Dzierżawa ziemi - przetarg wygrany dzięki koniom i gołębim "widmom"

Pieniądze i Prawo
Data publikacji 19.10.2017r.

Rolnicy z południa Wielkopolski mają wiele zastrzeżeń do przetargów ofertowych na dzierżawę państwowych gruntów, które odbyły się na ich terenie w marcu bieżącego roku. KOWR tłumaczy, że komisje przetargowe, których główny człon stanowili pracownicy ówczesnej ANR nie posiadają instrumentów, aby podważać wiarygodność składanych przez oferentów oświadczeń, zaświadczeń czy innych dokumentów. Okazuje się, że ta niemoc jest na rękę zarówno miejscowym urzędnikom, jak i co sprytniejszym rolnikom, ale...

Nie mamy uwag do samych kryteriów, jakie ustalono przy wyborze kandydatów na dzierżawców. Mamy natomiast duże zastrzeżenia do ich oceny i tego, że nie były one wszystkie brane pod uwagę na dzień 1 stycznia br., dlatego dochodzi do sztucznych podziałów gospodarstw – mówią rolnicy, którzy przybyli na spotkanie z redakcją „Tygodnika”. Nasi rozmówcy pozostają anonimowi.

Miłośnicy rosołu


Rolnicy, którzy startowali w przetargu na określone działki, mogli po otrzymaniu informacji o wynikach uzyskać zestawienie, kto, ile i za co dostał punktów.

Byłem na drugim miejscu na liście, pojechałem więc do Sekcji Gospodarowania Zasobem w Przygodzicach-Pardalinie, organizatora przetargu, by sprawdzić dokumenty przetargowe. Zaciekawiła mnie punktacja za posiadane zwierzęta. Okazało się, że osoba, która mnie wyprzedziła, otrzymała maksymalną liczbę punktów za obsadę, wykazując się dwoma psami, 111 gołębiami pocztowymi, 150 kurami nioskami, 90 indykami i kaczkami. Jak to zobaczyłem, ogarnął mnie pusty śmiech – relacjonuje jeden z uczestników przetargu na ziemię w obrębie Sobótki, w gminie Ostrów Wlkp., który odbył się 23 marca br.

Podobną kombinację zwierząt wykorzystał brat tego oferenta, który również wygrał dzierżawę ale na inną działkę.

 – Zadałem pytanie jednemu z urzędników: kto jest bardziej wiarygodnym kandydatem na dzierżawcę, ten kto ma gołębie i psy, czy taki jak ja, co utrzymuje 70 sztuk bydła i 200 świń? Usłyszałem, że im też się należy – opowiada poirytowany uczestnik przetargu.

Rolnik brnął dalej i spytał urzędnika o wynik kontroli stanu zwierząt w gospodarstwach. Powinny odbywać się one po przetargu, ale jeszcze przed ogłoszeniem wyników. Mają one służyć weryfikacji kandydatów na dzierżawców (potencjalnych wygranych).

Na dzień kontroli w gospodarstwie były dwa psy i chodziło kilka kur, a resztę drobiu zjedli w rosole, usłyszałem od urzędnika. Jeśli wykazali stan na 1 stycznia, a przetarg był pod koniec marca, w ciągu 3 miesięcy musieli nagotować rosołu z prawie 300 sztuk drobiu – rolnik analizuje podane przez urzędnika fakty. Weterynarz, który wypisywał zaświadczenie o posiadanych gołębiach rolnikom, którzy zgarnęli w przetargu łącznie prawie 30 ha nie miał pojęcia, do czego będzie ono wykorzystane.

– Rolnicy (bracia), którzy wykorzystali „manewr na gołębie” startowali do przetargu z tej samej działki – dodają nasi rozmówcy.

Zmiana reguł w trakcie gry

Na grunty w obrębie Sobótka startował też młody rolnik. Ma ziemię od 6 lat, prowadzi hodowlę świń w cyklu zamkniętym.

Startowałem w kilku z 9 przetargów w tym obrębie. W ani jednym nie wygrałem. Mój problem polega na tym, iż w kryterium przyznawanym za posiadanie zwierząt nie wzięto pod uwagę tego, iż prowadzę hodowlę. Świnie są rejestrowane w ARiMR, musiałem więc do oferty załączyć zaświadczenia z tej instytucji o obsadzie inwentarza żywego w sztukach dużych. Agencja jednak nie różnicuje sztuk wg grup, dla wszystkich stosuje jeden przelicznik na DJP, który wynosi 0,11 – opowiada nasz rozmówca.

Jak relacjonuje, pracownik ówczesnej ANR w Przygodzicach-Pardalinie, doradził mu, aby do zaświadczenia z ARiMR dołączył własnoręcznie przygotowane oświadczenie o stanie zwierząt z podziałem na grupy, co też zrobił. Gdy jednak otrzymał informację, że niczego nie wygrał, udał się do tego urzędnika, by dopytać się o więcej szczegółów.

Wytłumaczył mi, że pojawiły się przypuszczenia o składaniu nieprawdziwych oświadczeń dotyczących posiadania zwierząt, zmieniono więc reguły i pod uwagę brano jedynie oświadczenia podpisane przez lekarza weterynarii. To od razu wydało mi się podejrzane, bo sprawiło, że bardziej wiarygodne było oświadczenie o gołębiach niż moje o świniach. Nic nie stało przecież na przeszkodzie, abym ja też je potwierdził, gdyby mi ktoś to powiedział. Zresztą po tej rozmowie przyjechał do mnie pracownik inspekcji weterynaryjnej, policzył wszystkie zwierzęta, pogrupował i sporządził wykaz. Dowiozłem go jeszcze do ANR, ale urzędnicy dali mi jasno do zrozumienia, że teraz to mogę sobie je wsadzić w ... – komentuje młody rolnik.

Rolnicy dodają, iż dwie z działek, na które startowali, wygrali, oprócz tego, co miał gołębie, synowie okolicznego producenta drobiu ze sztucznie wydzielonymi gospodarstwami. Bracia wydzierżawili ziemię nie tylko na przetargu w obrębie Sobótki, ale także w Kotowiecku i Głóskach.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 3 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu