Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Hodowla ślimaków - biznes, który ma potencjał

Hodowla Zwierząt Inne zwierzęta
Data publikacji 26.12.2017r.

Ferma ślimaków w Susznie Kolonii koło Włodawy ruszyła w ubiegłym roku. Pierwszy zbiór niedawno trafił do kontrahenta. Dokładny bilans sezonu dopiero powstaje, ale już wiadomo, że zakończył się on na niewielkim plusie. Paweł Pietrzak z narzeczoną myślą już o powiększeniu produkcji.


Zbiór przeważnie odbywa się na początku października, czasami pod koniec września. Wcześniej ślimaki trzeba zasuszyć, tzn. zaprzestać zraszania i karmienia. Zaczynają wtedy hibernować, zamykają się w muszlach. Zbiór i selekcja na odpowiednie wielkości odbywa się ręcznie. Pakuje się je w worki siatkowe, takie jak na cebulę, tylko trwalsze.

r e k l a m a



Te na cebulę ślimaki potrafią zjeść i uciec na ściany. Znam taki przypadek. Ściągnąć szuflami do śniegu tonę ślimaków ze ścian to dla hodowcy nic zabawnego – opowiada Paweł Pietrzak.

Od wiosny do jesieni przy ślimakach jest co robić, choć czas, który należy poświęcić na pracę na fermie zależy od pory roku. Przy produkcji 10 ton ślimaków, tak jak w przypadku fermy w Susznie Kolonii, praca zajmuje dwóm osobom średnio 4 godziny dziennie.

Jest potencjał

Pan Paweł ma podpisaną umowę na odbiór ślimaków. – Są też tacy, którzy hodują bez umów i sprzedają na wolnym rynku. Jeśli ma się dobrego ślimaka, to problemu ze zbytem nie ma, rynek jest coraz większy i coraz bardziej chłonny.

Zarówno w kwestii założenia produkcji, jak i zbytu tuszek ślimaków pan Paweł współpracuje z firmą Polish Snail Holding z Elbląga, zajmującą się m.in. wytwarzaniem produktów spożywczych ze ślimaków. Mają 300 współpracujących hodowców w Polsce, kolejnych za granicą.

Naszą przygodę ze ślimakami zaczynaliśmy kilkanaście lat temu od hodowli – mówi Damian Gajewski z PSH. – Później była przerwa, ja prowadziłem oddział banku, kolega sklep zoologiczny. Gdy osiem lat temu wróciliśmy do ślimaków, stwierdziliśmy, że chcemy to robić profesjonalnie, nie na zasadzie niszowej zabawy. Stąd m.in. stałe wsparcie w hodowli, jakie zapewniamy naszym hodowcom.

Pytany o potencjał rynku Damian Gajewski mówi, że zapotrzebowanie na ślimaka stale w Polsce rośnie.

To najprawdopodobniej wynik zmian klimatycznych w Europie. Klimat doskwiera producentom z Francji, Włoch, Bułgarii, na tyle, że nie są w stanie hodować. To powoduje, że produkcja i przetwórstwo u nas się zwiększa. W tym roku mamy większy popyt, niż jesteśmy w stanie wyprodukować. A w historii naszej firmy jeszcze się nie wydarzyło, abyśmy zostali ze ślimakami.

Damian Gajewski zwraca uwagę, że hodowla ślimaka może być alternatywą dla hodowców zwierząt futerkowych, która to hodowla prawdopodobnie zostanie w Polsce zakazana.

Ale trzeba pamiętać, że hodowla ślimaków to po prostu gałąź rolnictwa, gdzie hodujemy żywe zwierzęta, o które trzeba dbać. Gdzie, przy tym, wiele zależy od pogody, bardzo dużo od wiedzy i systematycznej pracy. To nie jest tak, jak czasami można wyczytać w Internecie, że to złoty biznes, na którym bez większego wysiłku zarabia się miliony. Ale faktem jest też, że na ślimakach można zarobić.

W przeliczeniu na złotówki wygląda to tak.

Przy założeniu, że hodowla w pełni się udała, hodowca za kilogram ślimaków pierwszej klasy może u nas dostać od 10 do 13 zł. Koszty produkcji to 5,50 zł.

Krzysztof Janisławski

Artykuł podzielony na strony, czytasz 2 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a