Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Więcej mleka – mniej wigoru

Polskie mleko Rozród krów
Data publikacji 30.12.2018r.

Z Jarosławem Wojnarowskim – inseminatorem z ponad 20-letnim stażem ze wsi Paniewo (pow. radziejowski, gm. Topólka) rozmawia Andrzej Rutkowski

Współpracuje pan tylko ze Stacją Hodowli i Unasienniania Zwierząt w Bydgoszczy czy może też z innymi firmami?

r e k l a m a

– Od początku, czyli od 21 lat współpracuję tylko ze SHiUZ-em Bydgoszcz, relacje są bardzo dobre i nie ma sensu zmieniać. Sam punkt inseminacyjny istnieje znacznie dłużej bo 50 lat, przejąłem go po teściu Bernardzie Rakowskim. Na początku pracowałem na umowę-zlecenie, a z czasem otworzyłem własną działalność gospodarczą. Teren jest dość rozległy, obejmuje takie gminy jak: Topólka, Włocławek, Brześć Kujawski, Lubraniec, Izbicę Kujawską, Bytoń i Osięciny. Nie narzekam na brak obór, lecz konkurencja wśród inseminatorów jest coraz większa i trzeba działać na coraz to rozleglejszym terenie, aby liczba współpracujących rolników utrzymała się na podobnym poziomie. Sama populacja bydła raczej się nie zmienia, chociaż gospodarstw z krowami ubywa, ale te, które zostają, utrzymują coraz więcej sztuk. Ja co prawda nie współpracuję z tymi największymi, wśród klientów przeważają gospodarstwa 20–30-krowie oraz te które mocniej zainwestowały w rozwój i produkcję mleka dochodząc do poziomu 50–80 krów.

Co do konkurencji, to coraz częściej są to sami hodowcy, którzy decydują się na ukończenie kursu inseminacyjnego i unasienniają bydło we własnym zakresie.

– Tak, jest to w wielu przypadkach korzystne, ponieważ rolnik jest na miejscu, ale żeby miało to sens, to trzeba mieć dużo bydła, około 200 sztuk, gdyż jeśli zabiegów unasienniania nie wykonuje się często, to nie ma się odpowiedniego czucia. Tu doświadczenie i ilość wykonanych zabiegów jest bardzo ważna, bo przekłada się na ich skuteczność. Równie ważna jest godzina pokrycia w stosunku do pierwszych objawów rujowych.

Jakie zmiany zaszły w trakcie 20 lat w hodowli i produkcji mleka z punktu widzenia inseminatora?

– Zmieniło się i to dużo. Gdy chodziłem na kurs inseminatorski, w 1997 roku, uczono nas, że w krajach zachodnich m.in. w Niemczech i Francji notuje się do 70% powtórek, czyli tylko 30% krów zaciela się za pierwszym razem. Ciężko było nam wtedy w to uwierzyć, gdyż u nas powtórki były na poziomie 30, góra 40%, a dziś mamy to samo co na Zachodzie. Gdy bydło masowo chodziło na pastwiskach, jadło m.in. zioła, znacznie łatwiej było wykryć ruję, która była manifestowana bardzo wyraźnie. Dziś gdy okrągły rok krowa stoi w oborze, je kiszonki zamiast zielonki i siana, to ruja jest trudna do wykrycia. Ponadto dwukrotnie zwiększyły się wydajności utrzymywanych krów, a wiadomo, że im bardziej krowa wyeksploatowana, tym słabiej i krócej manifestuje ruję. Dzisiejsze krowy dają więcej mleka, ale mają mniej wigoru.

A czy sama technika unasienniania została poddana modyfikacji?

– W zasadzie to nie. Natomiast zmienił się sposób rozmrażania nasienia. Wcześniej było ono zamrożone w kulce, którą rozmrażaliśmy w soli fizjologicznej, a następnie pobieraliśmy nasienie za pomocą specjalnej pipety, która była częścią pistoletu do wykonywania zabiegu. Ze względu na to, że wymagało to więcej czasu, część inseminatorów robiła to w domu i jechała do gospodarstw z nasieniem już rozmrożonym. Dziś wydaje się to nie do pomyślenia, gdyż standardem jest rozmrażanie nasienia na miejscu u rolnika i jak najszybsze jego zdeponowanie w macicy krowy, co nie pozostaje bez wpływu na skuteczność zabiegu. Nasienie pobrane z konteneru wożonego w samochodzie rozmrażam za pomocą specjalnego podgrzewacza, który utrzymuje stałą temperaturę 35oC. Warto zadbać, aby słomka z nasieniem po ogrzaniu była sucha, a pistolet nie był zimny, co ma znaczenie, zwłaszcza teraz w porze zimowej.

Przez te 20 lat w polskich stadach nastąpiła również zmiana rasowa utrzymywanego bydła w kierunku hf-a.

– Tak, hf nadal jest najczęściej wybieraną rasą do inseminacji, ale już nie jedyną, gdyż nie wszystkie gospodarstwa są w stanie zapewnić pasze najlepszej jakości. Problemem mogą również okazać się zbyt małe legowiska w oborach starego typu dla rosłego bydła. Obecnie w ciągu miesiąca zużywam  150 porcji nasienia rasy hf odmiany czarno-białej i 25 porcji odmiany czerwono-białej. Popularny jest też simental, którego idzie 50 porcji miesięcznie, oprócz tego 25 porcji montbeliarda, bo rolnicy chwalą krzyżówki hf-a z tym bydłem oraz rasy mięsne charolaise, limousine i angus, ale tu już tylko po 10 porcji z każdej. Niedużo, ale inseminuję też rasami rodzimymi jak polska czerwona czy też białogrzbieta. Rolnik sam wie co dla niego najlepsze, ja mogę tylko doradzić.

Czy jakiś buhaj w ostatnim czasie szczególnie przypadł do gustu okolicznym hodowcom?

– W ostatnich latach moi hodowcy najchętniej wybierali buhaja Drosty, który daje córki wydajne i co najważniejsze, polecany jest na jałówki ze względu na łatwość wycieleń. Jednak teraz w wiek rozrodczy weszły jego córki i wiadomo, że zużycie nasienia od niego automatycznie spadło. Był też czas, że dużo szło nasienia seksowanego, głównie na jałówki, dziś już mniej.

Dziękuję za rozmowę.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a