Skończyć z chamstwem, arogancją i kolesiostwem

Polskie mleko
Data publikacji 18.04.2017r.

Prezydent Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka Leszek Hądzlik i Stanisław Kautz, prezes Polskiej Federacji Sp. z o.o., żądają przeprosin od hodowcy Waldemara Plantowskiego – prezesa Mazowieckiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka za zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych zarówno Federacji, jak i Spółki za wypowiedź w artykule zatytułowanym „Federacji potrzebne jest wietrzenie”, który ukazał się w „Tygodniku Poradniku Rolniczym” nr 10 z 5 marca 2017 r. Wynajęli adwokatów, za pieniądze naszej Federacji i naszej Spółki i dali im pełnomocnictwa. Pytam wszystkich hodowców, czy można nazwać to „zastraszaniem”, czy nie?



Radca prawny, którego w imieniu Federacji wynajął prezydent Hądzlik uważa, że nasz kolega Waldemar Plantowski, członek zarządu PFHBiPM, naruszył dobre imię Federacji opisując sytuację w wypowiedzi: „Pragnę jednoznacznie powiedzieć, że prezesem związku nie zostałem dlatego, by piąć się po szczeblach władzy i robić karierę, ale ze względu na złą sytuację, w jakiej znalazła się PFHBiPM. Postaram się dopilnować, by sprawiedliwości stało się zadość a osoby które zawiniły tej sytuacji były rozliczone i pociągnięte do odpowiedzialności. Trzeba skończyć z chamstwem, chuligaństwem, arogancją, zastraszeniem, kolesiostwem”.

Skończyć z arogancją

Pytam wszystkich hodowców: Czy niechęć Prezydium do merytorycznej rozmowy z osobami mającymi inne spojrzenie na Federację, zarządzanie Polską Federacją sp. z o.o., unikanie podawania danych finansowych dotyczących Federacji i Spółki można nazwać arogancją, czy nie? Każdy z nas hodowców, członków związków tworzących PFHBiPM, zgodnie z § 14, ust. 4 statutu („Gospodarka finansowa jest jawna dla wszystkich członków Polskiej Federacji”) ma prawo wiedzieć wszystko o finansach Federacji oraz Spółki, która jest podmiotem w pełni zależnym od Federacji. Skoro Spółka jest w 100% zależna od Federacji, to potocznie można nazwać ją „firmą córką”, tak czy nie? Skoro mamy prawo do tych informacji, to dlaczego prezydium Federacji oraz prezes i rada nadzorcza Polskiej Federacji Sp. z o.o. nam to uniemożliwiają? Czy mają coś do ukrycia? Jeśli nam już coś przedstawiają, to ogólniki, nie szczegóły. A wiadomo, że to szczegóły są najważniejsze.

Zastanawiam się, gdzie podział się Mieczysław Klupczyński, nasz radca prawny, zastępca dyrektora Federacji? Dlaczego to mecenas Klupczyński nie napisał „Wezwań do zaprzestania naruszania dóbr osobistych wraz z wnioskiem o zamieszczenie przeprosin”? Dlaczego prezydent Federacji i prezes Spółki wydają pieniądze naszych organizacji na innych radców prawnych, skoro mamy naszego radcę prawnego?

Do tej pory byliśmy święcie przekonani, że Klupczyński jest naszym radcą prawnym. Wygląda na to, że nie pełni w rzeczywistości funkcji radcy prawnego Federacji. Czy to jest świadome wprowadzanie w błąd zarządu Federacji? Przykładem jest ostatni zarząd w Zakopanem, na którym wspomniany mecenas powiedział, że jeśli chcemy dokonać zmian w statucie, to trzeba powołać komisję statutową. Okazuje się, że nie musimy powoływać komisji statutowej do zmiany statutu, nie ma takiego obowiązku. Czy można nazwać to arogancją, czy też nie? Zgodnie z § 9 ust. 1, pkt. 2 statutu Federacji, do zadań zarządu należy „przedkładanie projektów dokumentów na Walny Zjazd Delegatów”. Projekt uchwały o zmianie statutu uchwalony przez zarząd jest takim dokumentem. Ostatnie doświadczenia hodowców z Komisją Statutową PFHBiPM nie są pozytywne.

Najistotniejsze wnioski Warmińsko-Mazurskiego Związku zgłoszone do komisji statutowej dotyczące m.in. dwukadencyjności prezydium nie dotarły pod głosowanie na Walnym Zjeździe Delegatów. Zostały one zatrzymane na poziomie komisji statutowej. Jeśli na zarządzie utworzymy komisję statutową, musimy jasno określić, że jej rolą jest tylko opiniowanie zaproponowanych zmian w statucie przez członków, a nie wycinanie niewygodnych wniosków.

Skończyć z chamstwem

Co do chamstwa i chuligaństwa, to chyba nikt nie ma wątpliwości? Zwłaszcza po pobiciu kolegi z Mazowsza przez Krzysztofa Banacha na zarządzie w Zakopanem. Niestety, prezydent Hądzlik chciał zamieść to pod dywan, twierdząc, że to tylko incydent. Okazuje się, że nie.

Pytam hodowców: Czy taką sytuację można nazwać chamstwem i chuligaństwem, czy też nie?

Stanisław Kautz dał pełnomocnictwo radcy prawnemu jako prezes Polskiej Federacji Sp. z o.o., natomiast podpisał się i przybił pieczątkę jako dyrektor Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Skoro dla pana Kautza to jedno i to samo, to czy można dziwić się, że dla hodowcy „kolczyki federacyjne” to po prostu Federacja i w pierwszym odruchu nie zastanawia się kto je sprzedaje, czy Spółka czy Polska Federacja. Tym bardziej, że zootechnik, znany jako pracownik Federacji, przyjeżdża służbowym samochodem kupionym przez Federację i mówi, żebyśmy kupowali „kolczyki federacyjne”. Dodając, kupujcie, bo pieniądze zostają u nas w firmie. Pan prezes Kautz poprzez opłaconego za nasze pieniądze Spółki radcę prawnego twierdzi, że wypowiedź Waldemara Plantowskiego w tym samym artykule „Federacji potrzebne jest wietrzenie” w zdaniach: ”Dlaczego oszukuje się hodowców zachęcając ich, by kupowali kolczyki po zawyżonych cenach w PF sp. z o.o.”, oraz „działanie na szkodę Federacji – nieodprowadzanie dywidendy” są po pierwsze, nieprawdziwe, po drugie, prowadzą do naruszenia dobrego imienia Spółki oraz narażają ją na utratę zaufania koniecznego do wykonywania swojej zawodowej działalności.

Pytam hodowców: Czy taką postawę opisaną wyżej można nazwać oszukiwaniem, czy też nie?

Czuję się oszukany. Wcześniej kupowałem kolczyki od innej firmy za niższą cenę, a na dodatek miałem za darmo duplikaty (kupując je od Spółki trzeba za nie płacić). Jakość kolczyków kupowanych od innej firmy niczym się nie różniła. Do zakupu „kolczyków federacyjnych” przekonało mnie kilka osób z prezydium, oraz pracownicy etatowi Spółki między innymi tym, że pieniądze zostaną w naszej firmie.

Skończyć z działaniem na szkodę Federacji

Okazuje się, że w roku 2015 na 4 685 126,18 zł przychodu Spółki, decyzją prezydenta Hądzlika 7-osobowa rada nadzorcza otrzymała 307 882,93 zł wynagrodzenia. A dla prezesa rada nadzorcza przeznaczyła 746 038,33 zł.

Wszystko to działo się za wiedzą i akceptacją prezydenta Hądzlika. Wynagrodzenia dla rady nadzorczej i prezesa to 22,5% przychodów. Zysk Spółki to 83 089,90 zł, zaledwie 1,7% przychodu. Dywidendy do Federacji w roku 2015 nie odprowadzono. Od 2008 roku do 2015 łącznie z kasy Polskiej Federacji sp. z o.o. rada nadzorcza przeznaczyła na wynagrodzenie dla prezesa 2,273 mln zł. W latach 2008–2015 wynagrodzenia dla rady nadzorczej Spółki wyniosły 937,2 tys. zł. Ogólny zysk Spółki w latach 2008–2015 wyniósł 577,6 tys. zł. Z bilansu od 2008 roku jasno wynika, że przychody w Spółce co roku się zwiększały, zysk zostawał mniej więcej na podobnym poziomie kwotowym, ale procentowo malał w stosunku do przychodów. Za to bardzo mocno rosło wynagrodzenie dla prezesa i dla rady nadzorczej Spółki, kwotowo w stosunku do przychodów.

Można powiedzieć, że nieodprowadzanie dywidendy jest działaniem na niekorzyść Federacji, czy też nie?

Na spotkaniu z hodowcami w Garwolinie wiceprezydent Sylwester Mierzejewski przyznał, że 700 tys. za funkcję prezesa Spółki, to dużo!

Pytam: gdzie i jaki był nadzór prezydenta Hądzlika nad Spółką i radą nadzorczą przez te wszystkie lata? Na jakiej podstawie prezydent Hądzlik pozwolił na tak wysokie wynagrodzenia? Gdyby to zarząd Federacji miał nad tym pieczę, nigdy nie doszłoby do tak rażących sytuacji.

Z rozmowy z dwoma członkami rady nadzorczej Spółki dowiedzieliśmy się, że nic nie wiedzą o tak wysokich wynagrodzeniach dla prezesa i dla nich samych. Skoro nie wszyscy członkowie rady nadzorczej Spółki podejmowali decyzję o wynagrodzeniu dla prezesa Spółki, to kto podejmował te decyzje? Czy można powiedzieć, że w tej sytuacji mamy do czynienia z grupą trzymającą władzę, czy nie? To samo dotyczy Federacji, kilku członków prezydium twierdzi, że nic nie wie o wysokości wynagrodzeń dla prezydenta i dyrektora oraz kadry kierowniczej. Ze statutu wynika, że to prezydium decyduje. Prezes Kautz twierdzi, że Spółka zatrudnia około 500 osób. Są to zootechnicy i instruktorzy PFHBiPM, którzy mają umowy akwizycji. Umowa akwizycyjna, to nie umowa o pracę. W rzeczywistości zatrudnionych w spółce na umowę o pracę w 2015 roku było 7 osób. Dodam, że nie wszyscy z tych 500 zootechników pobierają wynagrodzenie za sprzedane kolczyki hodowcom. Do końca 2016 roku wynagradzani za sprzedaż kolczyków byli tylko ci zootechnicy, którzy sprzedali kolczyki do przynajmniej 50% wszystkich obór na terenie stałym zootechnika (liczą się tylko oryginały). Za rok 2016 wynagrodzenia wzięło około 103 na 500 osób sprzedających kolczyki. Skąd taka decyzja, żeby reszcie nie płacić za wykonaną pracę? Po naszych artykułach rada nadzorca Spółki na rok 2017 obniżyła minimalny próg do 40% wszystkich obór.

Zawsze utrzymywano nas w przekonaniu, że miesięcznik „Hodowla i Chów Bydła”, który hodowcy otrzymują bezpłatnie – uzyskują dzięki dobrze funkcjonującej Spółce, tj. Polskiej Federacji Sp. z o.o., która jest jej wydawcą. Należy zwrócić uwagę, że miesięcznik „Hodowla i Chów Bydła”, który hodowcy otrzymują bezpłatnie w rzeczywistości jest kupowany przez Federację za nasze pieniądze. W 2015 roku wydano na ten cel niebagatelną kwotę 1,958 mln zł. Wobec faktu, że PFHBiPM utrzymuje się w znacznej części z pieniędzy za usługę oceny w naszych oborach, to miesięcznik zostaje zakupywany z tych właśnie (naszych) środków. Ponadto od 2010 do 2014 roku zakup „Hodowli i Chowu Bydła” był pokrywany częściowo z dotacji Funduszu Promocji Mleka, tj. z pieniędzy pochodzących od producentów mleka.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu