Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Rolnicy ze stref ASF pikietowali w Puławach

Hodowla Zwierząt ASF
Data publikacji 05.07.2018r.

Afrykański pomór świń jest nadal w natarciu. W ostatnich dniach wystąpiły kolejne ogniska tej choroby u świń. Od 15 do 26 czerwca br. stwierdzono ich aż 18. Na uwagę zasługuje fakt, że do niedawna ogniska były w trzech województwach: podlaskim, lubelskim i mazowieckim. Niestety, do tej listy dołączyło także województwo warmińsko-mazurskie.

Na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii 24 czerwca pojawiła się informacja o stwierdzeniu 134. ogniska w powiecie braniewskim woj. warmińsko-mazurskim. Rolnicy mają wiele wątpliwości co do rozprzestrzeniania się wirusa ASF oraz zastrzeżenia odnośnie postępowania przy zwalczaniu tej choroby. Postanowili więc zainteresować swoimi problemami uczestników Międzynarodowej Konferencji Naukowej poświęconej chorobom trzody chlewnej, która odbywała się w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach. W pikiecie przed Instytutem 26 czerwca uczestniczyło kilkudziesięciu hodowców, głównie z powiatu parczewskiego, ale także z innych powiatów woj. lubelskiego. Ponadto, na protest przyjechali także rolnicy z Podlasia.

r e k l a m a



Przyjechaliśmy tutaj, żeby powiedzieć głośno o swoich problemach. Od czterech lat domagamy się wybicia dzików. Jednak lobby myśliwych jest duże i dziki nadal chodzą po lesie. Wcześniej mówiło się, że gospodarstwa małe, rodzinne są najbardziej narażone na afrykański pomór świń. Teraz w dużych, zabezpieczonych fermach pojawia się wirus. Z kolei są rolnicy, którzy mają trzodę chlewną, wypasają bydło w lesie i u nich nie ma ognisk. Czy w związku z tym ktoś naprawdę wie, jak ten wirus trafia do chlewni i jak można się przednim uchronić? – pytał Krzysztof  Gomułka z gminy Jabłoń.

Winne dziki

Przyjechałem tutaj, aby powiedzieć weterynarii, żeby wzięła się do pracy. Chcemy, żeby zaczęto badać skutecznie, jak wirus ASF się roznosi. Nie przeprowadza się doświadczeń, czy wirus rozprzestrzenia się na całe stado i na sąsiednie chlewnie i w jaki sposób? Czy przez powietrze, ściółkę, krew, czy w inny sposób. Wybija się od razu wszystkie świnie i o wirusie nadal nic nie wiadomo. Mówi się tylko, że to my nie spełniamy warunków bioasekuracji. Oferowany środek do dezynfekcji działa dopiero po 10 minutach, więc jak mamy się przed tym wirusem bronić. Ponadto bioasekuracja jest kosztowna. Na sam środek do dezynfekcji wydajemy tygodniowo 100 zł. W ciągu roku dezynfekcja kosztuje więc sporo pieniędzy – mówił Mariusz Wyrwisz z gminy Jabłoń, który utrzymywał około 200 świń, a obecnie ze względu na ASF zredukował stado o połowę.



  • Producenci trzody chlewnej ze stref ASF postanowili zainteresować swoimi problemami uczestników Międzynarodowej Konferencji Naukowej, która odbywała się w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach
Rolnicy uważają, że niesłusznie obarcza się ich wszystkimi kosztami związanymi ze zwalczaniem afrykańskiego pomoru świń.

Jeśli dzik, który jest własnością państwa roznosi wirus, to dlaczego rolnik ma ponosić koszty walki z ASF? – tłumaczył Krzysztof Gomułka.

Na pikiecie nie zabrakło także przedsiębiorców zaopatrujących rolników w środki do produkcji.

Zapotrzebowanie na pasze dla trzody chlewnej spadło u moich odbiorców o około 2/3, gdyż część z nich zlikwidowała produkcję. Sam również utrzymywałem świnie, ale ze względu na obrót paszami zlikwidowałem stado. W okolicach Włodawy od sierpnia ubiegłego roku chlewnie stoją puste. Ich właściciele spłacają kredyty, a nie mają dochodu ze względu na zakaz wstawiania zwierząt do tuczu. Jest to dziwna sytuacja, w której powiatowy lekarz weterynarii może zdecydować o losie hodowcy i jego rodziny. Żona i córka mojego kolegi musiały wyjechać do pracy za granicę, żeby spłacić zaciągnięte na chlewnię kredyty. Takich przypadków znam znacznie więcej – mówił Dariusz Mackiewicz z gminy Podedwórze w powiecie parczewskim.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a