Po nawałnicy, nawałnica obietnic

Po nawałnicy, nawałnica obietnic

W nocy z 11 na 12 sierpnia przez Pomorze przetoczyła się zalewająca uprawy rolne, zrywająca dachy i łamiąca drzewa, potężna nawałnica. Żywioł wyrządził ogromne straty, zwłaszcza na obszarach wiejskich. Kiedy wiatr ucichł a pioruny przestały grzmieć, ruszyła  akcja pomocy poszkodowanym. Rozpoczął się też swoisty telewizyjny festiwal obietnic.

r e k l a m a

Metodologia strat

W całym sołectwie Szynwałd uszkodzonych w stopniu niepozwalającym na dalsze zamieszkiwanie zostały cztery nieruchomości. Z powodów bezpieczeństwa ich właściciele musieli znaleźć sobie inną formę zakwaterowania.

– Składane obietnice oraz to, co przeżywamy faktycznie na miejscu, to dwie zupełnie różne rzeczywistości. Owszem, dostałam 6 tys. zł pomocy, jednak to tyle. Dalej musiałam radzić sobie sama. Pomagali oczywiście ludzie dobrej woli. Druhowie z OSP i wolontariusze. Dostaliśmy trochę materiałów budowlanych. Dobre i to, bo przyda się przy odbudowie. Dom nie nadaje się do zamieszkania. Dach został zerwany. Potem lała się do środka woda.  Przetrwały tylko meble, które wyposażone były w odpowiednio długie nóżki. Dom jest przedwojenny, nasączony wilgocią. Niemal wszędzie występuje grzyb. Komisja zaś poniesione straty oszacowała na zaledwie 47%. W tej chwili nic nie możemy więcej zrobić. Żadna pomoc z szumnie zapowiadanych form wsparcia nie jest realizowana – twierdzi Beata Stasiak.

Ogromne kłopoty mają także gospodarstwa zajmujące się produkcją rolną. Zniszczenia są znaczne. Ucierpiały budynki mieszkalne, magazynowe i inwentarskie. Zalane zostało zboże już wymłócone, jak i to, które 11 sierpnia zalegało na polu.

– Syn prowadzi pomiary. W sierpniu spadło u nas około 240 mm deszczu. We wrześniu 80. Dopiero od dwóch dni nie pada. Nic nie możemy zrobić na polu – wylicza Janusz Giersz, który prowadzi gospodarstwo w miejscowości Sośno.  



– Żadnej konkretnej pomocy nie otrzymaliśmy. Zastanawiamy się czy wydać pieniądze na środki do produkcji rolnej czy zostawić na odbudowę dachu. Brakuje nam materiału siewnego zboża – żali się Teresa Giersz


– Jaką ulgę poczuliśmy, kiedy w końcu przyszedł słoneczny dzień i przestała nam dokuczać wszechobecna wilgoć – dodaje jego żona Teresa.

W ich gospodarstwie nawałnica zniszczyła częściowo dach stodoły i budynków mieszkalnych. Najgorsze jest, że nie oszczędziła także i chlewni, w której było ponad 300 tuczników.

– Od momentu nawałnicy cały czas walczymy z deszczem. Plandeki nie załatwiają sprawy. Jeden poważniejszy podmuch wiatru i są zrywane. Woda dostaje się do środka. Ucierpiały uprawy, które na polu są do dziś. Zamokła pasza dla zwierząt i słoma. Sprzedaliśmy ziarno, aby go nie stracić w stodole, do której padał deszcz – wymienia Pani Teresa.

Protokół = pomoc

W drugiej połowie września na polu nadal pozostawało kilka ha nieskoszonego zboża. Grunt był tak nasycony wodą, że niemożliwy był wjazd po sprasowaną słomę. Gospodarstwo otrzymało 6 tys. zł zapomogi z powodu uszkodzonego domu mieszkalnego. Ratowaniem budynków gospodarskich trzeba było zająć się wyłącznie na własną rękę. Poszkodowanym w ramach pomocy oferowano mnóstwo bezpłatnej żywności i środków czystości. Można było skorzystać także z dodatkowej odzieży. Jak się jednak okazuje, nie były to najbardziej potrzebne artykuły.



– W sierpniu spadło 240 mm deszczu, we wrześniu 80 mm. Nieskoszone zboże zostało na polu a my nie mamy możliwości wjazdu na nasze grunty – mówi Janusz Giersz


– Nam niezbędne są nowe pokrycia dachowe. Ich ceny wystrzeliły wobec ogromnego popytu, podobnie jak usługi specjalistycznych firm dekarskich. Bardzo boimy się także o nasze pola. Nie można teraz na nich nic zrobić – siewy będą późne. Zboże w stodole zamokło. Boję się, że możemy nie mieć ziarna, by obsiać pola. Trzeba wyremontować dachy przed zimą. Przydałby się też materiał siewny zboża. Potrzebujemy go na ok. 10–12 ha, jednak nie mamy skąd wziąć – powiedziała dodała Teresa Giersz.

Nasi rozmówcy w powiatach, przez które przetoczyły się nawałnice, zgodnie przyznali, że z rządowych obietnic i programów nie korzystają. Nie jest to jednak ich decyzja. Pieniądze przydałyby się i posłużyłyby do zakupu najbardziej potrzebnych materiałów budowlanych. Ze środków budżetowych oraz PROW nie mogą skorzystać z prozaicznego powodu. Aby wnioskować o jakąkolwiek pomoc niezbędny jest protokół sporządzony przez gminną komisję szacującą straty. Te zjawiły się w gospodarstwach kilka dni po katastrofie. Mogłyby zostawić protokoły a odbudowa ruszyłaby pełną parę dzięki przyznanemu wsparciu. Nic z tego. Komisje nie sporządzały protokołów na miejscu. Zbierały jedynie dane dotyczące zniszczeń. Protokoły powstawały kilka dni od przeprowadzenia szacunków, jednak i tak nie trafiały do poszkodowanych. Były wysyłane do urzędu wojewódzkiego, gdzie przez urzędników były sprawdzane i weryfikowane. Efekt takiej procedury? W połowie września nikt z poszkodowanych nie mógł skorzystać z takim blaskiem ogłaszanych form pomocy. Aby cokolwiek móc załatwić, na przykład w ARiMR, niezbędny był zatwierdzony protokół.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 2 z 3 stron.

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii