Stop pacyfikacji rodzinnych gospodarstw!

Hodowla Zwierząt
Data publikacji 25.09.2017r.

„Stop pacyfikacji rodzinnych gospodarstw i hodowli. Będziemy się bronić!” – transparent z takim hasłem wnieśli rolnicy na spotkanie z wiceministrem rolnictwa Jackiem Boguckim w Białej Podlaskiej. Tematem spotkania był afrykański pomór świń. Nie obyło się bez krzyków i gwizdów.

O trudnej sytuacji producentów trzody chlewnej na terenie województwa lubelskiego pisaliśmy już wielokrotnie. Sytuacja zaogniła się jeszcze, gdy 16 września służby weterynaryjne chciały w gospodarstwie w miejscowości Rudniki ubić i zabrać do utylizacji kilkadziesiąt świń, w tym prośne maciory. Wówczas grupa rolników w ramach protestu przeciwko takiemu działaniu zablokowała wjazd do gospodarstwa i decyzja o wybiciu stada została o kilka dni przełożona.


W 2014 roku staliśmy w Łosicach na blokadzie, kiedy ówczesny minister Stanisław Kalemba zrobił strefę po sam Lublin. Być może jego decyzja była trafna. Dzisiaj się okazuje, że miał nosa, a wtedy został odwołany. Nie zwalajcie wszystkiego na rolników. Zaczęło się od jednego dzika. Jeżeli zaufaliście, że Polski Związek Łowiecki zwalczy afrykański pomór świń, to był wasz potężny błąd i za ten błąd możecie bardzo mocno zapłacić. Jeżeli znajdowano ASF w gospodarstwie, to wybijano świnie w okręgu 3 km. Jak znajdowano dzika z wirusem, nie wybijano dzików wcale. Myśliwi do tej pory nie mają ochronnych butów, nie zabezpieczają samochodów, jeżdżą po wioskach. Wirus mogą roznieść także lekarze, którzy szczepią świnie. Panie ministrze, pan dobrze wie, że lobby myśliwskie od wybuchu choroby w 2014 zaczęło wszystko przekładać na rolników. Główny Lekarz Weterynarii pokazuje nam na mapie, że ASF jest na Białorusi i Litwie. Dlaczego w 2014 roku nie postawiono płotu wzdłuż granicy, kiedy apelowaliśmy o to? – pytał Marek Sulima, rolnik z miejscowości Zasiadki i radny powiatu bialskiego.

Znowu bez konkretów

Rolnicy podkreślali, że popełniono ogromny błąd, gdyż najpierw trzeba było wziąć się za dziki, a nie wybijać zdrowe świnie.

Uważam, że mieliście państwo odwagę do nas przyjechać, ale jesteście do tego spotkania w ogóle nieprzygotowani. Mówicie ciągle te same hasła: będziemy pomagać, będziemy robić, a nic nie robicie. Prosimy o konkrety. Sprzedaję rocznie około 400 świń. Ograniczyliście mi prawa całkowicie. Polskie państwo ograniczyło mi prawa. Nie mogę sprzedać surowca o pełnej wartości. Produkuję świnie, które powinnam sprzedać w wadze 100–120 kg, a nie mogę tego zrobić, bo mnie ograniczyliście. Dlatego proszę o rozwiązanie tego problemu, a nie o pokazywanie tego, co jest w innych państwach. My jesteśmy w Polsce i proszę traktować polskich rolników tak, jak na to zasługują. Przypomnicie sobie o nas przed kolejnymi wyborami samorządowymi. Teraz zapomnieliście o nas, bo to co się mówi to jest bajka. Oddaliście pełną władzę weterynarii – bulwersowała się rolniczka z województwa lubelskiego.


W Białej Podlaskiej rolnicy zarzucali ministrowi Jackowi Boguckiemu m.in. brak konkretów jak zamierza rozwiązywać ich problemy



Jacek Bogucki stwierdził w odpowiedzi, że naprawdę jest przygotowany i wie, o czym mówi. Rolnicy podważali nie tylko działania rządu, ale także wiarygodność badań w kierunku obecności wirusa ASF.

Obawiamy się, że Instytut Weterynaryjny w Puławach nie jest w stanie stwierdzić dokładnie, jakim wirusem zainfekowana jest świnia. Boimy się, że przy jakiejkolwiek chorobie u świń może być stwierdzony afrykański pomór świń. Dlatego wzywamy zaufanych lekarzy. Podają antybiotyk i w krótkim czasie zwierzęta wracają do zdrowia. Gdybyśmy wezwali kogoś z Inspekcji Powiatowej, to jesteśmy pewni, że byłby już stwierdzony afrykański pomór świń. Ta choroba zaczyna się wysoką temperaturą, później pojawia się piana z nosa, wypływ krwi z uszu i odbytu. My tych objawów nie widzimy, a zdrowe świnie są wybijane – mówiła rolniczka.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu