Agroturystyka U Jasia i Małgosi

Wieś i Rodzina
Data publikacji 27.10.2017r.

Gospodarstwo należy do państwa Jezierskich, a jego nazwa wzięła się od imion gospodarzy. Położone w województwie mazowieckim w gminie Leoncin, na skraju Puszczy Kampinoskiej, kusi swoją bliską odległością od Warszawy – zaledwie 50 km.

Gospodarstwo ma powierzchnię 5 hektarów. Na jego terenie znajdują się dwa domy. Jeden to dom gospodarzy, drugi to dom dla gości. Mieści się w nim 5 pokoi dwu- oraz trzyosobowych z łazienkami, jadalnia oraz pokój kominkowy, w którym odbywają się warsztaty.


Niektórzy goście przyjeżdżają do Wilkowa regularnie, żeby się szkolić. I tak gości u państwa Jezierskich grupa flamenco, czy stowarzyszenie terapeutów, zajmujące się pracą z dziećmi autystycznymi. Miejsce przyciąga gości w podróżach służbowych, zdarzają się tu również wieczory panieńskie oraz kawalerskie.


Dom gospodarzy z werandą. Tu odpoczywają licznie wszyscy, którzy chcą choć na chwilę uciec od zgiełku dużych miast


Kolejnym punktem oferty gospodarstwa są tzw. zielone szkoły. Atrakcją takiego pobytu jest odtwarzanie historii. Gospodarz opowiada o trzech narodach, które zamieszkiwały kiedyś tutejsze okolice.

Dzieci dzielą się na trzy rodziny – olenderską, żydowską i polską. Każdy z uczniów musi wejść w rolę jednego członka rodziny, wymyślić sobie imię, a następnie zaprezentować klasie scenkę. Odtwarzamy przeszłość, moment sprowadzenia się olendrów. Nie wiemy jak było, ale wyobrażamy sobie, że przeprowadzamy się do nowego miejsca – no to wypada się zaprezentować – mówi gospodarz.

Dzieci tworzą lalki ze słomy – odpowiedniki postaci historycznych – i przenoszą do specjalnie zbudowanych na te okazję małych domków.

Rolnik z Marszałkowskiej

Historia pana Janusza zaczyna się w mieście – pochodzi z Poznania. Liceum oraz studia kończył już w Warszawie. Pod koniec studiów wyjechał na rok w góry, w okolice Kłodzka. Po powrocie poczuł, że w mieście się już namieszkał i to wieś jest miejscem, gdzie chce żyć. Kupił działkę, postawił dom. W budowie brali udział okoliczni specjaliści i firmy. Na początku dom w Wilkowie był po prostu domem. Z czasem mieszkanie poza miastem stało się stylem życia.

Miałem możliwość pójścia na kurs, musiałem zdać egzamin, mieć papier i mogłem kupić ziemię. A teraz nie można. Poza tym, dlaczego ma być ruch tylko w jedną stronę, że ludzie migrują ze wsi do miasta? Dlaczego nie z miasta na wieś? – mówi pan Janusz.


Sala kominkowa, w której odbywają się warsztaty


Zgodnie z obecnymi przepisami nie mógłby kupić działki i prowadzić na niej agroturystyki. Wielu innych ludzi, którzy mieszkają w Wilkowie i okolicach od lat i są już zasymilowani, nie mogłoby w myśl obecnych przepisów kupić gospodarstwa. I jest to równocześnie ograniczenie w drugą stronę, czyli dla tych, którzy chcą tę ziemię sprzedać. Ograniczenia sprzedaży własnej ziemi pan Janusz określa jako antyrozwojowe.

Nie twierdzę, że tak jest w całej Polsce, ale jeśli rolnik ma 5 hektarów ziemi, sprzeda pół hektara jakiemuś warszawiakowi, wybuduje za to swoim dzieciom dom, bo inaczej nie ma z czego, bo ziemia jest jego inwestycją, to co to komu przeszkadza? Wielu właścicieli gospodarstw, zatrudnionych kiedyś w byłej już Hucie Warszawa, zostało teraz tylko z gospodarstwami. Na takich areałach nie opłaca się prowadzić żadnej gospodarki, poza tym ziemia jest tu nie najlepsza i są różne obostrzenia ze względu na bliską obecność Parku Narodowego i obszaru Natura 2000. Oni powinni mieć prawo sprzedania części swojej ziemi. Takich potencjalnych nabywców określa się mianem „rolników z Marszałkowskiej”. Tylko tacy rolnicy nikomu krzywdy nie robią. Właściciel powinien mieć prawo do sprzedaży własnej ziemi – stwierdza pan Janusz.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu