Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

OSP Miejsce Piastowe: Halabardnicy padają jak rażeni piorunem

Wieś i Rodzina OSP
Data publikacji 31.03.2018r.

W Polsce jest wiele ciekawych miejsc, gdzie kultywowane są stare tradycje wielkanocne. W ub.r. pisaliśmy o OSP w Koprzywnicy i bziukaniu, teraz poznajmy z bliska strażaków z Miejsca Piastowego, którzy zgodzili się opowiedzieć o sobie, a także przybliżyć nam genezę swoich zwyczajów. Dzięki takim właśnie poczynaniom, poznajemy rzeczy dziwne i nieprawdopodobne, o których wielokrotnie świat nie słyszał.

Liczne ślady bytności człowieka na tych terenach dowodzą, że już w czasach paleolitu i neolitu ludność tu zamieszkiwała. Natomiast pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z XIV w., gdy król Kazimierz Wielki nadał jej Mestce, czyli akt lokacyjny. Za czasów Jagiellonów nazwa się zmieniła na Meszcze a od rozbiorów na Miejsce. Natomiast przymiotnik Piastowe, Miejsce otrzymało w 1897 r. prawdopodobnie dlatego, że proboszcz ks. Bronisław Markiewicz założył tu zakład wychowawczy i szkołę dla sierot. Piastowe jako synonim opieki i wychowania, a także nawiązujące do rodu Piastów.

r e k l a m a






Było ciężko, ale przetrwali

W XIX wieku wieś, jak i całe Podkarpacie, nawiedzały epidemie, powodzie i gradobicia prowadzące do utraty dobytku przez mieszkańców a apogeum nieszczęść nastąpiło w 1892 r., gdy wybuchł ogromny pożar zmieniający wiele gospodarstw w perzynę i zgliszcza. Włodarz wsi, którym wówczas był Leopold Turek wspólnie z proboszczem ks. Markiewiczem u władz austriackich załatwił pomoc finansową dla poszkodowanych. Natomiast na wniosek Jana Węgrzyna powołano do życia pierwszą straż ogniową, do której należało pięciu wyszkolonych wojskowo ochotników. Na jej czele stanął Kosma Rajs. W 1911 r. straż ogniowa została przekształcona w OSP. W nowej strukturze pierwszym prezesem został Józef Trześniowski, natomiast funkcję naczelnika powierzono Władysławowi Janikowi. Początki były trudne, sprzęt to jedynie dwukołowa pompa sikawkowa, którą przechowywano w prowizorycznej szopie dobudowanej do tzw. organistówki. W latach 30. funkcję prezesa objął dziedzic Miejsca Piastowego – Tytus Andrzej Trzecieski. To za jego czasów nastąpił rychły rozwój jednostki: wybudowano basen na wodę oraz remizę strażacką ze świetlicą, w której znalazły się motywy ludowe, dzieła artysty malarza Jana Węgrzyna. Lata powojenne przyniosły szybki i ożywiony rozkwit. Strażacy do dyspozycji mieli od 1958 r. samochód Blitz, którym wyjeżdżano do akcji, a służył im do 1966 r. W 1975 r. druhowie wraz z całym dobytkiem przenieśli się do rozbudowanej, przestronnej remizy. Wysokie wyszkolenie, sprawność i mobilność zostały zauważone a ukoronowaniem ich prężnej działalności na rzecz społeczeństwa było wpisanie jednostki do KSRG w 1995 r .Ich 125-letnia droga to nie tylko pasmo sukcesów. Były chwile, gdy opadały ręce z bezsilności, ale czy ktoś powiedział, że będzie lekko.



  • Orkiestra Dęta w Miejscu Piastowym podczas obchodów jubileuszowych w 2017 r.

Zapału im nie brakuje

Tak, w ub.r. obchodzili jubileusz 125-lecia istnienia. Było to ogromne wydarzenie zważywszy, że także orkiestra dęta działająca pod ich auspicjami obchodziła 120-lecie. Były gratulacje, medale i słowa uznania, na które solidnie zasłużyli. Nie ma tych lepszych i tych gorszych, wszyscy stoją na straży spokoju i pilnują bezpieczeństwa mieszkańców wsi, jak i okolicznych miejscowości. –Jest nas 65 członków, w tym 30 wyszkolonych mogących brać udział w akcjach – opowiada kronikarz Mateusz Klara. – A tych nie brakuje. Pożary to nie jedyne zagrożenie, które czyha. Również wichury, powodzie czy kolizje drogowe, z tym też przychodzi się nam zmierzyć. Czasem zdarzają się również akcje poszukiwawcze. Cóż, takie jest życie i taki jest los strażaka. My wstępując w szeregi zdawaliśmy sobie sprawę, przed czym stajemy i z czym to się wiąże. Jesteśmy dumni, gdy możemy wyciągnąć pomocną dłoń, gdy nasze wysiłki nie idą na marne, a także gdy społeczeństwo docenia nasze starania.

Dzięki finansowemu wsparciu władz gminnych, sponsorów, a także W FOŚ w 2012 r. otrzymali nowy samochód ratowniczo-gaśniczy Mercedes Atego, który wspomaga lekki samochód marki Lublin II. Niesienie pomocy, to nie jedyna ich powinność. Uczestniczą w życiu lokalnej społeczności, uroczystościach środowiskowych, państwowych, a także kościelnych. Organizują dni otwarte, dni strażaka, dzień dziecka, spotkania z dziećmi i młodzieżą. Nie stronią od uczestnictwa w rywalizacjach sportowo-szkoleniowych na szczeblu gminnym, powiatowym czy wojewódzkim z sukcesem. Warto wspomnieć, że angażują się w wiele akcji charytatywnych, swoją pieczą otaczają pogorzelców, ludzi biednych, chorych, samotnych organizując zbiórki datków, jak i żywności czy odzieży. Tak jak wielu, borykają się z problemami finansowymi, ale pozyskują środki zarówno od darczyńców, sponsorów, jak również dzięki sprzedaży kalendarzy strażackich i wielu prac społecznych.

Tradycyjnie podczas Rezurekcji

Nie potrafią określić kiedy narodził się zwyczaj padania przy Grobie Chrystusa podczas mszy rezurekcyjnej. Niektórzy twierdzą, że zwyczaj ten ma początek w kilka lat po II wojnie światowej. Trochę się w tym obrządku zmieniło, ale to co najważniejsze pozostało. - Kiedyś uważano, że dotknięcie którymś z przedmiotów, czyli hełmu, toporka czy halabardy przynosiło szczęście na cały rok – opowiada pan Mateusz. – Z uwagi na bezpieczeństwo, ta tradycja uległa zmianie.



  • Upadek druhów podczas wieczornej mszy rezurekcyjnej

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a