Rolnik w pożarze stracił dużą część gospodarstwa. Ubezpieczyciel nie chce wypłacić mu odszkodowania

Rolnik w pożarze stracił dużą część gospodarstwa. Ubezpieczyciel nie chce wypłacić mu odszkodowania

Konsekwencje pożaru, jaki zniszczył część chlewni, państwo Wachowiakowie z Pawłowa będą odczuwać długo. Na odbudowanie zniszczeń potrzebują minimum 10 lat. Gdy spłonęło całe wyposażenie paszarni wraz ze sprzętem rolniczym, pomagali sąsiedzi, koledzy z grupy producenckiej, firmy, z którymi współpracują gospodarze. Niestety nie można tego powiedzieć o zakładzie ubezpieczeń, w którym rolnicy mieli wykupione obowiązkowe ubezpieczenie budynków.

r e k l a m a

Pożar pojawił się w nocy 18 lipca br. Jego przyczyną było najprawdopodobniej zwarcie instalacji w ciągniku, który stał w tej części chlewni.

Straciliśmy praktycznie całe wyposażenie paszarni, spłonęły dwa mieszalniki, dwa śrutowniki, zbiornik do paszy. Spaliła się też kukurydza, koncentrat białkowy. Oprócz ciągnika w tej części budynku stały też ładowarka i opryskiwacz, wszystko prawie doszczętnie spłonęło. W wyniku zaczadzenia straciliśmy też 10 tuczników. Uszkodzona została konstrukcja dachu, dach, okna, instalacja elektryczna, tynk na ścianach i posadzki. Poza tym, tam gdzie na murach były rysy, teraz się to pogłębia, powstają szczeliny – opowiada Rafał Wachowiak.

Rolnicy zgłosili szkodę rano po pożarze, rzeczoznawca przyjechał siódmego dnia, porobił zdjęcia.

Rzeczoznawca zachowywał się arogancko, pytał, czy będziemy sami naprawiać szkody, bo wtedy będzie mniejsze odszkodowanie. Zdziwiło mnie to pytanie, nie jestem budowlańcem, a szkody są za poważne, żebym robił to sam. Miał pretensje, że sprzątnęliśmy pogorzelisko. Trudno było nie sprzątać, skoro w chlewni mieliśmy prawie 800 sztuk świń, które trzeba było nakarmić. Znajomi pożyczyli mieszalnik, firma Sobmetal podarowała nam śrutownik, firma Lira 2 t koncentratu, musieliśmy wziąć się w garść i wszystko jakoś usprawnić. Gdybyśmy czekali tydzień na przyjazd rzeczoznawcy, zwierzęta pozdychałyby z głodu. Przy gaszeniu pożaru woda dostała się w zboże, które się nie spaliło, musieliśmy szybko je ratować, żeby nie spleśniało – komentują gospodarze.

Pismo za pismem

Po tygodniu od przyjazdu rzeczoznawcy przyszło pismo z TUiR Warta, że odszkodowanie im się nie należy, bo sprzątnęli pogorzelisko i nie dostarczyli dokumentów potwierdzających szkody.

Jednakże po otrzymaniu tego pisma, w piątek na koncie pojawiły się pieniądze. Była to kwota 16 tys. zł. Kilka dni później, rolnicy ponownie dostali pismo z Warty, że nie otrzymają pieniędzy, ponieważ nie podali osoby upoważnionej do ich odbioru. Rolnicy byli do cna zdezorientowani, nie wiedzieli zupełnie, o co chodzi.

Dane odnośnie konta podałam już od razu, zgłaszając szkodę. Na email do likwidatora, który podał nam rzeczoznawca, dosłaliśmy też całą dokumentację wraz ze zdjęciami, które wykonaliśmy zaraz po pożarze – wyjaśnia Anita Wachowiak.



W budynku, gdzie wybuchł pożar nie ma okien, uszkodzona jest konstrukcja dachowa, pękają ściany, zniszczona jest posadzka

Budynek nie był ubezpieczony?

Tak na marginesie, ubezpieczalnia otrzymała całą dokumentację zdarzenia z powiatowej straży pożarnej w Rawiczu, o czym zapewnił rolników pracownik tej straży. Wachowiakowie musieli zaś dodatkowo dostarczyć ubezpieczycielowi zaświadczenie ze straży, za które trzeba było zapłacić. Zawierało ono też opis tego, co zostało zniszczone.

Po jakimś czasie gospodarze otrzymali kolejne pismo z Warty, które wyjaśniało pojawienie się na koncie rolników odszkodowania wysokości ok. 16 tys. zł. Ubezpieczyciel podał, iż jest to kwota odszkodowania za uszkodzenie budynku chlewni zgodnie z wyliczeniem rzeczoznawcy. Poinformowano w nim także rolników, iż nie ma podstaw do rozpatrywania roszczeń w zakresie uszkodzeń budynku magazynowo-garażowego, gdyż w opinii rzeczoznawcy budynek nie został ubezpieczony.

To ponownie rozsierdziło rolników. Od 5 lat ubezpieczają budynki w gospodarstwie w tym towarzystwie. Do tej pory, jak i teraz budynek, w którym wybuchł pożar był ubezpieczany jako chlewnia, nigdy nie było rozgraniczenia na część magazynowo-garażową i resztę. Jest to bowiem jeden budynek z przejściem wewnątrz. Już kiedyś mieli w nim szkodę, i nie było problemu z wypłatą odszkodowania.

Coś tu nie gra

Analizując korespondencję, jaką rolnicy otrzymali z Warty w odniesieniu do polisy ubezpieczeniowej, w oczy rzuca się kilka nieprawidłowości. Polisa obejmuje OC rolników, obowiązkowe ubezpieczenie budynków rolniczych oraz ubezpieczenie mienia w gospodarstwie rolnym, co było ubezpieczeniem dodatkowym. Na polisie jest cesja, ponieważ budynek chlewni, który rolnicy postawili w 2006 r. był sfinansowany m.in. kredytem.

Na cesji jest adnotacja, iż dotyczy budynków wchodzących w skład gospodarstwa, dlaczego więc Warta stwierdza, iż nagle mamy jeszcze budynek magazynowo-garażowy. Dlaczego agent, który zawierał tę polisę nie zwrócił uwagi, że budynek chlewni powinien być rozdzielony na dwie części i tak też ubezpieczony? – komentuje pan Rafał.



Maszyny i urządzenia, które stały w chlewni, zostały doszczętnie spalone



Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii