Chrońmy glebę przed zagęszczeniem

Chrońmy glebę przed zagęszczeniem

– Grunt to dobry korzeń – mówił dr inż. Tomasz Piechota z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podczas konferencji zorganizowanej przez grupę Osadkowski-Cebulski w Legnicy. – Jak roślina korzenia nie ma, to nie wykorzysta tego co znajduje się w glebie. Z drugiej strony, jeżeli korzeń jest zdrowy, ale się w glebie nie może rozwijać, to też nic z tego nie będzie. A niestety, ta druga sytuacja ma miejsce najczęściej.

W glebie zależy nam na jak największej pojemności wodnej i jak najlepszym pobraniu wody z gleby przez korzenie roślin. Pojemność wodna przede wszystkim zależy od rodzaju gleby, a w szczególności od jej składu granulometrycznego. Na piaskach wynosi od 6–8%, natomiast na glinach, lessach, zasobność gleby w wodę może przekraczać 30% i to są już spore ilości, czasami wystarczające na miesiąc bez opadów. Niestety, nie cała zgromadzona w glebie woda jest dla roślin dostępna. Woda, która znajduje się w najmniejszych przestworach jest wiązana takimi siłami, że korzenie roślin nie są w stanie jej pobrać.

W glebie potrzeba przestrzeni

Jeżeli po okresie długotrwałej suszy zaczyna padać, w pierwszej kolejności w glebie wysycają się przestwory, gdzie gromadzi się woda niedostępna, stanowiąca nawet 30 mm opadu. W glebie znajdują się mniejsze i większe przestrzenie, w których krąży powietrze i przepływa woda. W tych większych znajduje się powietrze, w tych mniejszych gromadzona jest woda. Gdy gleba jest za luźna, to nie gromadzi wody, kiedy gleba jest zbyt zbita, to nie ma w niej ruchu wody i nie ma też powietrza. Każde nadmierne ugniecenie zmniejsza pojemność wodną i zwiększa udział wody niedostępnej dla roślin.

Nadmierne zagęszczenie to również problem dla korzeni. W takich warunkach nie mogą one prawidłowo się rozwijać i nawet jeżeli woda w glebie jest, to się do niej nie dostaną. Również, gdy w glebie nie ma powietrza, to korzenie nie rosną, tylko się „duszą” . Nie ma w praktyce pola, na którym chociaż we fragmencie nie spotkamy takiej sytuacji, szczególnie ma to miejsce na uwrociach albo w miejscu, gdzie stał stóg i glebę ubiła ładowarka. W rzeczywistości kolein na polu jest bardzo dużo. My ich nie widzimy, bo w czasie uprawy zostały zagarnięte.

Jakby policzyć wszystkie przejazdy, to średnio każdy kawałek pola został ugnieciony przez opony maszyn rolniczych od 5–10 razy. Na glebie suchej nacisk opon przenosi się na 50–60 cm w głąb licząc od dna bruzdy, czyli w rzeczywistości sięga do 1 m. Pomimo tego, że im głębiej, tym ten nacisk przenoszony na glebę jest mniejszy, to nadal jest. Im gleba bardziej mokra tym naciski przenoszone są głębiej. Dlatego do uprawy gleby należy mieć trochę cierpliwości. Warto czasami wjechać w pole dzień później niż zniszczyć strukturę, na którą pracowało się przez długie lata. Na wierzchu da się glebę jakoś naprawić, ale jak ją naprawić na głębokości 60 cm i głębiej.

Głębosz tylko na ratunek

Głęboszowanie traktować należy tylko jako zabieg ratunkowy i nie przywróci on glebie normalnych warunków. Bardzo często największy problem w glebie dotyczy warstwy o grubości 0–30 cm. Problem podeszwy płużnej jest zdecydowanie przereklamowany. Bardzo często ją mamy i ona nie szkodzi. Wydaje nam się, że problem leży gdzieś głębiej, a on jest w warstwach płytszych, które są bezpośrednio ugniatane przez opony. Do 20 cm w głąb gleby występuje największe jej ugniecenie, a przecież rzepak czy buraki muszą mieć system korzeniowy sięgający nawet do 2,5 metra w głąb gleby, nie tylko po to, żeby pobrać wodę, ale przede wszystkim, aby pobrać potas.

