Dorota o przedwojennych manierach

Wieś i Rodzina
Data publikacji 02.04.2017r.

Dorota Macierzyńska z Klwowa – organizatorka i przywódczyni na miarę współczesności, choć z iście niedzisiejszymi manierami. Niezwykły konglomerat cech charakteru sprawia, że już sama rozmowa z nią działa kojąco i budująco.

W zeszłym tygodniu napisaliśmy o Dorocie Macierzyńskiej, ale zdawkowo. Bo tematem artykułu było akurat jej największe dzieło – stowarzyszenie „Babska Rzeczpospolita” z Klwowa. Jest chyba największym z dowodów świadczących o jej niezwykłości. Tuż po zamknięciu materiału do naszej redakcji napisała Mirosława Samson – jedna z aktywistek powiatu przysuskiego. Uznała, że twórczyni „Babskiej” musi znaleźć się w naszym plebiscycie na „Gospodynię Roku”. W mailu napisała: „Jest wspaniałą organizatorką, super babką, pomaga innym, zawsze znajduje czas dla potrzebujących. Jest założycielką i prezesem stowarzyszenia „Babska Rzeczpospolita”. Zasługuje na ten tytuł”.


Nie pozostało nam nic innego, jak przyjrzeć się bliżej postaci Doroty. W rozmowie z nami odkryła kilka nowych, równie fascynujących oblicz.

Dyscyplina z miłością

Dorota urodziła się w 1966 roku w Radomiu, ale jej dom rodzinny znajduje się w podradomskiej Jabłonnej. Tam spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. Pod okiem kochających i zapobiegliwych rodziców wcześnie uczyła się umiejętności, które później przydały się w aktywności społecznej.

Mama jest nauczycielem, byłam wychowywana w dość surowej, ale jednocześnie nieniszczącej dyscyplinie. Często słyszałam: „To wolno, tego nie wolno, bądź grzeczna, ułożona”.

Tak mi zostało. Swoim córkom też mówiłam zawsze: „Pamiętajcie! To, co osiągnęłyśmy, to nie powód, żeby nam woda sodowa uderzyła do głowy, żeby czuć się kimś lepszym. To my się zawsze mamy kłaniać, my mamy zawsze prosić. Zawsze mieć uśmiech i dziękować" – wspomina Dorota.

Te zasady były dla niej nie tyle przymusem, co oczywistością. Podobnie zresztą wychowywała swoje trzy córki. A priorytetem było dla niej ich wykształcenie. Najstarsza skończyła biotechnologię i fizykę, druga – budowę dróg i mostów, trzecia – właśnie przygotowuje się do matury i też chce próbować sił w naukach ścisłych.

Na jej osobowość spory wpływ miał też ojciec. Umarł, kiedy miała dwanaście lat. Odczuła tę śmierć wyjątkwo dotkliwie.

Tata był krawcem, pracował w domu. Był niezwykłym mężczyzną jak na tamte czasy. Zajmował się domem, gotował obiad. Kiedy z mamą wracałyśmy ze szkoły – mama uczyła w mojej szkole – czekał na nas z obiadem. Potem brakowało mi tego – opowiada.

Druga we wsi, pierwsza w gminie

Rodzice mieli samochód jako drudzy we wsi. Po śmierci taty syrenka zaległa na lata w garażu. Kiedy Dorota skończyła 16 lat, mama powiedziała: „Albo sprzedajemy, albo uczysz się jeździć”. Zrobiła prawo jazdy, była jedyną prowadzącą kobietą w gminie.

Nie mogę pojąć, że kobiety nie chcą robić prawa jazdy, albo mając, nie chcą jeździć. Nauczono mnie samodzielności, przydaje mi się to teraz, kiedy załatwiam mnóstwo spraw. Jeżdżę, uwielbiam to. Ale mąż, kiedy jedzie ze mną, woli jednak zająć miejsce kierowcy. Godzę się na to – dodaje, śmiejąc się.

Po maturze poszła do pracy w banku, potem do drugiego. W drugiej pracy poznała męża. Zafascynował ją tym, że przepuszczał ją w drzwiach, kłaniał się, ustępował wszędzie miejsca. I do tego miał piękne dłonie – przypominały jej trochę tatę, który, jak mówi, miał dłonie pianisty.  

Czasem patrzył z obawą na to, co robię. Kiedy zaczęłam kupować peruki do występów „Babskiej”, pytał „po co to” albo „ale nie będziesz u nas występować?”. Ale kiedy lokalna społeczność nas zaakceptowała, a kobiety zaangażowały się w stowarzyszenie jak w niemal drugi etat, pogodził się, a teraz wspiera – cieszy się Dorota.


Kiedy już miała dzieci, zapisała się na studia. Skończyła Akademię Finansów w Łodzi ze specjalizacją rachunkowość.

Kiedy rozmawia się z Dorotą, ma się wrażenie, że jest cały czas uśmiechnięta. Ma czysty, pogodny głos, a świetna dykcja i wolne tempo mówienia sprawiają, że kontakt z nią działa uspokajająco, wręcz terapeutycznie.

Nie potrafi leżeć plackiem na plaży i się opalać. Już po kilku minutach wstaje i spaceruje. Uwielbia jeździć na rowerze. Z córką robią kilkunastokilometrowe przejażdżki po lesie. Praca w stowarzyszeniu nauczyła ją nowych umiejętności. Ale bywa też trudną odpowiedzialnością, bo teraz wszyscy chcą tak, jak „Babska” i bacznie się im przyglądają.

Uśmiech i spokojnie, cierpliwie dążyć do celu. To pomaga mi pracować z ludźmi. Bo zarządzanie grupą to nie jest coś prostego. Ileś osób w różnym wieku, różne wykształcenia, zawody. Ludzie chcą różnych rzeczy, łatwo o kłótnie. Ale tak trzeba wszystko wytłumaczyć, żeby każdego przekonać i zdołać ludzi pociągnąć za sobą. To bardzo trudne – mówi o kompetencjach, których jej z pewnością nie brakuje.

Karolina Kasperek

Partner serwisu