Dziewczyna z kalendarza: Ojciec ma 200 ha a ona sesję w dziurawych spodniach

Wieś i Rodzina
Data publikacji 03.11.2017r.

Lidia Michalak, listopadowa dziewczyna z kalendarza, to jedna z młodszych uczestniczek konkursu. Ledwo otrzymała dowód osobisty, ale już dobrze wie, co chce robić w życiu, ma swój styl i nawet doradza starszym od siebie.

Na rozmowę w rodzinnych Płowkach umawiamy się z Lidką na popołudnie – do 14.00 pochłaniają ją obowiązki szkolne – Lidka chodzi do III klasy liceum ogólnokształcącego w Przemystce pod Radziejowem. O szkole i planach za chwilę. Najpierw o tym, jak to się stało, że Lidka znalazła się w kalendarzu.

Miała być inna sesja


Latem zeszłego roku w moje ręce trafił „Tygodnik” – prenumerujemy go. Przeczytałam o konkursie, pośmiałam się nawet i zupełnie nie wzięłam tego poważnie. Były wakacje i chwilę później pojechałam na wakacje do kuzynki, która mieszka pod Inowrocławiem. Daria jest fotografką amatorką, planowałyśmy zrobić kilka zdjęć, taką minisesję, zupełnie bez związku z kalendarzem. Ubrała mnie w białą sukienkę, wręczyła kwiaty. Ale moją uwagę przykuł stary ursus wujka. Wymsknęło mi się coś o konkursie, a Daria natychmiast ruszyła do ciągnika. Zaaranżowała otoczenie, to było jedno z pierwszych ujęć. Spojrzała okiem znawcy i zawołała: „To wysyłamy” – opowiada Lidka.


Nie byłoby tego zdjęcia, gdyby nie niezwykłe umiejętności kuzynki Darii, która towarzyszyła też Lidce na sesji w Lublinie


Potem sprawy nabrały naturalnego biegu. Lidka czekała, aż zdjęcie pojawi się w gazecie, potem umieściła je na facebooku i zrobiła z kuzynką prawdziwą kampanię mającą na celu zbieranie lajków. Chciała nawet każdemu znajomemu dać kalendarz. I bez tego udało się. Kiedy przyszło jechać na sesję do Lublina, nie wyobrażała sobie, żeby nie było tam Darii, która pojechała jako osoba towarzysząca – Lidce i jej rodzicom, którzy od początku kibicowali temu pomysłowi.

Przyjęłam to z radością, że to jakieś nowe doświadczenie. A tata, czyli mąż, wyjątkowo ją wspierał – wspomina mama Lidki.

Tata, który od lat jest czytelnikiem „Tygodnika Poradnika Rolniczego”, potrzebował w fabryce Ursusa raptem minut, żeby zintegrować się z ekipą realizującą sesję. Był w siódmym niebie, zwiedzając fabrykę. Doczekał się nawet prywatnej sesji zdjęciowej na ciągniku. Zdjęcia robiła oczywiście kuzynka. A sama sesja? Lidka wspomina ją jako jedno z najciekawszych doświadczeń. Choć niekoniecznie łatwe.

Pierwsze koty za płoty

Byłam zachwycona, nigdy nie miałam profesjonalnej sesji. Zabawne było to, że fotografowano mnie o 12... w nocy! Najpierw miałam być na 12 w południe. Byłam, ale zdjęcia się przeciągały i zaproszono mnie na 16.00, a potem – po 20.00. Dopiero wtedy wybieraliśmy strój. Było niełatwo, bo pierwsza stylizacja okazała się nietrafiona – wspomina Lidka.

Lidce zaproponowano skórzaną czerwoną kurtkę i czarną krótką spódniczkę. Do tego wysokie buty. Mama natychmiast oceniła stylizację jako zbyt wyzywającą, ale Lidka też nie czuła się w niej najlepiej. Od czego jednak są styliści? Bez problemu znaleziono alternatywę.


Lidia Michalak lubi nienachalną sportową elegancję. Ale czasem pozwala sobie na żywe kolory



Bardzo nie lubię krótkich spódnic. Zauważyli moją kwaśną minę i zaproponowali koszulę, dżinsy z dziurami i markowe, piękne sandały na obcasie. To był strzał w dziesiątkę, bo to właśnie jest mój styl, zwłaszcza z haftowaną koszulą. I uwielbiam obcasy! Chodzę w nich, dużo ich mam i z niemal każdych zakupów wracam z butami. Mama truchleje na tę ilość – żartuje Lidka.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu