Siła nabywcza rolników – 33 lata historii

Pieniądze i Prawo Informacje rynkowe
Data publikacji 09.02.2018r.

Porządki w rodzinnych archiwach, spotkania przy okazji imienin, świąt, kiedy to przy jednym stole zasiada kilka pokoleń, skłaniają do wspomnień. Starsze pokolenia rolników z reguły z rozrzewnieniem wspominają czasy PRL, z goryczą natomiast wprowadzenie planu Balcerowicza. Opinie na temat sytuacji po wejściu Polski do Unii są bardzo różne. Znajdując natchnienie w koszyku cenowym opublikowanym w jednym ze styczniowych numerów „Gromady – Rolnika Polskiego” z 1989 r., sprawdzamy, jak zmienia się siła nabywcza rolników w ostatnich trzech dekadach.

Decytona pszenicy za 2200 zł, litr mleka za ponad 28 zł, kilogram żywca wieprzowego za 156 zł, to ceny skupu, o jakich mogą tylko pomarzyć dzisiejsi rolnicy, a otrzymywali je gospodarze w 1985 r. Pomimo tego, iż relacje cen zbytu produktów rolnych do cen środków produkcji oraz cen podstawowych produktów żywnościowych w porównaniu do późniejszych lat były wówczas korzystne, sytuacja ekonomiczna rolnictwa w latach osiemdziesiątych nie była jednak dobra. Jak czytamy w „Gromadzie” (najbardziej popularnej na wsi gazecie późnego PRL), wyścig cen nie omijał wtedy ponoć nawet niedziel i świąt. Tu i tam wybuchały jednak z nową siłą dyskusje o tym, jak rolnictwo napędza inflację, jak pod naciskiem chłopskich żądań obciąża się budżet państwa, i tak pogrążony w deficycie. Ekonomiści związani z rolnictwem oceniali jednak, iż to nie wzrost cen zbytu płodów rolnych napędzał tak inflację w latach osiemdziesiątych, jak wzrost cen środków produkcji.


Ostre cięcia

Niezależnie od tych opinii, rolnicy od 1 stycznia 1990 r. stanęli wobec „urealnionych” cen środków produkcji. Ale, w przeciwieństwie do robotników, nie mogli jednak liczyć na to, że ich wynagrodzenia w naturalny sposób podążą za wzrostem cen. Gwałtowny wzrost cen nawozów, maszyn, paliwa sprawił, że wielu zabrakło kapitału na inwestycje. Nie wspominając już o tym, że wielu gospodarzy zaciągnęło kredyty. W momencie, gdy rząd podjął walkę z inflacją i doszło do zaostrzenia polityki monetarnej, zadłużeni rolnicy znaleźli się w kredytowej pułapce. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych przyspieszeniu uległy przemiany cywilizacyjne, ale jednocześnie pogłębiły się różnice w poziomie życia poszczególnych grup mieszkańców wsi. Przypomnijmy, iż wtedy uległy też likwidacji PGR-y.



  • Rolnicy mają coraz lepsze maszyny, wieś zrobiła ogromny postęp cywilizacyjny, ale wbrew pozorom rolników nie stać na wiele więcej niż przed laty


Jeśli jednak porównamy, ile za sprzedane produkty rolne rolnik mógł kupić np. saletry, paszy dla tuczników, węgla, oleju napędowego w połowie lat 90-tych, to i tak te relacje wyglądały wtedy lepiej niż później. Pokusiliśmy się o porównanie siły nabywczej rolników w styczniu 1985 r., 1995 r., 2000 r., 2005 r., 2010 r., 2015 r. oraz w styczniu 2018 r.

W analizowanych okresach najwięcej ziarna pszenicy na zakup saletry amonowej trzeba było sprzedać w 2005 r. oraz w 2015 r. Obecnie, aby kupić decytonę saletry amonowej, trzeba sprzedać niecałe dwie decytony pszenicy, tak było też przed ośmioma laty. Podobnie układają się relacje saletry z żytem. Aczkolwiek początek bieżącego roku, w porównaniu do ubiegłych analizowanych okresów, układa się bardzo korzystnie dla producentów tego zboża.

Z węglem najgorzej

Co ciekawe, na przestrzeni ponad trzech dekad nie zmieniają się znacznie relacje cen podstawowej paszy dla tuczników w stosunku do cen żywca wieprzowego. W 1985 r. decytona paszy kosztowała tyle co 10 kg żywca, później odpowiednio w latach: 1995, 2000 oraz w 2005 – tyle co 20 kg żywca, a w kolejnych okresach tyle co 30 kg żywca.

