r e k l a m a

Partner serwisu

Można wybaczyć, zapomnieć nie wolno

Wieś i Rodzina Tradycja
Data publikacji 25.12.2017r.

Krystyna Zygmunt urodziła się 9 lipca 1943 r. w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Jej rodzice trafili tam wypędzeni z rodzinnego domu w Dereźni na Zamojszczyźnie. W grudniu tego roku mija 75. rocznica rozpoczęcia przez Bataliony Chłopskie walk w obronie pacyfikowanej zamojskiej wsi.

Pani Krystyna mieszka w Biłgoraju. Należy do Stowarzyszenia Dzieci Zamojszczyzny Ziemi Biłgorajskiej.

r e k l a m a



Znam wojenną historię naszej rodziny z opowieści mamy, taty i brata. Rodzice byli rolnikami, mieszkali w Dereźni pod Biłgorajem. 3 lipca 1943 roku Niemcy najpierw wywieźli wszystkich mieszkańców naszej i innych wsi do Biłgoraja. Tam była pierwsza selekcja. Po niej moi rodzice i rodzeństwo musieli iść piechotą aż pod Lublin, do obozu koncentracyjnego – wspomina Krystyna Zygmunt.

Jej mama była w zaawansowanej ciąży. Najpierw została z tyłu kolumny, licząc na samochód, który miał zabrać część więźniów. Gdy okazało się, że to nieprawda, zrobiła wszystko, żeby w drodze dogonić męża i dzieci. Udało się.

Kołyska pod pryczą

Rodzina była więziona w obozie koncentracyjnym trzy miesiące. W takich koszmarnych warunkach przyszła na świat Krystyna. – Mama urodziła mnie w baraku, gdzie spaliśmy. Nie poszła do pomieszczenia dla ciężarnych, rodzice wiedzieli, że rodzące się tam niemowlęta trafiają do krematoryjnego pieca. Już pół godziny po porodzie musiała wyjść na apel.

Mama pani Krystyny, Karolina, nie przyznała się, że urodziła dziecko. Ukrywała córeczkę podczas apeli pod pryczą, tak, żeby nie znaleźli jej strażnicy. A brat Jan zasłaniał noworodkowi usta, żeby nie usłyszeli płaczu.

Mama opowiadała, że najgorsze było przewijanie. Nie było pieluch, musiała radzić sobie, używając na zmianę dwóch chustek na głowę – mówi pani Krystyna.

Po trzech miesiącach rodzina Zygmuntów została wywieziona do Niemiec do niewolniczej pracy. 3-letnia Aniela, siostra pani Krystyny, nie przeżyła drogi na roboty do nazistowskich Niemiec. Udusiła się w ścisku, jaki panował w bydlęcym wagonie.

Na miejscu nie było źle. Ojciec, Franciszek, pracował w tartaku, mama – w oborze. Niemieccy gospodarze zadbali, aby mnie ochrzcić. Matką chrzestną była Niemka, u której rodzice pracowali, ojcem chrzestnym miejscowy ksiądz. Niemieccy gospodarze dbali, żebyśmy nie byli głodni. Przez dwa lata, które tam spędziliśmy, zajmował się mną brat. Zmarł w zeszłym roku. Po wyzwoleniu w 1945 roku przez amerykańskie wojska wróciliśmy do domu. Niemiecka gospodyni kupiła nam wózek, żeby łatwiej nam było wrócić. Niedożywienie, ciężkie warunki odbiły się na zdrowiu małej Krystyny, która przez kilka lat po powrocie do Polski chorowała.



  • Henryk Skubisz, Krystyna Zygmunt, Czesław Kmieć i Stanisław Kurowski

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a