do niedawna uważałem, że gospodarstwa, które przestrzegają zasad bioasekuracji są w pełni bezpieczne, gdyż nie ma szans, żeby samemu wprowadzić wirus na takie fermy. Dziś już wiemy, że pojawił się w pełni zabezpieczonym stadzie z 6 tys. świń. Zaczynam wierzyć w to, że czynnik ludzki odgrywa największą rolę w rozprzestrzenianiu się ASF. Nasi hodowcy w Wielkopolsce spełniają wymogi bioasekuracji i byłem przekonany, że nie mają się czego obawiać, nawet jeśli wirus pojawi się w naszym regionie. Ostatnie ogniska afrykańskiego pomoru świń sprawiają, że zaczęliśmy naprawdę się bać o nasze stada. Teraz wiem, że jeśli ASF dotrze na zachód Polski, to będzie oznaczało koniec produkcji świń w naszym kraju.

r e k l a m a



Nie jesteśmy w stanie odstrzelić wszystkich dzików, choć oczywiście powinniśmy redukować ich pogłowie. Jednak te ponad cztery lata walki z chorobą pokazują, że dziki roznoszą wirusa na niewielkie odległości. Zakażone sztuki bardzo szybko padają. Jeśli już wirus przedostaje się w głąb kraju, to raczej za sprawą nierozważnego zachowania człowieka.

Jakie mogą być przyczyny zawleczenia wirusa do stad, skoro rolnicy z większą skalą produkcji mają chyba świadomość zagrożenia?


Rolnicy z naszego regionu faktycznie są świadomi skali problemu, chociaż jeszcze nie objął on ich swoim zasięgiem. Spotkań na ten temat, rozdawanych ulotek czy artykułów w prasie branżowej jest tak dużo, że nie mogą powiedzieć, że są niedoinformowani. Myślę, że to nie tylko oni sami są winni zaniedbań, które mogą spowodować zawleczenie wirusa do chlewni. Bardzo duże zagrożenie widzę tu ze strony pracowników zza wschodniej granicy. Choć akurat w małych gospodarstwach rodzinnych pracuje się własnymi siłami, gdyż nie stać ich na zatrudnienie pracownika. Natomiast żywność pozostawiana na parkingach czy w miejscach postoju przy autostradach, to już duży problem do rozwiązania. Często tiry stoją dobę czy dwie i te osoby spożywają przywiezioną ze sobą żywność, pozostawiają resztki. Takie miejsca muszą być ogrodzone. Dostęp do nich dla dzikiej zwierzyny powinien być utrudniony. Szczelnie zamykane pojemniki na odpadki, codzienne dokładne sprzątanie takich miejsc przez odpowiednie służby są konieczne. To wszystko powinno być już dawno normą, jak jest to chociażby w Niemczech. A u nas te sprawy kuleją, odstrzelone dziki leżą w workach przez wiele dni na skraju lasu i nikt się nimi nie interesuje. To niedopuszczalne.



  • Grzegorz Majchrzak


Jakie pana zdaniem popełniono błędy przy zwalczaniu afrykańskiego pomoru świń na wschodzie kraju? Czy likwidacja małych stad na samym początku, kiedy wirus pojawił się u nas, zapobiegłaby występowaniu ognisk? A może to problem wciąż zbyt dużej populacji dzików?
Być może zlikwidowanie małych stad przyzagrodowych utrzymujących po kilka świń i wypłata satysfakcjonujących rekompensat od razu na samym początku zapobiegłyby wielu ogniskom w małych chlewniach, które mamy teraz. Wtedy to się wydało dla rządzących zbyt dużym kosztem. Teraz będzie potrzeba znacznie większych pieniędzy na zwalczanie wirusa. Podobnie wygląda sprawa budowy płotu na wschodniej granicy. Gdyby taką decyzję podjęto na samym początku, to być może miałoby to sens. Teraz wirus i tak jest już obecny u nas w populacji dzików i trzeba skupić się na poszukiwaniu i usuwaniu padłych sztuk z lasów, gdyż to od nich zarażają się inne osobniki.

Moją uwagę zwraca natomiast inna rzecz. Przy odstrzale dzików w strefach ASF, są one przechowywane w chłodniach, przez wiele dni, patroszone, przewożone. Po co? Przecież one powinny być od razu zabrane i zutylizowane. To wszystko rodzi niepotrzebne koszty i jeszcze stwarza zagrożenie. To powinno być załatwiane znacznie sprawniej i szybciej. Tak samo, jeśli chodzi o ogniska świń. Czy nie można spalić i zakopać takich zwierząt na miejscu? Przecież każdy transport chorych sztuk na znaczne odległości, choćby nie wiem jak zabezpieczony, niesie ze sobą ryzyko przeniesienia wirusa w inne miejsca.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a