Jedna szkoła ocalona, druga na razie stracona

Jedna szkoła ocalona, druga na razie stracona

W numerze 16 „Tygodnika Poradnika Rolniczego” pisaliśmy o protestach przeciwko likwidacji wiejskich szkół w gminach Łęki Szlacheckie i Rokiciny. Dziś do tematu wracamy, gdyż zapadły decyzje rozstrzygające o losach tych szkół. Przetrwa szkoła w Tomawie.

r e k l a m a

Powodem obu obywatelskich protestów stały się decyzje lokalnych samorządów o tzw. wygaszeniu gimnazjów. Wynikały one z ich likwidacji i powrotu do 8-letniego cyklu kształcenia w szkołach podstawowych.

W gminach Łęki Szlacheckie i Rokiciny w ślad za uchwałą o wygaszaniu gimnazjów samorządy nie podjęły jednak żadnych inicjatyw, by likwidowane szkoły przekształcać w podstawówki.


Kiedy mieszkańcy wsi Tomawa w gminie Łęki Szlacheckie zainteresowali się tą sprawą, okazało się, że władze gminy takiego rozwiązania nie biorą pod uwagę. Na sesji samorządu dowiedzieli się, że gminy nie stać byłoby na utrzymanie szkoły podstawowej w Tomawie, a ze względu na małą liczbę dzieci tworzenie takiej szkoły nie znajduje ekonomicznego uzasadnienia. Mieszkańcy usłyszeli za to, że władze rozważają pomysł sprzedania nieruchomości po likwidowanym gimnazjum. Znalazł się już ponoć zainteresowany zakupem inwestor, który chciał szkołę zaadaptować na dom spokojnej starości. Samorząd gm. Rokiciny o przekształcaniu gimnazjum w Popielawach w szkołę podstawową też nie chciał słyszeć. Stwierdził, że dzieci jest zbyt mało, a dwie istniejące już szkoły podstawowe w Rokicinach i w Łaznowie wystarczą na potrzeby gminy. Mieszkańcy obu wsi ostro sprzeciwili się decyzjom lokalnych władz. Sformowali komitety protestacyjne i stowarzyszenia, by bronić wiejskich szkół. Powodowała nimi głównie troska o dzieci, choć nie tylko…

Wspólne dobro, wspólna sprawa

W obydwu wsiach szkoły wzniesiono przy ogromnym zaangażowaniu lokalnych społeczności. Mieszkańcy łożyli datki, pracowali na budowach, poświęcali czas, użyczali prywatnego sprzętu, a często także materiałów. W Tomawie szkoła stanęła na działce przekazanej bezpłatnie gminie przez jednego z mieszkańców. Mieszkańcy wspierali też swoje szkoły przez kilkadziesiąt lat ich funkcjonowania – pomagali zawsze, gdy zachodziła potrzeba. Traktowali bowiem szkołę jak dobro wspólne. Mieszkańcy obydwu wsi nie mogli więc zrozumieć, jakim prawem gminne władze wyciągają ręce po „nie swoje” i chcą zniweczyć wysiłki i dorobek kilku pokoleń. Nie mogli też przyjąć ekonomicznych argumentów ze strony władz. W ich opinii zamykanie tych szkół to żadna oszczędność, a jedynie doraźne łatanie dziur w budżetach. W dłuższej perspektywie zaś owe oszczędności będą zwykłym marnotrawstwem. Zarówno gimnazjum w Tomawie, jak i to w Popielawach to szkoły doinwestowane, zmodernizowane i świetnie wyposażone. Obie posiadają znakomite zaplecze i pełnowymiarowe sale gimnastyczne. Takich warunków może im pozazdrościć niejedna szkoła w dużych miastach.


Zarówno mieszkańcy Popielaw, jak i Tomawy nie upierali się przy wykorzystaniu szkolnych nieruchomości wyłącznie na potrzeby podstawówek. Obie społeczności chciały jedynie, by budynki służyły wspólnemu pożytkowi. Proponowali władzom, by stworzyły w ich wsiach choćby filie szkół podstawowych, gdzie byłyby kształcone dzieci np. z klas 6–8. Sugerowali, że obiekty można zaadaptować również na przedszkola, żłobki czy też szkoły zawodowe, których odtworzenie również zapowiedział rząd. Jednak choć gmina Łęki Szlacheckie ma w planach budowę przedszkola, a gmina Rokiciny budowę żłobka, gminne samorządy o wykorzystaniu nieruchomości po gimnazjach rozmawiać nie chciały. A w każdym razie nie chciały składać jakichkolwiek deklaracji.


W obliczu fiaska rozmów mieszkańcy przeszli do czynów. W marcu br. w obu wsiach pikietowali pod skazanymi na zagładę gimnazjami, domagając się od władz zmiany stanowiska. Protestujących wspierał w działaniach Związek Rolników, Przedsiębiorców i Konsumentów. Wspólna sprawa połączyła również mieszkańców wsi oddalonych o niemal 60 km. Pomagali sobie wzajemnie w organizacji protestów, pisaniu apeli i petycji, wymieniali informacjami. Uczestniczyliśmy zarówno w jednym z protestów w Tomawie, jak i w Popielawach. Odbiły się one szerokim echem nie tylko w województwie łódzkim.

Oba komitety protestacyjne zwróciły się o pomoc do ministerstwa edukacji, kuratorium oświaty oraz posłów z regionu. Protestujący dowiedzieli się, że podstawówki w gimnazjach powstać mogą, ale potrzebna jest… wola samorządów.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii