Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Jedno pokolenie, milowy postęp

Polskie mleko
Data publikacji 05.01.2019r.

Pragnę podzielić się z Czytelnikami, jak podczas mego życia ewoluował chów i hodowla  bydła. Pamiętam jak na lato wioska „godziła” pastucha, który pasł krowy z całej wioski, pamiętam jak  wracały z pastwiska i każda „trafiała” do swojej zagrody.

Zimowe żywienie bydła mlecznego dawniej

r e k l a m a

W innych regionach kraju lub na tak zwanych koloniach krowy były palikowane i co kilka godzin każda sztuka przestawiana była na dalszą część pastwiska. Pamiętam też doskonale, jak w latach 1947–1948 zawieziono nas – studentów WSGW w Łodzi – wraz z prof. Włodzimierzem Szczekinem-Krotowem do Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki Mełmno, gdzie pokazywano nam jak wypasano krowy palikując 80–100  krów.

W żywieniu zimowym krów doskonale też pamiętam jak w naszym gospodarstwie przygotowywano paśnik dla bydła. Warstwami układano plewy, pszenną lub jęczmienną sieczkę, posypywano otrębami pszennymi, solono i posypywano warstwą wysłodków buraczanych lub posiekanymi burakami pastewnymi czy parowanymi ziemniakami. Przygotowany w ten sposób paśnik przykrywano (po uprzednim udeptaniu) lnianymi płachtami. Tak zaparzona pasza leżała 1–2 dni i taką gorącą podawano bydłu.

Doskonale też pamiętam jak o świcie grupa kobiet szła doić krowy. W naszym gospodarstwie ojciec podpisał umowę ze „szwajcarami”. Tak nazywano osoby zajmujące się obrządkiem bydła. Wielką dla mnie przyjemnością było, gdy pozwolono mi podawać „miarkę” pasz treściwych. Na tabliczkach krowy miały napisane ile „miarek” każda ma dostać . Oczywiście podpatrywałem jak puszczano buhaje do pokrycia krowy. Postrachem dla dzieci był buhaj wypuszczany z obory na podwórze, który z krypy pił wodę. Dzwonek oznajmiał – dzieci chować się, buhaj idzie do wodopoju. W zimie krowy 2 razy dziennie były pojone w rzece Cetynia. Musiały wędrować do rzeki około 500 m (pewnie brakowało wody w studni lub była to ciężka praca polegająca na napompowaniu wody dla około 50 krów). W lecie krowy pojono po drodze na pastwisko wygonami ogrodzonymi żerdziami z drutem kolczastym.

Pamiętam, jak w 1952 r. uczyłem w Zakładzie Doświadczalnym SGGW w Brwinowie i objaśniałem jak działa elektryczny pastuch, co spotkało się z dużym niedowierzaniem. Kilka lat później organizowałem w Falentach pokaz tzw. wędrującego stołu. Polegało to na tym, że pastuch elektryczny był przesuwany co 2–3 h i krowy jadły trawę lub żyto jak ze żłobu, mniej niszcząc pastwisko. Później były pokazy suszenia zielonych traw, koniczyny na „płotach szwedzkich”. Podczas studiów i praktyk w Szwecji zarobiłem układając przewiędniętą koniczynę na „płot”, dostając za każdy po 5 koron.

Jak zmieniło się żywienie krów mlecznych?

Obecnie większość traw, roślin motylkowych jest przeznaczana na sianokiszonki sporządzane w silosach lub balotach. Praktycznie rolnicy zaprzestali już śrutowania zbóż na parze, a zakiszanie ziarna zbóż i kukurydzy w rękawach eliminuje prace przy śrutowaniu, bez obawy o niedosuszenie ziarna, które nawet bardziej wilgotne może być zakiszone.




Dziś nie rozważa się już kolejności zadawania pasz, gdyż nawet rolnicy posiadający po 40–50 krów kupują wozy paszowe żywiąc krowy PMR-em lub TMR-em. Niestety, wiele jest jeszcze obór uwięziowych (w mojej opinii powinien być zakaz budowania takich obór dla stad powyżej 20 krów), w których nadal pasze zadaje się ręcznie, według zalecanej kolejności, zapewniającej możliwie najlepsze trawienie. Niestety, coraz mniej gospodarstw stosuje żywienie pastwiskowe bydła, tłumacząc to uciążliwością oraz mniejszą wydajnością pastwisk. Zaleca się, aby zamiast pastwisk starać się zapewnić bydłu ruch na okólnikach (słońce – wit. A, D). Są jednak kraje takie jak np. Szwecja, gdzie obowiązkowo krowy muszą co najmniej 6 h dziennie korzystać z pastwisk lub np. w Austrii, gdzie jeśli krowy żywione są na pastwiskach, a w zimie sianem, to hodowca otrzymuje wyższą cenę za mleko.

Pierwsze w Polsce mechaniczne dojarki

Pierwsza dojarka mechaniczna w Polsce była w gospodarstwie SGGW Brwinów w 1953 r. (dar UNRRA ze Szwecji). W latach 60. XIX wieku Polskie Towarzystwo Zootechniczne wyprodukowało 2 bańkowe dojarki (pierwsze takie dojarki pracowały w gospodarstwie Juliana Raczyńskiego w Wojnowie k. Siedlec). Następne były dojarki stanowiskowe, przewodowe, gdzie mleko wprost od krowy płynęło do zbiornika, później hale udojowe rybia ość, bok w bok, aż do karuzeli i wreszcie robotów udojowych.

Zmiany w rozrodzie bydła na przestrzeni lat

W rozrodzie w 1947 r. rozpoczęto inseminację bydła, co pozwoliło – w pierwszych latach – wyeliminować choroby rozrodu czyli brucelozę i otręt. W 1950  r. w Polsce, z powodu brucelozy roniło około 400 tys. kobiet i 500  tys. krów. Kolejne lata to szybki postęp hodowlany, gdyż zapładniano krowy coraz lepszymi buhajami, a także ograniczano ich liczbę. Następny krok to ocena wartości buhajów na jego córkach, co jednak powodowało konieczność utrzymywania oczekujących na wycenę rozpłodników kilka lat. Następny krok, to ocena wartości zwierząt na podstawie badania ich tkanki. Dziś pobiera się od zwierzęcia wycinek skóry z ucha lub włos z cebulką i określa jego wartość hodowlaną na podstawie jego genomu. Genomicznie oceniane jest dzisiaj około 80% buhajów w Holandii i Niemczech. W Polsce to około 50%. Na koniec ciekawostka. W latach 50. ubiegłego wieku pierwsze zarodki bydła z USA przywieziono do Europy w ciele królicy.

Dr Jerzy Żółkowski
Wydział Medycyny Weterynaryjnej SGGW

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a