Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Musimy obudzić Kamila!

Wieś i Rodzina Rodzina
Data publikacji 23.12.2017r.

Jeszcze przed chwilą – roześmiany, rozmowny, ciągle w ruchu. Dziś, od 15 miesięcy, na jego twarzy goszczą na zmianę najwyżej trzy grymasy. Uczył się, bawił, rozwoził innych do domów. Dziś może być tylko wożony – karetką, samochodem, na wózku.

Na facebookowym profilu „Budzimy Kamila” spogląda z wykadrowanej fotografii przystojny młody mężczyzna z lekko rudawym, modnym ostatnio, zarostem. Zmarszczone w najszczerszym uśmiechu piwne oczy z opadającymi kącikami sprawiają, że nie można mu nie ufać. Obok, na stronie głównej profilu, bardzo krótkometrażowy film dokumentalny. Gra w nim Kamil, jego siostra Kasia, i gwizdek.

r e k l a m a



Mocno! Mocniej dmuchnij! Jeszcze trochę, no! Masz gwizdek w buzi. Dawaj, jeszcze raz! Żeby taki dźwięk był – namawia brata Kasia, przytrzymując mu w ustach zielony gwizdek, z którego co chwilę z trudem tłoczone powietrze wydobywa lekki świst.  Z boku mama w roli suflerki: – Z całej siły, synek! 

Z płomieni w sen

Tym budzącym absolutne zaufanie spojrzeniem Kamil Wypychowski ostatni raz obdarzył świat ostatniego dnia lipca zeszłego roku. Mieszkał wtedy w Poznaniu, do którego przeniósł się z rodzinnych Osin pod Słupcą, by studiować logistykę na Politechnice Poznańskiej. Studia jednak przerwał i zaczął pracę. W czerwcu Kasia obroniła tytuł licencjata dietetyki na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej  w Koninie i chwilę potem wprowadziła się do Kamila. Pomieszkali razem miesiąc.

Nie wiemy, jak to się stało, czy tir zajechał mu drogę, czy przysnął. W sobotę spotkali się ze znajomymi. Nad ranem rozwiózł wszystkich po domach  w okolicy i wracał do Poznania. Nie dojechał. To stało się na wysokości Środy Wielkopolskiej. Kierowca TIRa był trzeźwy, Kamil też – syn był zawsze bardzo odpowiedzialny – opowiada Anna, mama Kamila.

Kamil jechał swoim ulubionym audi A8. Duże, bezpieczne auto, stary, ale wciąż trzymający klasę i dobrze wyposażony model. W sekundę pogiął się jak papier. Świadkowie wypadku, którzy ruszyli na pomoc, wyciągnęli Kamila z wraku w ostatniej chwili – moment później zaczęły strzelać opony i samochód stanął w płomieniach.



  • To pobocze autostrady A2 na wysokości Środy Wielkopolskiej chwilę po wypadku. Kamila w ostatniej chwili wyciągnięto ze zmiażdżonego samochodu
Wszystko rozegrało się o 7.00 nad ranem. Do Anny w południe zapukała policja. Znaleźli rodzinę po numerze rejestracyjnym, bo dokumenty spłonęły. Powiedzieli tylko, że Kamil jest poparzony. Anna pojechała do Poznania do szpitala na ul. Szwajcarskiej szukać dziecka owiniętego w bandarze. W recepcji powiedziano jej, że nikogo z poparzeniami nie przywieziono, ale z oddziału ratunkowego właśnie przewieziono młodego chłopaka z wypadku.

Weszliśmy na oddział intensywnej terapii medycznej. To był Kamil. Już pod respiratorem. Nie miał ani centymetra poparzonego ciała, pewnie pomylili się w meldunkach, sugerując się płonącym wrakiem. Wyglądał jak zdrowy człowiek, który śpi. Żadnych widocznych urazów, dowiedzieliśmy się tylko, że kiedy go wyciągnięto, krew leciała z ust, nosa i ucha – opowiada Anna.

Wyścig z czasem

Nie pamięta, co wtedy czuła, uczucia zahibernowała na dłuższy czas. Wiedziała, tylko, że teraz czas  i jego organizacja będą odgrywały główną rolę. W szpitalu kazali przygotowywać się na najgorsze. Kamil doznał bowiem potężnego urazu czaszkowo-mózgowego. Czaszka pokruszyła się na małe kawałki. Zapadł w śpiączkę, ale uraz groził przez pierwsze dni śmiertelnymi komplikacjami. Anna kursowała codziennie z Osin, negocjując co dnia swój plan z pracodawcą. Kasia została w Poznaniu, żeby być na każdy telefon – miały się przecież spodziewać wszystkiego. 



  • Wydaje się, że Kamil na nas patrzy. Ale nikt nie wie, czy nas widzi, a raczej czy wie, że nas widzi.  Anna i Kasia czekają na cud. Ale by miał szansę się wydarzyć, potrzeba naszej pomocy


Rano szłam do pracy w restauracji, o 11. na godzinę do Kamila, potem zmieniała mnie mama, a ja z powrotem do pracy. I tak trzy tygodnie. I dziesiątki telefonów do mnie, bo wszyscy chcieli oszczędzić mamę. „Jak jest? Lepiej?” Co miałam odpowiadać? Że lepiej, kiedy nie było i nie wiadomo czy będzie? Rano papieros, kawa,  papieros. W pracy wmuszano we mnie jedzenie. Któryś ze znajomych powiedział do mnie kiedyś: „Co ty wiesz o życiu?” Odpowiedziałam: Wejdź choć na chwilę w moje buty  – nie powstrzymuje łez Katarzyna.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 3 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a