Co zatem robić dla poprawy układu glebowego? Ograniczajmy liczbę przejazdów, ale również siłę nacisku na glebę. Najprostszym rozwiązaniem jest agregatowanie maszyn. Należy w tym miejscu wspomnieć o włóce, która powinna zniknąć z naszych pól jako samodzielne narzędzie. W zestawach uprawowych jest jak najbardziej przydatna, ma za zadanie wyrównać wierzchołki skib, po to, aby kolejne elementy robocze agregatu mogły pracować płycej. Najlepszym rozwiązaniem jest przygotowanie pola do siewu w jednym przejeździe roboczym. Dzięki temu oszczędzamy cenną wodę oraz drożejące paliwo.

Gąsienice co prawda zmniejszają siłę nacisku na glebę, ale nie zmniejszają ilości kolein. Niech ktoś nie myśli sobie, że kupił gąsienice, to może jeździć po polu ile mu się podoba. Także bardzo ważne jest agregowanie przejazdów z orką. Jeżdżenie po polu niezaoranym powoduje mniejsze ugniatanie gleby niż po zaoranym. Takie zabiegi jak rozrzucanie obornika, wapnowanie, wysiew nawozów mineralnych planujmy przed orką, wtedy lepiej się po polu jeździ i mniej się glebę ugniata, gdy wykonujemy zabiegi po starych ścieżkach.

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest stosowanie nawożenia łącznie z siewem. Idealnie, gdy po pługu używamy tylko agregatu uprawowo-siewnego. Gleba ulega degradacji, szczególnie pod wpływem erozji wodnej. Widać to na terenach pagórkowatych, gdzie po uprawie widać różnego rodzaju przebarwienia, które są skutkiem wieloletniego oddziaływania uprawy, erozji i innych sił natury. Gleba na górce jest jaśniejsza niż w dołku. Dzieje się tak dlatego, że próchnica spływa w dół razem z wodą. Próchnica to słowo klucz dla zdrowia gleby.

Próchnica dobra na wszystko

Próchnica jest dobra na wszystko i żadne środki chemiczne nie zadziałają, gdy nie zadbamy o glebę. Próchnica ma bardzo ważną właściwość – zatrzymuje wodę. W warunkach polskich próchnica zatrzymuje 20 razy więcej wody niż sama waży. Dzięki jej odpowiedniej zawartości lepiej wykształca się struktura gruzełkowata, gruzełki się lepiej kleją i są trwalsze. Jest ich więcej, a gleba łatwo się nie rozmyje. Na próchnicy żyją mikroorganizmy, które wytwarzają różnego rodzaju śluzy, które świetnie kleją glebę w gruzełki. W Polsce gleby zawierają średnio ok. 2% próchnicy, jednak możemy ten wynik poprawić. Efekty właściwego gospodarowania da się zauważyć dopiero po wielu latach dobrego gospodarowania.

– W Brodach pod Poznaniem mamy doświadczenia, w których przez 60 lat nie stosowano żadnego nawozu i takie, na których przez 60 lat stosowano obornik co roku – mówi dr inż. Tomasz Piechota. – Dzięki dużym dawkom obornika zmniejszyła się gęstość gleby, zawartość próchnicy wzrosła z 1% do 2,5%. O tyle udało się jej zwiększyć przez okres 60 lat. Dzięki temu wzrosła polowa pojemność wodna tej gleby o 4%, co oznacza, że ta gleba przy każdym opadzie będzie mogła zatrzymać o 12 litrów wody więcej. To w naszych warunkach klimatycznych bardzo duża ilość. Również wapnowanie podnosiło pojemność wodną gleby, wapno bezpośrednio wpływa na tworzenie struktury gruzełkowatej, a przede wszystkim odkwasza glebę, co jest ważne dla korzeni, bo zakwaszona gleba hamuje ich rozwój. Zakwaszenie jest jednym z głównych czynników ograniczających rozkład słomy. Na glebach kwaśnych nie rozwijają się bakterie, tylko grzyby, a grzyby bardzo powoli rozkładają słomę, co sprzyja porażeniu roślin przez choroby. Nowa szkoła wapnowania mówi, żeby wapnować mniejszymi dawkami a częściej, co dwa–trzy lata, aby właściwy odczyn był bardziej stabilny.

