Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Ludzi trzeba słuchać. To ich prawo - rozmowa z sołtyską Małgorzatą Łowigus

Wieś i Rodzina Rodzina
Data publikacji 07.10.2018r.

Od lat bohaterami naszych reportaży są sołtysi i sołtyski. Niedawno trafiliśmy do Gaju Małego, w którym od raptem kilku miesięcy „rządzi” Małgorzata Łowigus. Zainteresowała nas niezwykłym podejściem do zarządzania. I urzekła energią i mądrością, które czerpie także z życiowych niepowodzeń.

Jestem przecież taką świeżą sołtyską! Dopiero od stycznia! – powiedziała Małgorzata, kiedy powiedziałam, że chciałabym zrobić o niej reportaż. Szybko okazało się, że ma tyle do powiedzenia, a wsi – do zaproponowania, że trzeba porozmawiać. Tym bardziej, że jej podejście do zarządzania wydało się nam z jednej strony nietuzinkowe, a z drugiej – bardzo nowoczesne. Poza tym szybko okazało się, że jej praca jako sołtyski to nie tylko blaski, ale i cienie.

r e k l a m a



O problemach sołtysów pisze się za rzadko. Może gdyby ludzie spróbowali spojrzeć z takiej perspektywy, jeszcze łatwiej układałaby się nam, sołtysom, z nimi współpraca – dodała.

Po co ci prawo jazdy?!

Skrót z – pełnego także trudnych momentów – życia Małgorzaty. Urodziła się w Gaju Małym pod Szamotułami. Wcześnie się zakochała i przed dwudziestką wyprowadziła się za mężem do pobliskich Gąsaw. Urodziła troje dzieci. Pięć lat temu mąż, jak mówi, „rozpuścił się w oparach perfum innej kobiety”.

Małgorzata długo zwlekała z decyzjami, ale po ponad roku życia w samotności i bez wieści od męża, została rozwódką. Ale nieszczęścia lubią chodzić parami. Od kilku lat borykała się z guzem. Lekarze postanowili go usunąć. Guz usunięto, ale przy okazji pojawiły się potworne komplikacje. Ledwo uszła z życiem, przez kilka miesięcy chodziła ze stomią. Po drodze przeszła dwie kolejne operacje.

Ten czas dał mi wiele do myślenia. Że trzeba iść do przodu, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nie mówię oczywiście o sprawach typu lot w kosmos czy przeżyć własną śmierć. Mówię o takich, które są na wyciągnięcie ręki. I które robią inni. Długie lata sądziłam, że niewiele potrafię, że jestem do niczego i nadaję się tylko do pielenia ogródka. Kiedy mówiłam mężowi, że zrobię prawo jazdy, słyszałam: „No, tak, na taczkę z plandeką”. Ale w końcu je zrobiłam – wspomina.

A jakby tak się polubili

Jeszcze przed operacjami wróciła do rodziców, do Gaju. Zrobiła coś jeszcze – nauczyła się angielskiego,  zdała maturę i zapisała się na studia pedagogiczne. A w międzyczasie uczestniczyła w wiejskich zebraniach, przysłuchując się temu, jak reagują ludzie. A że jej poświęcone ludzkiej duszy i psychice studia pozwalały widzieć sprawy głębiej, podczas spotkań snuła refleksje.

Pod koniec 2017 roku wieś spierała się w dwóch, a nawet trzech obozach. Jedni chcieli fundusz sołecki przeznaczyć na chodnik, inni na świetlicę i telewizor, bo akurat zbliżały się mistrzostwa świata w piłce nożnej.

Siedząc z tyłu sali i przysłuchując się, myślałam: „To jest chyba niemożliwe, żeby tych ludzi pogodzić. I aż niemożliwe, żeby  w tym ich zacietrzewieniu zrobić z nich baranki i żeby zrozumieli wszystkie swoje błędy...”. Tak myślałam. To była woda na mój młyn. „Jak to niemożliwe? A jakby zrobić tak, że oni wszyscy się polubią i dojdą do kompromisu? Po co się kłócić? Przecież życie jest takie krótkie! – wspomina Małgorzata.



  • Małgorzata Łowigus uważa, że dobra kawa i porcelana potrafią zdziałać cuda. A największe – słuchanie rozmówcy

W połowie stycznia 2018 roku ówczesny sołtys nagle zrezygnował w środku kadencji. Koleżanki zgłosiły pracującą wtedy na stanowisku administracyjnym w przedszkolu Małgorzatę. Kontrkandydata nie było, nie było chętnych. A Małgorzaty część nie znała. Pytali potem: „kto to, kto to?”. „No ta od Szymczaka, ta od Włodka” wyjaśniali inni. Małgorzata mówi, że ludzie mieli już dosyć sporów, byli zmęczeni, chcieli zamknąć sprawę chodnika. Rozmowy w sklepie czy klubie niewiele przynosiły. A Małgorzata wciąż nie czuła swojej roli.

Złapałam się za głowę i pomyślałam „co ja robię?”. Ale skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Głowa zaczęła mi się napełniać pomysłami. Co zrobić, żeby ludzie odnosili korzyść z mieszkania w tej wsi, żeby czuli się z niej dumni? Do tego trzeba wiedzieć, czego oczekują. A żeby to z kolei wiedzieć, trzeba z nimi rozmawiać – wspomina.

Po co ten dystans?

Zaczęła od poboru podatków. Musiała zapukać do każdego domu, przedstawić się, powiedzieć skąd się wzięła. Już ten krótki obchód przyniósł sporą wiedzę. Nie tylko o tym, że – mimo przebudowy – oczyszczalnia ścieków wciąż śmierdzi – dzieciom w szkole i dorosłym przy pracy. Że wciąż nie jest utwardzona droga gminna. Że nikt nie sterylizuje bezdomnych psów i kotów. Także tę, że ludzie nie czują się wysłuchani, zaopiekowani, że mają wrażenie braku wpływu na rzeczywistość. Kiedy przez dwa dni siedziała za biurkiem i odbierała podatek, przede wszystkim słuchała. Zorganizowała spotkanie, na którym podziękowała ludziom za zaufanie, a potem – zrobiła niespodziankę.

Impreza integracyjna. Tego nigdy we wsi nie było. 21 lipca przy świetlicy zorganizowałam Dzień Obywatela Gaju. Chciałam po prostu, żeby ludzie wypili ze sobą piwo i pobawili się przy dobrej muzyce. Wyszło świetnie. Przyszli ludzie ze wszystkich stron Gaju, ludzie, którzy jeszcze chwilę temu byli przeciwko sobie podczas spotkania wiejskiego. Wie pani, to jest tak. Jeśli jeszcze przed chwilą piło się z kimś kawę i tańczyło z jego żoną, to już jakoś nie wypada sobie bezmyślnie skoczyć do gardeł podczas narady. I to się udało! Na kolejnym spotkaniu ustalaliśmy budżet. I wszyscy spokojnie argumentowali! – cieszy się.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a