Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Z powodu ASF ucierpi cała gospodarka

Hodowla Zwierząt ASF
Data publikacji 13.09.2018r.

Producenci trzody chlewnej martwią się przede wszystkim o swoje gospodarstwa, do których może dotrzeć afrykański pomór świń, ale są świadomi, że konsekwencje choroby obejmą też innych. Wystąpienie wirusa na pozostałym obszarze Polski zagrozi nie tylko przyszłości ich stad, ale może zrujnować całą gospodarkę. Czy ktoś o tym myśli? – pytają retorycznie.

Do naszej redakcji dzwonią zarówno rolnicy ze stref objętych afrykańskim pomorem świń, których bezpośrednio dotykają konsekwencje choroby, jak i mocno zaniepokojeni rozwojem sytuacji producenci trzody chlewnej z regionów, gdzie wirus jeszcze nie wystąpił. Uważają oni, że dotychczasowy brak skutecznej walki z chorobą zagraża ich gospodarstwom w realny sposób. Rolnicy z powiatu leszczyńskiego, gostyńskiego, rawickiego, generalnie południowej Wielkopolski, gdzie skala produkcji świń jest największa, chcieliby zwrócić uwagę rządzących na problem, zanim będzie za późno. Spotkali się u Zdzisława Kubiaka w miejscowości Poniec, by mówić o swoich obawach i sugestiach. Ich zdaniem, kiedy wirus ASF pojawi się w zachodniej części kraju, niewiele będzie można już zrobić i nikt chyba nie zdaje sobie sprawy, że państwo może nie podołać likwidacji skutków choroby. Według rolników to może skończyć się tragicznie.

r e k l a m a



W przeliczeniu na hektar nasze gminy mają najwięcej świń, więc to pokazuje ogrom produkcji. Jedno gospodarstwo produkuje często więcej świń niż cała gmina w regionach wschodniej Polski, gdzie teraz szaleje ASF – podkreśla Andrzej Chudy z Rokosowa, który utrzymuje 100 loch.


Sama bioasekuracja nie wystarczy

Ze względu na skalę produkcji w naszym regionie obawy są tak duże. Nie można czekać, aż afrykański pomór świń tutaj przyjdzie i dopiero wówczas zacząć z nim walczyć. Rządzący nie zdają sobie sprawy, że to może przerosnąć wszystkich. Nie poradzą sobie z utylizacją tak ogromnej liczby świń. Nie są w stanie teraz wypłacić wszystkich odszkodowań małym gospodarstwom na wschodzie kraju, to skąd wezmą później pieniądze dla tak dużej liczby chlewni? Możemy zapomnieć o jakichkolwiek rekompensatach – twierdzi Zdzisław Kubiak z miejscowości Poniec, który rocznie tuczy ponad 3 tys. świń.

Wciąż chronimy dziki, poświęcając trzodę chlewną w kraju. Podczas żniw sam widzę, że w polu jest wiele miejsc, w których przebywają te zwierzęta. Mam nawet w telefonie film, na którym widać około 70 dzików uciekających ze zboża. Jak to się ma do zagęszczenia 1 dzik na km2? A nam próbuje się wmówić, że dzików jest mało, że prowadzi się odstrzał. To skąd te szkody w uprawach? – mówi Zygmunt Maćkowiak z Wydartowa Pierwszego, który utrzymuje 60 macior i produkuje tuczniki.



  • Rolnicy chcieliby, aby rząd w końcu uświadomił sobie zagrożenie, jakim będzie pojawienie się wirusa ASF w Wielkopolsce i zaczął działać

Jak dodaje, nie pomoże nawet najlepsza bioasekuracja, jeśli zagęszczenie dzików jest tak duże. Przy pracach na polu nie ma możliwości uchronienia się przed wprowadzeniem wirusa do stada. Trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia.

Jeśli nie będzie dzików, które roznoszą wirusa ASF, to nasze chlewnie będą bezpieczniejsze. Samą bioasekuracją sprawy nie załatwimy. Musimy zebrać zboże, słomę, kukurydzę. A w polu aż widać wyryte przez dziki rowy. Całe szczęście, że nie są jeszcze chore, bo na pewno któryś z nas by sobie przywiózł problem do gospodarstwa. Jeśli pojawią się zakażone dziki w Wielkopolsce, to już będzie koniec. Nie da się tego zatrzymać, nawet najlepszą bioasekuracją. Ruszy lawina ognisk – twierdzi Zygmunt Maćkowiak.


  • – Przy pracach polowych nawet najlepsza bioasekuracja nie uchroni nas przed wprowadzeniem wirusa, jeśli dziki będą zarażone – mówi Zygmunt Maćkowiak

Pisaliśmy niejednokrotnie w TPR o tym, że w przypadku jakichkolwiek uchybień czy spóźnień w zgłaszaniu przemieszczeń zwierząt odszkodowania po pojawieniu się ASF nie są wypłacane. Nawet jeśli wymogi bioasekuracji były spełnione.

Czasami zdarza się, że strona internetowa Agencji nie zadziała od razu i jedno czy dwudniowe opóźnienie nie powinno dyskwalifikować gospodarstwa przy wypłacie rekompensat za wybite świnie – mówią rolnicy.

Zdzisław Kubiak zwraca uwagę, że sami lekarze weterynarii, którzy przeprowadzają kontrole w gospodarstwie nie stosują się do prawidłowych zasad bioasekuracji.

Wiem, że u nas jeszcze nie ma wirusa ASF, ale chociażby z powodu roznoszenia innych chorób nie powinni oni wjeżdżać samochodem na teren gospodarstwa. Przecież jeżdżą od chlewni do chlewni. A sam taki przypadek miałem ostatnio i byłem zdziwiony, że bez zapowiedzi lekarz wjechał pod chlewnię, a dopiero potem pytał czy może zbadać świnie. Przecież lekarze weterynarii powinni dawać przykład jak postępować, by się ochronić, a nie łamać zasady – mówi Zdzisław Kubiak.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 3 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a