Hodowla bydła mięsnego ma przyszłość, ale...

Hodowla Zwierząt
Data publikacji 10.04.2017r.

Rozdrobnienie, dwukierunkowe użytkowanie, sprzedaż zwierząt poprzez pośredników, uzależnienie od eksportu, tym cechuje się hodowla bydła mięsnego w Polsce. Wołowina dostępna w sklepach jest bardzo droga a jej spożycie maleje.

O tym, jakie perspektywy ma hodowla bydła mięsnego w Polsce oraz co należałoby zmienić debatowano na sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.


Charakterystyczne dla Polski jest dwukierunkowe użytkowanie zwierząt. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szacuje, że około 90% stada krów stanowią krowy mleczne, a pozostałe 5% to krowy mamki, przy czym jedynie 1% to krowy ras mięsnych. Krowy utrzymywane do produkcji mleka po kilku latach są przeznaczane na ubój, stanowiąc wysoki udział w krajowej podaży wołowiny.

Za mało mięsnych

– Tym samym zdecydowaną większość bydła w Polsce stanowią rasy mleczne. Krótko mówiąc, nie występuje w naszym kraju wyraźny podział na sektor produkcji mleka i sektor produkcji wołowiny, a większość gospodarstw posiadających bydło uczestniczy w procesie produkcji zarówno mleka, jak i wołowiny, choć oczywiście proporcje w różnych gospodarstwach różnie wyglądają – mówiła Ewa Lech, podsekretarz stanu w resorcie rolnictwa.

W gospodarstwach, które utrzymują maksymalnie 50 sztuk bydła, 92% stanowią zwierzęta  w wieku 1–2 lat. Dominuje u nas populacja w małych gospodarstwach do 3, do 5 oraz do 10 sztuk.

Jak zauważył Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, wg danych ARiMR, w Polsce mamy 1,033 mln sztuk bydła, ale pod oceną polskiego związku jest tylko 23 tys. sztuk krów mamek.

Hodowca ma pełną dowolność tego, co wpisuje w dokumenty rejestracyjne. Jeżeli zacieli krowę hf bykiem mięsnym, to wpisuje nie krzyżówkę, tylko rasę byka. Dzięki temu przedstawia się taki obraz, że liczba bydła mięsnego w Polsce rośnie, podczas gdy jest wręcz odwrotnie. Od dwóch lat obserwujemy zmniejszenie liczby sztuk będących pod oceną – komentuje Zarzecki.
Według Związku, dominuje u nas rasa limousine, która stanowi 75% całości hodowli, dalej są kolejno: charolaise, hereford oraz simental.

To co dobre – wyjeżdża

– Wołowina dostępna w naszych sklepach nie jest najwyższej jakości. Podaż mięsa kształtowana jest bowiem w oparciu o hodowlę bydła mlecznego w krzyżówkach z rasami mlecznymi. Konsumpcja na jednego mieszkańca wynosi 1,2–1,3 kg rocznie. Statystyki pokazują, iż więcej spożywamy wołowiny z importu niż pochodzenia krajowego. Importujemy wołowinę najdroższą z najcenniejszych wyrębów. I tutaj należy upatrywać szansy dla rozwoju naszego sektora – tłumaczył Zarzecki.

Z kolei 90% naszej produkcji bydła czystorasowego przeznaczona jest na eksport, w kraju pozostaje więc niewielka ilość towaru tzw. premium.

– Część konsumentów, która mogłaby sobie pozwolić na zakup dobrej wołowiny nie robi tego, ponieważ uważa ją za produkt trudny do przygotowania, co jest skutkiem przerwania kulinarnej tradycji spożywania tego mięsa. Dlatego istnieje potrzeba promocji wołowiny na rynku wewnętrznym. Mamy szansę na wzrost krajowego spożycia, ale warunkiem jest powtarzalność, wysoka jakość i kontrolowane pochodzenie. Jeśli nie skupimy się na hodowli i jakości, hodowla bydła w Polsce nie ma szansy bytu – przekonywał szef PZHiPBM.

Trzystukilogramowy, młody i rasowy

Aby produkcja wołowiny miała sens konieczna jest również silna współpraca producentów i przetwórców. Zdarza się, że polscy przetwórcy oferują rolnikowi za rasę limousine 7,2 zł/kg, a firma zajmująca się eksportem na rynki zagraniczne za tego samego byka daje 9,4 zł/kg.

Uzależnienie krajowego rynku wołowiny od popytu ze strony importu niesie z sobą duże zagrożenie.

Jeśli pojawią się problemy związane z chorobami, możemy zostać z towarem w kraju. Trzeba pamiętać, że nie jesteśmy jeszcze krajem wolnym od BSE. Wiele krajów jest zaś już wolnych od IBR i BVD, jeśli ten wymóg będzie konieczny dla eksportu, pojawi się dla nas kolejny bardzo duży problem – mówił Jacek Zarzecki.

Naszym żywym towarem są zainteresowane Turcja i Egipt. W przypadku Egiptu największym problemem są wymogi weterynaryjne. Ilość badań, jakie należy wykonać, aby bydło mogło tam wyjechać i koszty z tym związane, są niewspółmierne do korzyści.

– Żeby nasi hodowcy mogli uzyskać bardzo dobrą cenę muszą mieć towar najwyższej jakości. Nie sprzedaje się towar, który źle wygląda, jest stary, ma małe przyrosty. Jeżeli obserwujemy i analizujemy rynek, to zauważamy, że najlepszym towarem jest ten, który ma wagę do 300 kg, jest młody i czystorasowy. Takie zwierzęta na jedynej aukcji bydła mięsnego w Polsce organizowanej przez nasz Związek w Janowie osiągają najwyższą cenę. Rekord osiągnęliśmy na jednej z grudniowych aukcji, gdy za odsadka rasy limousine o wadze 280 kg, klient zapłacił 15,5 zł za kilogram – relacjonował prezes PZHiPBM.

Więcej simentali

Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego zwrócił uwagę, iż w naszych ubojniach dominuje bydło hf, tusze klasy O i P, które są siłą rzeczy znacznie niżej wyceniane i mają gorszą efektywność i opłacalność dla producenta bydła.

Bardzo mało mamy w kraju bydła simental, a to można użytkować zarówno mlecznie, jak i na mięso. Są z nich bardzo dobre tusze w klasie U i jest dobra wydajność mleka przy niskich wymaganiach żywieniowych. Warto pomyśleć o wsparciu rozwoju tej rasy w Polsce, o zwiększeniu jej udziału, zwłaszcza w małych gospodarstwach – podkreślał Wierzbicki.

Prezes PZHiPBM mówił też o niskim poziomie specjalizacji naszych hodowców bydła. Jeśli rolnik jest w posiadaniu cielęcia, to prowadzi je od początku do końca poprzez odpajanie cielęcia, fazę wzrostu do finiszu.

Faza finiszu jest szczególnie ważna dla jakości mięsa, przywiązujemy do niej zbyt mało uwagi, stąd mamy mało wyrównanego towaru do ubojni. Mówimy o przewagach cenowych, że jesteśmy tańsi, ale jeśli porównamy wydajność pracy, to okazuje się, że to nie do końca tak jest. Specjalizacja daje przewagę naszym konkurentom na Zachodzie – podkreślał Wierzbicki.

Nasi rolnicy nie mają również zaufania do klasyfikacji EUROP. Sprzedają bydło pośrednikom, którzy płacą im za wagę żywą, pośrednicy zaś zbywają zwierzęta poubojowo i zyskują na sztuce nawet 2 tys. zł. Tymczasem dostawy do ubojni przez pośredników stanowią aż 80–90% dostaw. Sposobem na uzyskanie wyższej ceny za żywiec jest też wejście w system jakości QMP.

Magdalena Szymańska

Partner serwisu