Mijający rok był bardzo dobry dla branży mleczarskiej - rozmowa ze Stanisławem Skórą prezesem OSM Włoszczowa

Polskie mleko Spółdzielnia mleczarska
Data publikacji 28.12.2017r.

Ze Stanisławem Skórą – prezesem Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej we Włoszczowie rozmawia Andrzej Rutkowski


Czy mleczarnia wspiera rolników w ich inwestycjach?


– Tak, kredytujemy na bardzo korzystnych warunkach zakup materiału hodowlanego oraz wymianę sprzętu niezbędnego do pozyskania i zmagazynowania mleka jak: hale udojowe, dojarki przewodowe czy też schładzalniki. W tym roku z takiego wsparcia skorzystało ponad 30 dostawców. To stosunkowo niedużo, ponieważ były lata, w których udzielaliśmy nawet 60–70 pożyczek. Spadek zainteresowania wiąże się z wysokimi cenami materiału hodowlanego, jakie zresztą wynikają z wysokich cen mleka. Ceny jałówek cielnych z 4,5–5 tys. zł wzrosły aż do 7 tys. zł za sztukę. Zmieniło się też myślenie rolników, którzy wolą swój materiał hodowlany. Wyłożenie kasy na jałówki znacznie winduje koszty produkcji mleka. Własny materiał hodowlany, z perspektywą jego sprzedaży w przyszłości, te koszty znacznie pomniejsza. Fundusz kredytowy przydał się jeszcze w jednym przypadku, a mianowicie, przy rozłożeniu kar za nadprodukcję na dodatkowe raty. Wszak byli rolnicy z tak dużymi karami do zapłacenia, że nawet przy rozłożeniu na trzy standardowe raty trzeba byłoby zabrać im całą miesięczną wypłatę, czego nie mogliśmy przecież zrobić.


Lepsze ceny mleka motywują rolników do inwestycji, a jak sytuacja wygląda w samym zakładzie?
–Po chudych latach w dobrym roku 2017 mogliśmy zrobić to, co wcześniej odłożyliśmy w czasie. Chodzi głównie o niezbędne remonty, modernizacje, a także inwestycje. Zaskoczeni bardzo dobrą sprzedażą tradycyjnych twarogów, czyli tzw. krajanki, podjęliśmy decyzję o zwiększeniu jej produkcji, na tyle, ile jest to możliwe, co wiąże się z rozbudową hali produkcyjnej oraz magazynu w zakładzie w Pawłowicach. Prace trwają i już w pierwszym kwartale przyszłego roku nowa część powinna zostać oddana do użytku. Będziemy mogli produkować nawet o 100% więcej twarogu, który również eksportujemy, gdzie mogłoby się wydawać, że jest to dość problemowe ze względu na stosunkowo krótki termin przydatności do spożycia. W zakładzie głównym we Włoszczowie poczyniliśmy inwestycje w zakresie pakowania serów. Co do spraw bliskich rolnikom, to zakupiliśmy trzy specjalistyczne zestawy samochodowe do odbioru mleka.


Nie samym serem, jak mogłoby się wydawać, Włoszczowa stoi?

– Każdy kojarzy nas z produkcją serów. Jednak niemało, bo 40% w sprzedaży mamy galanterii, pozostałe 60% są to sery. Prawdą jest oczywiście, że to głównie wynik sprzedaży serów rzutuje na cenę, jaką możemy zaoferować za mleko w skupie. Duże znaczenie ma też dla nas eksport, bez którego nie byłoby tak dobrej ceny dla rolników. Co prawda ilościowo eksport w roku 2017 zmniejszył się w stosunku do roku 2016, ale wartościowo wzrósł. Ma to związek z tym, że nie musieliśmy już sprzedawać mleka przerzutowego na Białoruś.


Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się nowości na rynku z logiem OSM Włoszczowa?

– Nie wchodzimy na rynek z nowymi produktami, bo zbudowanie ich marki jest bardzo kosztowne, nie mówiąc już o inwestycjach w maszyny czy też opakowania. Raczej staramy się umocnić te pozycje, które mamy w ofercie, głównie za sprawą wysokiej jakości, która przyciąga klienta. Bardzo dobrze sprzedaje się ser „Włoszczowski Max” typu szwajcarskiego z dużymi dziurami, jak i również popularna gouda. Powoli rozwijamy sprzedaż sera długodojrzewającego „Czarna Perła”, jaki produkowany jest u nas od 3 lat. Z tym, że jest to produkt z wyższej półki, bo dojrzewa minimum pół roku, zatem jego cena jest dość wysoka dla przeciętnego Kowalskiego. Przy czym tu bardzo wysoką marże narzucają sieci handlowe. Im lepszy, bardziej ekskluzywny produkt tym sieci chcą mieć na nim większy zysk i tak np. my sprzedajemy „Czarną Perłę” po 25 zł za kg, a na sklepowej półce kosztuje 60 zł za kg, co dla wielu jest ceną zaporową.



  • OSM Włoszczowa zatrudnia 330 pracowników, a rocznie produkuje 15,5 tys. ton serów żółtych


Większość produktów sprzedajecie przy współpracy z dużymi sieciami handlowymi?

– Tak, bo inaczej się nie da. Kiedyś, gdy sieci handlowe były w powijakach, to brały przykład z rynku tradycyjnego, patrzyły co tam najlepiej się sprzedaje i wprowadzały do swojej oferty. Dziś jest na odwrót, to wszyscy inni biorą wzór z sieci. Przy czym my zdecydowaną większość artykułów sprzedajemy pod własną marką, tylko nieznaczące ilości idą pod marką sklepów. Nie robimy tego z prostego powodu ponieważ jest to sprzeczne z umacnianiem własnej marki. Z drugiej strony sieci wymuszają na producentach, aby chociaż część produktów, które kupują były pod ich marką.

Dziękuję za rozmowę

Artykuł podzielony na strony, czytasz 2 z 2 stron.

Poprzednia strona

Partner serwisu