r e k l a m a

Partner serwisu

Agnieszce spod Zgierza obrazy rodzą się w ustach

Wieś i Rodzina Rodzina
Data publikacji 08.06.2019r.

Do czego służą usta? Do delektowania się potrawami, do całowania, do opowiedzenia bliskim, co nas dziś spotkało, i do malowania. Czasem szminką, a czasem pędzlem. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie możesz go utrzymać w dłoniach.

Obrazy rodzą się jej w ustach

r e k l a m a

Nick Vujicic, Swapna Augustine. To nazwiska znanych na całym świecie ludzi, którym nieprzewidywalna natura poskąpiła rąk. Nick jest Australijczykiem. Nie ma nóg ani rąk. Skończył studia, jeździ na odczyty, głosi kazania, motywuje do życia tych, którym doskwierają różne braki. Swapna nie ma rąk, ale ma ogromny talent. I do perfekcji doprowadziła umiejętność operowania pędzlem trzymanym między palcami stóp. Maluje, pisze na komputerze, odbiera telefony. Wydaje się wam, że tacy niezwykli ludzie żyją gdzieś daleko w świecie? Niekoniecznie. W Mąkolicach pod Strykowem mieszka i maluje ustami Agnieszka Sapińska. A jej olejny obraz z bukietem polnych kwiatów powiesiłabym nad swoim łóżkiem natychmiast.

Z Rynkowskim i Lindą

Agnieszka wita się ze mną w drzwiach lekkim ruchem ramienia. Podobnym ruchem przymyka drzwi. Siadamy w pokoju z kominkiem i ścianami obwieszonymi jej pejzażami, bukietami, abstrakcjami. Trochę boję się, że trudno będzie się nam rozmawiało. Dziecięce porażenie móz­gowe pozbawiło Agnieszkę panowania nad rękoma i mięśniami potrzebnymi do sprawnego komunikowania się. Robię więc szybki, ale skuteczny zabieg. Na chwilę wychodzę ze swoich butów i, słuchając z trudem artykułowanych sylab, próbuję poczuć się jak ona. Zabieg działa. Kiedy na chwilę spróbujemy przyjąć czyjś punkt widzenia, łatwiej go nam rozumieć. Także w sensie dosłownym.

Skąd ta „przytulona” fotka z Rynkowskim? – pytam o najważniejsze zdjęcie na kominku.

Poznanie go było moim wielkim marzeniem. Miałam kiedyś piękną wystawę w foyer Teatru Wielkiego w Łodzi. A w teatrze akurat trwał koncert Rynkowskiego. Mój znajomy z Łodzi, który pomógł mi zorganizować wystawę, wiedząc o moich marzeniach, zerwał nagle ze ściany jeden z obrazów i kazał iść ze sobą do Rysia. To były trzy kalie. Jak je zobaczył, już był nasz. Była tam znana fotografka. I zrobiła mi całą sesję z nim – mówi rozbawiona Agnieszka o wydarzeniach sprzed dwudziestu lat.

Kilka lat później robiła wystawę w rodzinnym Piątku. Powiedziała kilku znajomym, że zaprosiła też Ryszarda Rynkowskiego. Nikt jej nie wierzył. A potem zbledli, kiedy zobaczyli go w drzwiach.


Artystka podczas pracy. Po kilku godzinach takiego przechylania się między paletą a sztalugą Agnieszka dotkliwie czuje ból kręgosłupa. A od ściskania pędzla bolą ją zęby
  • Artystka podczas pracy. Po kilku godzinach takiego przechylania się między paletą a sztalugą Agnieszka dotkliwie czuje ból kręgosłupa. A od ściskania pędzla bolą ją zęby
Agnieszka ma też sentyment do Bogusława Lindy. Mówi, że swoją pierwszą pracownię wymalowała jego wizerunkami. Lata później pojechała na plener malarski do Krakowa. Mieszkali w hotelu. Ówczesny chłopak, a dziś narzeczony Agnieszki powiedział, że widział Lindę i umówił go na wspólne zdjęcie. Agnieszka mało nie połamała nóg, biegnąc na to spotkanie.

Żyła dzięki kredkom

Agnieszka jest dziś stypendystką stowarzyszenia VDMFK w Lichtensteinie. które zatrudnia osoby malujące ustami i stopami. W odruchu można by powiedzieć, że niepełnosprawne, ale czy powinno się tak mówić o kimś, kto maluje martwą naturę oraz pejzaże – i to bez użycia rąk?

Jestem tam zatrudniona. Malujemy obrazy, które potem drukuje się na kartkach pocztowych albo trafiają do kalendarzy. Ale nie ma żadnego malowania pędzelkiem przytwierdzonym do czoła czy do kciuka. Malować można tylko ustami albo stopą. Nie mogę mojego obrazu sprzedać żadnej innej firmie. Nie mogę namalować na przykład obrazu do reklamy. Ale mogę malować do prywatnej sprzedaży – opowiada Agnieszka.

Jeśli dziś jej obrazy zdobią wydawany w wydawnictwie Amun w Raciborzu kalendarz, talent musiał dawać o sobie znać wcześnie.

Od dziecka ciągnęło mnie do kredek. Miałam zwykłe, drewniane. Nie to, co teraz, sto kolorów. Spędzałam z kredkami całe godziny. Farb nie mieliśmy – wspomina dzieciństwo.


Ten las to pierwszy jej olej na płótnie. Namalowała go, kiedy była dwudziestolatką
  • Ten las to pierwszy jej olej na płótnie. Namalowała go, kiedy była dwudziestolatką
Urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym po trudnym wielogodzinnym porodzie. Ale nie od razu było widać uszkodzenia.

Doszłam do siebie i lekarz wypisał zdrowe dziecko ze szpitala. Ale kiedy mnie porównywano z rówieśnikami, wypadałam słabiej. Inne dzieci już wstawały, machały rękoma, a ja byłam „dziwna”. One trzymały głowę, mi głowa „leciała”. Od dziecka szpital za szpitalem. Czasem po pół roku. W jednym z ośrodków leczono mnie relanium. Od leków nie mogłam chodzić – mówi Agnieszka i słyszę, że przełyka łzy.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody