Dlaczego pomoc do hektara należy się tylko poszkodowanym w sierpniu?

Pieniądze i Prawo
Data publikacji 02.11.2017r.

10 lipca w godzinach popołudniowych przez gminę Rozdrażew w powiecie krotoszyńskim w Wielkopolsce przeszła silna wichura z gradobiciem i ulewnym deszczem. Kataklizm dotknął 20% powierzchni gminy. Wielu rolników straciło ponad 50% plonów. Gospodarze płacą podatki, są takimi samymi obywatelami, jak sadownicy, którzy stracili plony z tytułu wiosennych przymrozków oraz ci, którzy ucierpieli po przejściu sierpniowych nawałnic. Państwo nie chce im jednak przyznać pomocy do hektara.

Po przejściu nawałnicy na niektórych polach w gminie Rozdrażew nie było co zbierać. Reakcja miejscowych włodarzy na wystąpienie strat była natychmiastowa. Już nazajutrz zgłoszono to wojewodzie wielkopolskiemu. Natychmiast też ruszyła w pole komisja powołana przez wojewodę do szacowania strat. W międzyczasie wójt gminy wystąpił o opinię do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, która potwierdziła, iż na terenie gminy Rozdrażew wystąpiły niekorzystne zjawiska atmosferyczne, tj. deszcz nawalny o współczynniku wydajności opadów na poziomie 4, grad o dużej średnicy oraz huragan o prędkości przekraczającej 25 m/s.

Lipiec był gorszy


Komisja przyjęła od rolników blisko 180 wniosków o szacowanie szkód. Protokoły były na bieżąco wysyłane do wojewody. W kilkunastu przypadkach straty wyniosły 90–100%, w wielu na poziomie 50–80%. Uprawy zostały uszkodzone łącznie na powierzchni 1880 ha – relacjonuje Mariusz Dymarski, wójt Rozdrażewa.

To, czego nie zniszczyła lipcowa nawałnica, a co pozostało jeszcze na polach, zniszczyła nawałnica, która nawiedziła Polskę 11 i 12 sierpnia.

Dotyczyło to głównie kukurydzy, która odbiła po lipcowych zniszczeniach. Na polach nie było już wtedy u nas praktycznie innych zbóż. Komisje szacowały szkody u 127 rolników, w większości przypadków byli to ci sami, którzy ucierpieli w lipcu. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, iż straty w lipcu były u nas niewspółmiernie wyższe niż w sierpniu i dotyczyły zdecydowanie większego areału – dodaje wójt Rozdrażewa.


Rolnicy z gminy Rozdrażew wraz z wójtem Mariuszem Dymarskim ( w pierwszym rzędzie po lewej) mają nadzieję, że rząd przyzna im wsparcie, tak jak rolnikom poszkodowanym w sierpniowych nawałnicach


Pod koniec sierpnia rada ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia pomocy dla rolników. Jednakże już z samego tytułu tej uchwały wynikało, iż dotyczy ona tylko i wyłącznie pokrzywdzonych przez sierpniowy huragan, deszcz nawalny oraz grad. Poszkodowani mogą do końca października składać wnioski w ARiMR m.in. o 1000 zł na 1 ha powierzchni upraw rolnych, na której wystąpiły takie szkody, w przypadku, gdy w gospodarstwie spełniono obowiązek ubezpieczenia połowy upraw, i o 500 zł/ha – w przypadku braku takiej polisy.

Wójt Rozdrażewa 7 września wystosował list do premier Beaty Szydło z prośbą o zmianę tej uchwały, tzn. aby rozszerzyć zakres jej stosowania również na rolników poszkodowanych w innych miesiącach.

List ten skierowałem również do ministra rolnictwa. Sądziłem bowiem, iż stamtąd wyszła inicjatywa legislacyjna w tym zakresie. Prośbę o wsparcie starań skierowałem także do prezesa Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Izba niezwłocznie zajęła stanowisko popierające nasze starania i zwróciła się też w tej sprawie do premier rządu – dodaje Dymarski. 

Otrzymałem pismo zwrotne jedynie z resortu rolnictwa, z departamentu finansów. Nie była to jednak odpowiedź na zgłoszoną prośbę, a raczej przedstawienie innych form pomocy, które są normalnie dostępne w sytuacji wystąpienia niekorzystnych zjawisk atmosferycznych. Nie odniesiono się w ogóle do poruszonej w moim liście kwestii równego traktowania tej samej grupy zawodowej poszkodowanej w ten sam sposób tylko w innym czasie – komentuje wójt.
Dlaczego jesteśmy gorsi?

Henryk Włodarczyk z Rozdrażewa posiada gospodarstwo o powierzchni 28 ha, grad o średnicy 2 cm zniszczył mu w lipcu 20 ha.

Na 18 ha miałem zasianą kukurydzę, z czego na 5 ha straty wyniosły 100%. Grad uszkodził mi też buraki cukrowe. Nie wspomnę już o tym, że kukurydzę, którą przesiałem, zniszczył mi w październiku orkan Ksawery – mówi Włodarczyk.

Michał Kozłowski z sąsiedniej Dąbrowy ma gospodarstwo położone na terenie dwóch gmin i kilku wsi, miał to szczęście, że ubezpieczył uprawy.

Komisje szacowały straty u mnie zarówno po lipcowych, jak i sierpniowych nawałnicach, aczkolwiek uważam, iż szkody po sierpniowych deszczach i huraganie nie byłyby tak duże, gdyby uprawy nie były uszkodzone już w lipcu – komentuje Kozłowski.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu