r e k l a m a

Partner serwisu

Susza – dlaczego nie ubezpiecza się od niej upraw w Polsce?

Pieniądze i Prawo Ubezpieczenia
Data publikacji 04.07.2018r.

Rolnicy nie będą mogli nadal ubezpieczyć swoich upraw od ryzyka suszy, jeśli do jednego stołu nie zasiądą wspólnie przedstawiciele rolników, rządu, nauki oraz towarzystw ubezpieczeniowych. Należy stworzyć najprostszy system, taki, który będzie zrozumiały dla rolników. Te słowa padły z ust Michaela Lösche, członka zarządu Concordia Polska TUW podczas konferencji „Droga do zarządzania ryzkiem suszy w rolnictwie” w Goli 26 czerwca br.

Od 2006 r., od kiedy funkcjonują w Polsce dotowane ubezpieczenia upraw, rolnicy nie są zainteresowani wykupieniem polisy od ryzyka suszy. Jest ona bowiem za droga. Ubezpieczenie od suszy kosztuje od kilkunastu do kilkudziesięciu procent sumy ubezpieczenia, nawet jeśli odjęłoby się od tego dopłatę z budżetu państwa, to i tak jest to za dużo. A trzeba mieć na względzie, że dopłata należy się tylko w sytuacji nieprzekroczenia odpowiednich progów sumy ubezpieczenia.

r e k l a m a



Drogo jest m.in. dlatego, że zakres ubezpieczenia od suszy, jaki proponuje ustawa, jest zbyt szeroki w stosunku do rozwiązań, jakie funkcjonują w innych krajach europejskich. Ustawodawca zakłada odpowiedzialność za ryzyko suszy od 25% ubytku w plonie, na zasadzie franszyzy integralnej. Oznacza to, że jeżeli szkoda wystąpi na poziomie 27% ubytku w plonie, ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie, natomiast jeśli np. ubytek w plonie wyniesie 23%, rolnik nie otrzyma odszkodowania – komentował Andrzej Janc, dyrektor biura ubezpieczeń rolnych w Concordii Polska TUW.



  • Zdjęcie pola dotkniętego suszą w Drzęczewie Drugim w Wielkopolsce wykonane w czerwcu 2018 r. z wykorzystaniem technologii Swiss Re

Przykład Austrii i Hiszpanii

Całkiem dobrze z ryzykiem suszy poradziły sobie natomiast dwa kraje: Austria i Hiszpania. Były one wypracowywane przez 20 lat, ale co najważniejsze, w tym procesie uczestniczyli rolnicy.

W przypadku systemu austriackiego, stworzona została jedna organizacja, której zadaniem jest zarządzanie ryzykiem i likwidacja szkód. Zakłady ubezpieczeń uczestniczą wyłącznie w procesie sprzedaży ubezpieczeń. W skład oferty ubezpieczeniowej związanej z ochroną zbóż (głównie pszenicy) i kukurydzy, oprócz szeregu innych ryzyk (jak grad, przymrozki itp.) wchodzi także ryzyko suszy, sprzedawane w pakietach lub osobno. Rolnicy z ubezpieczycielem dogadali się, że będą ubezpieczać susze na podstawie plonu referencyjnego.

System austriacki opiera się na 3-etapowym rozwiązaniu ryczałtowym. Polega na tym, że w pierwszej kolejności badany jest tzw. indeks pogodowy, jeśli jest on przekroczony, daje to sygnał do uruchomienia procedury kryzysowej. Na dane pole udają się rzeczoznawcy i mierzą plon rzeczywisty, jeśli jest on mniejszy niż założony plon referencyjny dla danej uprawy, np. w przypadku pszenicy ustalono go na poziomie 3 ton/ha, rolnik otrzymuje odszkodowanie. Ma ono charakter ryczałtowego świadczenia w wysokości 150 bądź 200 euro. Jeśli plon jest w przypadku pszenicy większy niż 3 t rolnik nie otrzymuje żadnego świadczenia – wyjaśniał Janc.

Ubezpieczenie to funkcjonuje bez dotacji z budżetu państwa, a ochroną objęte jest 80% pszenicy na powierzchni ok. 1 mln ha.



  • Andrzej Janc, dyrektor ubezpieczeń rolnych, Concordia Polska TUW

Rozwiązanie hiszpańskie nie uwzględnia natomiast indeksu pogodowego, ale plon referencyjny, który jest obliczany dla poszczególnego gospodarstwa. Ustala go instytut współpracujący z resortem rolnictwa.

Znając plon referencyjny, ubezpieczyciel umawia się z rolnikiem na odpowiedzialność, np. za 50, 60 i 70% plonu. Dla przykładu, jeśli plon referencyjny jest na poziomie 5 t, a odpowiedzialność na poziomie 60%, to aby rolnik otrzymał odszkodowanie plon musi spaść poniżej 3 t. W tym systemie wypłaca się różnicę pomiędzy plonem referencyjnym a rzeczywistym. Susza jest oferowana w Hiszpanii w ubezpieczeniu pakietowym, czyli od wszystkich możliwych – tłumaczył ekspert z Concordii. Tamtejsi rolnicy mogą skorzystać z dofinansowania z budżetu państwa, podobnie jak w Polsce, nawet do 65% wysokości składki. Hiszpańscy rolnicy ubezpieczają się w ramach tzw. pool-u koasekuracyjnego, stworzonego przez 22 ubezpieczycieli. Jego zadaniem jest ocena ryzyka i likwidacja szkód, zakłady ubezpieczeniowe natomiast mają w swojej gestii sprzedaż polis. Gdy dochodzi do suszy, rzeczoznawcy AgroSecuro zajmują się procedurą likwidacyjną, bez względu na to, który ubezpieczyciel sprzedał polisę.

Brakuje danych

Oba modele są jasne i dopasowane do potrzeb rolników. Mają taką samą zaletę, polegającą na analizie faktycznych plonów w gospodarstwie. Te metody sprawdzają się w miejscach, gdzie dane uprawy skoncentrowane są na określonym terytorium, tak jest zarówno w Austrii, jak i Hiszpanii, co ułatwia bardzo zarządzanie i obsługę likwidacyjną związaną z wizytą rzeczoznawców – zwracał uwagę Andrzej Janc.

W jego opinii, chcąc przenieść doświadczenia z tych krajów na teren Polski, musielibyśmy rozpocząć od pilotażu, obejmującego dany region Polski. Należy jednak mieć na względzie fakt, że w polskich realiach susza występuje w dużej części kraju, czyli na powierzchni ok. 4 mln ha zbóż. Oszacowanie szkód na wszystkich obszarach będzie stanowiło spore wyzwanie likwidacyjne.

Jak podkreślano, jednym z poważniejszych problemów, które uniemożliwiają ubezpieczenie od suszy, jest brak dostępności do danych dotyczących plonowania na poziomie lokalnym, które są konieczne do likwidacji szkód.

Tu ukłon w stronę IERiGŻ, GUS, które mogłoby się tym zająć. Możemy mieć już dostęp do pełnych danych pogodowych, klasyfikacji gleb stworzonej przez IUNiG, danych katastralnych, informacji z ARiMR, gdyby to wszystko nałożyć na siebie, byłyby to dobre podwaliny do stworzenia w Polsce ubezpieczenia od suszy – twierdzi Janc.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a