Oborowe roszady

Polskie mleko
Data publikacji 11.04.2014r.

Grzegorz Kossakowski należy do niestety nielicznych jeszcze hodowców, którzy dzielą swoje krowy na grupy technologiczne. W tym przypadku podział dotyczy obory uwięziowej. Jak twierdzi gospodarz, jest to zabieg dość uciążliwy od strony technicznej, gdyż co miesiąc trzeba przeprowadzać wytypowane krowy na nowe legowiska. Jednak jest zadowolony z efektów takich oborowych roszad.

Dzięki comiesięcznemu przegrupowaniu stada, w pierwszej kolejności stoją krowy zasuszone, następnie krowy kończące laktację i przygotowujące się do zasuszenia, na kolejnych legowiskach są sztuki będące w środkowym etapie laktacji, kolejne krowy są w szczycie laktacji, na końcu stoją krowy rozpoczynające laktację. Gdy idziemy stołem paszowym, każda następna krowa jest we wcześniejszej fazie laktacji, chyba że będziemy szli w drugą stronę, wtedy każda następna sztuka ma więcej dni od wycielenia.


– Dzięki zastosowanemu przez nas grupowaniu, krowy są ustawione zgodnie z zaawansowaniem laktacji oraz zgodnie z rosnącą wydajnością. Wyklucza to walkę o paszę. Nie ma takich przypadków, że krowa kończąca laktację czy też zasuszona stoi bezpośrednio przy sztuce, która dopiero się rozdaja lub jest w szczycie laktacji. Eliminuje to podjadanie swoim sąsiadkom i zatuczanie się sztuk kończących laktację, które dostają pasze znacznie mniej zasobne w energię. Krowa niezatuczona łatwiej się cieli i lepiej wchodzi w laktację – podkreślił Grzegorz Kossakowski.

Produkcja o 100% w górę

– Od półtora roku użytkujemy nową oborę. Zdecydowaliśmy się na obiekt uwięziowy ze względu na niższy koszt budowy i wyposażenia oraz na możliwość bardziej indywidualnego traktowania każdej krowy. Wraz z przejściem do nowego obiektu, produkcja mleka zaczęła iść mocno w górę za sprawą zwiększenia pogłowia oraz wzrostu wydajności. Posiłkowaliśmy się głównie sztukami własnego chowu, gdyż mieliśmy to szczęście, że znacznie więcej rodziło się cieliczek niż buhajków. Na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy produkcję mleka zwiększyliśmy o 100%. Posiadany limit mleczny z zeszłego roku kwotowego przekroczyliśmy aż o 110 tys. kg. Mając przed oczyma widmo ogromnej kary, część kwoty zakupiliśmy, część wydzierżawiliśmy i ostateczne przekroczenie ukształtowało się na poziomie 20 tys. kg mleka – wyjaśnił hodowca.

Nowa obora o wymiarach 40 x 15 m liczy 57 legowisk uwięziowych na płytkiej ściółce. Legowiska mają wymiary 1,20 x 1,60 m. Obornik usuwany jest za pomocą zgarniacza hydraulicznego polskiej produkcji. Stół paszowy ma szerokość 5 m. Za dój odpowiada dojarka przewodowa DeLaval wyposażona w 7 aparatów udojowych. Konstrukcja dachu jest drewniana, a jego warstwę izolacyjną wykonano z płyty warstwowej o grubości 4 cm, dach pokryto blachą. O wentylację i oświetlenie dba świetlik kalenicowy o szerokości 1,5 m i prześwicie 20 cm.

W nowej oborze przebywają krowy dojne, krowy zasuszone i jałówki wysoko cielne, w starej oborze cieliczki i młodsze jałówki. Za oborą w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się stodoła, w której przechowywana jest część pasz.

Jest dobrze, ale…

– Po półtora roku użytkowania jesteśmy zadowoleni z nowej obory. Wydajność poszła w górę, a częstotliwość występowania chorób zmalała, zwłaszcza jeśli chodzi o mastitis. Jest dużo lepsza wymiana powietrza niż w oborze starego typu, za sprawą wentylacji grawitacyjnej wynikającej z zastosowania świetlika kalenicowego. Świetlik to nie tylko wentylacja, ale także jasna obora, co również wpływa korzystnie na samopoczucie krów i ich wskaźniki reprodukcyjne. Jednak, gdybyśmy budowali drugi raz, to nie obyłoby się bez pewnych zmian. Na pewno pomieszczenie na dojarkę i schładzalnik mleka urządzilibyśmy w starej oborze, łącząc ją z nową, dzięki czemu zyskalibyśmy co najmniej 5 legowisk – zaznaczył Grzegorz Kossakowski. – Przy budowie obory wspieraliśmy się preferencyjnym kredytem dla młodego rolnika, pochłonęła ona również premię dla młodego rolnika w wysokości 75 tys. zł. Cały koszt inwestycji oceniam na ok. 500 tys. zł, czyli poniżej 10 tys. zł w przeliczeniu na jedno legowisko.

Cele przyziemne

– Obora to moja pierwsza samodzielna tak poważna decyzja i inwestycja, którą przeprowadziliśmy zaledwie pół roku po przejęciu gospodarstwa od rodziców. Budując oborę zaniedbaliśmy modernizację parku maszynowego i właśnie ten kierunek inwestycji czeka nas w przyszłości, oprócz maszyn związanych z uprawą, chcemy zakupić wóz paszowy, który będzie pomocny w wytężonej pracy hodowlanej. Mieliśmy już na testach wóz paszowy Alimamix Evolution o pojemności 10 m3 i byliśmy zadowoleni z jego pracy. Bez dobrej dawki żywieniowej o odpowiedniej strukturze i składzie chemicznym, na pewno nie będziemy się rozwijać. Obecnie doimy 45 krów (5 jest zasuszonych). Chcemy doić 50 sztuk i podnieść średnią wydajność do 8 tys. kg mleka od sztuki. Nie są to wygórowane cele, ale trzeba liczyć siły na zamiary.

Krowy kryjemy buhajami rasy hf ze Stacji Hodowli i Unasienniania Zwierząt w Bydgoszczy. Przy doborze buhaja zwracamy uwagę na jego rodowód, tak aby nie było zbyt bliskiego spokrewnienia z krową oraz jego cechy zdrowotnościowe: nogi, somatykę oraz płodność córek. Przeciętną krowę doimy przez 3–4 laktacje – zakończył Grzegorz Kossakowski.

Andrzej Rutkowski

 

Partner serwisu