Zazielenianie ratuje okrojone dopłaty

Uprawa
Data publikacji 13.04.2017r.

Zazielenianie (greening) polega na wyłączeniu części gruntów z produkcji na cele ekologiczne. Adam Ilnicki uważa, że spełnianie zazieleniania w Agrofirmie Witkowo, przynosi korzyści ekonomiczne poprzez utrzymanie mocno okrojonych dopłat. Natomiast nie przynosi większych korzyści przyrodniczych.

Zazielenianie (greening) polega na wyłączeniu części gruntów z produkcji na cele ekologiczne. Adam Ilnicki, wiceprezes zarządu ds. produkcji roślinnej w Agrofirmie Witkowo przewidywał w 2015 roku przeznaczenie 433,7 ha na spełnienie wymogów zazieleniania. Plany te obejmowały 393,9 ha łubinu w uprawie głównej, co po przeliczeniu przez 0,7 daje 278,53 ha. Ponadto planował przeznaczenie łącznie pod poplony 517,25 ha, co po przeliczeniu przez 0,3 daje 155,17 ha.


Łubin i poplony

– Żeby spełnić wymogi zazieleniania, musimy mieć 430 ha fizycznych pod tymi uprawami. Spełniamy je w dwóch kategoriach. Siejemy poplony ozime i łubin. Powierzchnię łubinu już znamy i wyniesie ona w tym roku 252 ha. Wysiewamy łubin wąskolistny, którego nasiona przeznaczamy na pasze. Po przeliczeniu powierzchni przeznaczonej pod łubin uzyskamy 174,4 ha. Brakującą część uzupełnimy poplonami. Ostatnio w poplonach wysiewaliśmy gorczycę i rzepak jary – mówi Adam Ilnicki.



Adam Ilnicki, zastępca prezesa zarządu Agrofirmy

Adam Ilnicki uważa, że spełnianie zazieleniania w Agrofirmie Witkowo, przynosi korzyści ekonomiczne poprzez utrzymanie mocno okrojonych dopłat. Natomiast nie przynosi większych korzyści przyrodniczych.

Mamy tak dużą hodowlę zwierząt, że dla naszych gleb zazielenianie jest niekonieczne. Oczywiście w gospodarstwach, które mają tylko produkcję roślinną i nie mają wsadu do gleby, jest to potrzebna inwestycja. My mamy tak duże ilości obornika i gnojowicy, że korzyść przyrodnicza z zazieleniania jest niewielka – dodaje Adam Ilnicki.

Wspomnieliśmy wyżej o mocnej redukcji dopłat. W Agrofirmie w stosunku do poprzedniego rozdania zmniejszono je o około 7 mln zł. W 2015 roku wyniosły one 5455 tys. zł, z czego dopłata z tytułu spełnienia wymogów zazieleniania wyniosła ponad 3,3 mln zł.

Niesprawiedliwa redukcja dopłat

Tadeusz Żabski, wiceprezes w Agrofirmie Witkowo podkreśla, że redukcja dopłat w Agrofirmie, która jest spółdzielnią jest niesprawiedliwa i bardzo obciąża jej budżet.



Tadeusz Żabski uważa, że redukcja dopłat w Agrofirmie jest niesprawiedliwa i bardzo obciąża jej budżet

– Wcześniej otrzymywaliśmy dopłaty na poziomie 12,5 mln zł. Przy ostatnim rozdaniu w 2015 za ministra Sawickiego nastąpił podział puli na 2 części – na dopłaty bezpośrednie i te z tytułu zazieleniania. My ten program zazieleniania realizujemy i mamy z tego tytułu dopłatę. Natomiast część dopłat bezpośrednich została zredukowana. Obecnie mamy około 5,5 mln zł. Jest to duży uszczerbek na naszym budżecie, dlatego troska o koszty musi być bardzo szczególna. Nie otrzymaliśmy około 7 mln zł, chociaż się nam te pieniądze należą. Jest to dopłata do obszaru, który przecież uprawiamy. Zwracaliśmy się do poprzedniego rządu i poprzedniego prezydenta o to, aby Agrofirma nie była objęta tymi redukcjami. W naszej spółdzielni pracuje i jest członkami około 1300 osób i na każdego do obróbki przypada średnio około 8 ha. Więc czujemy się pod tym względem pokrzywdzeni i niejednokrotnie wyrażaliśmy swoje niezadowolenie – mówi Tadeusz Żabski.

Na próbę kukurydza ziarnowa

Obecnie Agrofirma Witkowo w zasiewach ozimych ma: 3146 ha pszenicy ozimej, 329 ha pszenżyta, 1030 jęczmienia ozimego, 598 ha żyta, 2115 ha rzepaku. Pod jęczmień jary przeznaczono 15 ha, pod owies 158 ha, pod łubin 252 ha, pod buraki cukrowe 679 ha, pod kukurydzę na kiszonkę 223 ha i 105 ha pod kukurydzę przeznaczoną na ziarno. Do tego dochodzi jeszcze około 90 ha traw uprawianych na gruntach ornych. Razem w Agrofirmie jest około 8740 ha wszystkich zasiewów. Kukurydza na ziarno uprawiana będzie po raz pierwszy od wielu lat.

– W tym roku chcemy przeprowadzić próbę uprawy kukurydzy z przeznaczeniem na ziarno. Jesteśmy na krańcu rejonizacji uprawy kukurydzy, ale są odmiany, które mogłyby sprawdzić się u nas. Nie ukrywam, że kilkanaście lat temu przeprowadzaliśmy już próby uprawy kukurydzy na ziarno, ale wówczas nie było takiej dostępności odmian i nie byliśmy zadowoleni z tej uprawy. Obecnie przy niskich cenach pszenicy chcemy przeprowadzić próbę na około 100 ha, żeby zobaczyć czy warto w tym kierunku iść i rozszerzać areał kukurydzy na ziarno, które kupujemy jako komponent pasz. Przetestujemy odmiany z firm Limagrain, Pioneer, KWS i jedną odmianę z Syngenty. Jeżeli na poziomie zbioru kukurydzy na kiszonkę zobaczymy, że nic z tego nie będzie, to w ciągu 3 dni zbierzemy to na kiszonkę – mówi Adam Ilnicki.

Józef Nuckowski

Partner serwisu