Z kolei diametralnie w analizowanym trzydziestoleciu zmieniły się relacje cen węgla do płodów rolnych. W 1985 r. producenci pszenicy oraz żywca wieprzowego nie musieli się martwić, że nie będą mieli za co kupić opału. Gorzej, gdy produkowali jedynie mleko, bo w porównaniu do kosztów zakupu węgla kosztowało ono grosze. Po wejściu Polski do UE, rolnicy musieli zapomnieć już na dobre o tanim węglu. Tona tego opału kosztuje więcej niż tona dobrej jakościowo pszenicy. Na zakup tony obecnie i przed 3 laty, trzeba już przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży prawie dwóch 100-kilogramowych tuczników. Wcześniej, tzn. w okresie między 2000 r. a 2010 r. wystarczyło na nią sprzedać 120-kilogramowego tucznika.

Odnosząc ceny płodów rolnych do cen oleju napędowego, można stwierdzić, że obecnie nie jest tak źle, ponieważ bywało o wiele gorzej. W 2005 r. na zakup 100 litrów ON trzeba było przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży ponad tony pszenicy. Obecnie wystarczy na to 6,7 dt pszenicy, ale w 1995 r. było to jedynie 2,8 dt pszenicy, a w 1985 r. 1,4 dt pszenicy. Relacje ceny ON w stosunku do cen żywca wieprzowego i mleka układają się podobnie, choć charakteryzują się zdecydowanie mniejszymi wahaniami.




Jeśli chodzi o stosunek cen płodów rolnych do cen sprzętu rolniczego, to relacje te z roku na rok zmieniają się na niekorzyść rolników. Wyjątkowo niesprzyjający dla zakupu przyjętego do analiz ciągnika o małej mocy oraz kultywatora był dla gospodarzy rok 2015.

Pomimo tego, że wejście Polski do UE sprawiło, iż rolnictwo zostało mocno zasilone dotacjami, nie wpłynęło to ogólnie na polepszenie relacji cenowych pomiędzy produktami rolnymi a środkami do produkcji rolnej.

Nie takie zmiany, jak by się wydawało

A jak wygląda siła nabywcza rolników w odniesieniu do produktów wytwarzanych z surowców rolnych?

W 1985 r., żeby kupić kilogram cukru, rolnik musiał sprzedać ponad 20 kg buraków. Obecnie, jeśli koncerny cukrowe nie podzielą się z rolnikami zyskami ze sprzedaży cukru, będzie podobnie. Najgorzej w analizowanych okresach ta relacja wyglądała jednak w 2000 roku. Wtedy kilogram cukru był wart tyle, co ponad 29 kg buraków.

Co ciekawe, przez ostatnie trzydziestolecie nie zmieniła się wyraźnie relacja cen skupu trzody chlewnej do cen mięsa na uwielbiane przez starsze i młodsze pokolenia Polaków kotlety schabowe. W 1985 r. kilogram schabu kosztował tyle co 3,5 kg tucznika, przez wiele lat było podobnie, obecnie jest nieznacznie gorzej. Choć, jeśli ceny skupu żywca będą spadać w takim tempie jak ostatnio, rolnicy wrócą do popularnego w PRL-u świniobicia.

Bardzo korzystnie (mając na względzie ceny skupu z grudnia ub.r.) wygląda stosunek ceny mleka w skupie do ceny mleka spożywczego oraz masła. Jest to swego rodzaju nagroda dla tych gospodarzy, którzy przetrwali ogromny kryzys na rynku mleka pod koniec i na początku zniesienia kwot mlecznych. Choć z nowym rokiem te proporcje są już znacznie gorsze. Aby kupić 200-gramową kostkę masła, rolnik musiał sprzedać 3,3 litry mleka. Podobnie było w 2005 oraz w 1995 roku. Na zakup litra mleka w sklepie rolnik zarówno w 1995, 2000, jak i w 2005 r. musiał przeznaczyć pieniądze ze sprzedanego 1,6 l mleka. W 2010 r. oraz w 2015 r. relacja mleka spożywczego do surowego wyniosła 1:2,5. Gdybyśmy z kolei przeliczali sprzedaną pszenicę na bochenki chleba, to spośród analizowanych okresów najgorzej rolnicy mieli w 2005 r. Półkilogramowy bochenek zwykłego chleba był wtedy wart tyle co 3,7 kg pszenicy. Obecnie kosztuje tyle co 2,9 kg pszenicy.

Biorąc pod lupę ceny wódki czystej i ceny skupu żywca wieprzowego, mleka i pszenicy, sytuacja w ostatnim trzydziestoleciu poprawiła się zdecydowanie jedynie dla producentów mleka krowiego. 13 litrów mleka jest obecnie tyle warte, co pół litra wódki. Tak dobrze nie było w żadnym z analizowanych okresów. Nie oznacza to jednak, że zachęcamy producentów mleka do częstszego sięgania po kieliszek. Nie najgorzej wygląda również obecnie porównanie cen wódki do cen żywca i pszenicy. Za tucznika o wadze 120 kg można kupić 24 półlitrówki, a za tonę pszenicy – 34.




dr Magdalena Szymańska

Partner serwisu