Wracając do próchnicy, są dwa sposoby poprawy jej zawartości w glebie. Pierwszy zakłada zwiększenie dopływu substancji organicznej do gleby, a drugi, to zmniejszenie stopnia mineralizacji próchnicy. Najlepiej połączyć oba sposoby. Możliwość podniesienia zawartości próchnicy daje np. rezygnacja z uprawy tradycyjnej na korzyść uprawy bezorkowej. Można również uprawiać międzyplony, ale to muszą być prawdziwe, dobre, duże międzyplony. Polecane do wysiewu są międzyplony wielogatunkowe, wytwarzające dużą biomasę np. z lnem oleistym.

Co również ważne, tam gdzie nie ma produkcji zwierzęcej, słoma musi zostawać na polu i musi być właściwie zagospodarowana. Zaorując zbyt głęboko 10 ton słomy na hektar możemy być pewni, że się ona nie rozłoży. Jeśli chcemy słomę pozostawić na polu, to trzeba ją drobno pociąć i dobrze wymieszać z glebą. Przy mieszaniu pamiętajmy – ząb zębowi nierówny, talerz talerzowi nierówny. Ważne jest, jak dana maszyna miesza słomę z glebą. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest brona mulczująca, która z założenia gleby nie uprawia, a rozgarnia resztki i powoduje, że niezebrane ziarno lub nasiona spadają na glebę i dociskane są przez słomę, dzięki czemu mogą skiełkować.

Aby woda nie parowała

Gdy w drugiej połowie czerwca widać w łanie kukurydzy glebę, to oznacza, że woda paruje bezproduktywnie z powierzchni pola. W ubiegłym roku kukurydza siana w rzędy 45 cm udała się lepiej na słabszych glebach, bo wcześniej zakryła glebę, mniej wody z niej wyparowało. W celu ograniczenia parowania wody z gleby, dobrym rozwiązaniem jest siew roślin uprawianych w szerokich międzyrzędziach w mulcz po międzyplonie, a najlepiej siew w mulcz z pasową uprawą gleby (strip-till). To wszystko prowadzi do ochrony gleby, jej struktury, ochrony zawartości próchnicy i wody. Najlepsze efekty ochronne gleby dają właśnie technologie ściółkowe chroniące wodę i zwiększające zawartość próchnicy (tzw. uprawa konserwująca). Jeżeli myślimy o wprowadzeniu do gospodarstwa uprawy konserwującej, to musimy zapomnieć o pługu, bo cokolwiek zrobimy na polu i zastosujemy na polu pług, to zniszczy on uzyskane wcześniej efekty. Wszystkie uproszczenia potrzebują czasu aby zadziałać, choć pierwsze efekty mogą być widoczne już po pierwszym roku.

W Stanach Zjednoczonych od dawna stosuje się wspomnianą uprawę pasową. W tej technologii uprawia się wąski pas, w którym wysiewa się nasiona, a międzyrzędzia pozostają nieuprawione. Nie ma co ukrywać, strip-till powstał z myślą o kukurydzy, w celu lepszego (szybszego) ogrzania pasa siewnego przed siewem. W rzędzie często aplikuje się dawkę startową fosforu, w międzyrzędziach gleba jest przykryta ściółką i nie jest wzruszana, woda nie paruje. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest uprawa pasowa rzepaku, który bez problemu radzi sobie w międzyrzędziach 45 cm dobrze zacieniając glebę. W gospodarstwie można uprawiać płytko pola całopowierzchniowo, a takie uproszczenia w uprawie jak technologia strip-till warto wdrażać chociażby dla jednej rośliny w płodozmianie (rzepak, kukurydza, buraki cukrowe). W tej technologii można wysiać roślinę główną nawet w rosnący międzyplon.

Istnieje wiele możliwości łączenia uproszczeń służących rozluźnieniu gleby. Wielką rolę w kształtowaniu właściwości gleby odgrywają dżdżownice, ale nie jest prawdą, że przegryzają się one przez glebę. Korzysta ona z istniejących kanalików, dba o nie, naprawia i wzmacnia swoim śluzem ich ścianki. Gdy woda przepływa przez taki kanalik, to nie niszczy go. Drugim źródłem kanalików w glebie są korzenie roślinne. Gdybyśmy mieli glebę bogatą w kanaliki, to nie musielibyśmy robić w niej nic oprócz siewu, zbioru i nawożenia, ale żeby dojść do takiego stanu gleby potrzeba wielu lat uprawy bez pługa. Te korytarze i kanaliki ważne dla dżdżownic, korzeni, podsiąku wody i dla właściwości gleby zniszczy każdorazowy wjazd pługa.

Mariusz Kowalski

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii