Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Jak kiedyś na wsi świętowano Zielone Świątki?

Wieś i Rodzina Tradycja
Data publikacji 30.06.2019r.

Gasili pożar w pruskim stylu. Wołom przystroili łby wiankami, strzygli owce i wytańczyli w ludowych strojach zielonoświątkową radość. A gdzie? A w Szreniawie podczas kolejnego zielonoświątkowego festynu.

Obrzędy schyłku wiosny

r e k l a m a

Zanim chrześcijaństwo przyniosło ze sobą Pięćdziesiątnicę, czyli Zielone Świątki, Słowianie, ale i wiele innych kultur, obchodzili tzw. święto majowe lub czerwcowe. Związane było, jak wszystkie święta pogańskie, z rytmem przyrody. Schyłek wiosny był czasem, kiedy celebrowano płodność oraz siłę drzew i zielonych gałęzi, ale też pamięć o zmarłych przodkach.

Załóż wołu wianek

Zielone gałęzie jako element dekoracyjny na czas Zielonych Świątków jest wciąż obecny w wielu regionach w Polsce. Takie gałązki, które wraz z tatarakiem i kwiatami zdobiły domostwa, ale i łby bydła, miały odpędzać demony i chronić przed urokiem. Z gałązek szczególnie ważne były te wierzbowe. Wierzono bowiem, że są siedliskiem dusz zmarłych przodków. A Zielone Świątki to także czas oczyszczających rytuałów nad zmarłymi.

Nie mogło się więc obejść bez kwiatów i zielonych pnączy podczas Festynu Zielonoświątkowego w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie pod Poznaniem. W minioną niedzielę umajone muzeum gościło setki odwiedzających spragnionych ludowej wersji tego chrześcijańskiego święta.

Gości witały kramy z koronkową robotą i rzeźbami w drewnie. Na drzewach zaś pomiędzy nimi zawisły tablice, z których wyczytać można było na przykład, że w Zielone Świątki górale żywieccy na pastwiskach urządzali „bale przy krowach” i smażyli tam pospołu jajecznicę. Albo że na Śląsku urządzano tego dnia konne procesje, w trakcie których święcono pola.


Ale nade wszystko ważne było, by otoczenie było umajone, czyli przystrojone kwiatami i gałązkami. Dlatego jednym z gwoździ programu podczas festynu były warsztaty z plecenia wianków. Przy stoisku już wcześniej damy ustawiły się w kolejce po wianek.

Jesteśmy z Garb pod Swarzędzem. Przyjeżdżamy tu już czwarty rok – muzeum nas wynajmuje. Mam doświadczenie florystyczne. Mama i babcia miały duży, kolorowy ogród. Zawsze było w nim dużo kwiatów. Mamy we wsi koło gospodyń z dwudziestoma sześcioma młodymi dziewczynami – opowiadała Agnieszka Fabiś, plotąc przypominające trochę laur gałązki ruskusu, a potem przyklejając do nich odcięte główki wielokolorowych chryzantem.


Upał nie odebrał dziewczynom z „Wielkopolan” ochoty ani na uśmiech, ani na komentowanie występów innych zespołów
  • Upał nie odebrał dziewczynom z „Wielkopolan” ochoty ani na uśmiech, ani na komentowanie występów innych zespołów

Gaszenie, strzyżenie

Kilka minut później ruszyły warsztaty z plecenia. Plotły młode dziewczyny, ich mamy i babcie. Żeby wianek był trwalszy, używano drucika, ale prowadząca zaznaczyła, że kiedy apetyt na wianek zastanie nas na łące, bazą musi być dłuższe źdźbło trawy. Tłumaczyć taką oczywistość? Owszem, bo, jak się okazało, młodzież plotła po raz pierwszy w życiu.

Tuż obok, przy wtórze owczego dzwonka, pracowniczki muzeum mieszały w kotle mleko, czekając, aż zetnie je podpuszczka. W końcu pomogło beczenie zmęczonej nieco upałem owcy, która wraz ze swoim barankiem stanowiła jedną z większych atrakcji. Głodnych nieco mocniejszych „owczych” wrażeń zapraszano do owczarni na tyłach muzeum. Tam można było obejrzeć pokazowe strzyżenie owcy. Ledwo zwiedzający zdążyli zaspokoić tę ciekawość, a już spod pałacu ruszał kwietny orszak prowadzony przez parę przystrojonych kwiatami wołów.

Przemarsz umajonych wołów był jedną z głównych atrakcji Festynu Zielonoświątkowego w Szreniawie. Jedno ze zwierząt ważyło ponad tonę
  • Przemarsz umajonych wołów był jedną z głównych atrakcji Festynu Zielonoświątkowego w Szreniawie. Jedno ze zwierząt ważyło ponad tonę
Furmanką powoziła nie mniej strojna para, a za nimi konny zaprzęg prowadził na główny plac starą, pamiętającą jeszcze zabór pruski, sikawkę strażacką, której towarzyszył zastęp przebranych zgodnie z epoką druhów. Tworzą go członkowie grupy rekonstrukcyjnej „Strażacka sikawka konna” z Żabna pod Śremem.

Chodzili w takich właśnie mundurach i hełmach wzorowanych na pruskie. Również do pożaru – wyjaśniał Grzegorz Niwiński, szprycmajster.

Kiedy opowiadał o historii ich grupy i renowacji starego sprzętu, zebranych co chwilę dosięgała fontanna wody pompowana przez druhów z pomocą najmłodszych uczestników festynu.


Sikawka konna z Żabna mimo sędziwego wieku działa bez zarzutu
  • Sikawka konna z Żabna mimo sędziwego wieku działa bez zarzutu
Wszystko to działo się na tle ludowych melodii, granych i śpiewanych przez Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Kórnickiej „Władysie”, Dziecięcy Zespół Folklorystyczny „Cepelia” i Zespół Folklorystyczny „Wielkopolanie”, który urozmaicił występ scenką rodzajową z udziałem zielonoświątkowych przebierańców.

Karolina Kasperek

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a