r e k l a m a

Partner serwisu

Pan od staników ratuje z bezdomności

Wieś i Rodzina Życie wsi
Data publikacji 10.06.2018r.

Sołtys, charyzmatyczny prezes stowarzyszenia, suchy alkoholik, ratownik zbłąkanych dusz i zwierząt. W Posadówku znalazł przystań, do której zagnały go życiowe wichry. Teraz prowadzi w nim dom dla bezdomnych i schronisko dla psów. Miejsce, w którym ludzie są sobie wierni jak psy, a psy traktowane są po ludzku.

Znacie Annę Dymną? A Ewę Błaszczyk z jej fundacją „A kogo?”? Pewnie o uszy obiło się wam nazwisko księdza Stryczka od Szlachetnej Paczki, nie wspominając już o Jurku Owsiaku. Jest jeszcze siostra Małgorzata Chmielewska. Myślicie o nich pewnie „wielcy,  robiący niezwykłe rzeczy, wyjątkowi”. Ale Jurków Owsiaków i sióstr Chmielewskich jest dużo więcej. I mamy dobre wieści. Są jednymi z nas i żyją dosłownie obok. Mają, jak my, czasem skomplikowane życiorysy, borykają się z biedą, brakiem pracy, uzależnieniem albo rzucającymi kłody pod nogi instytucjami. I znajdują siłę, by ratować innych. Czasem ci inni to nie tylko ludzie, ale i psy. Jednych i drugich do wspólnego wychodzenia na prostą zaprasza Hieronim Włodarczyk.

r e k l a m a



Bielizna, potem alkohol

Ale skąd w ogóle Hieronim wziął się w Posadówku? Jego ścieżkę kariery niewielu chciałoby powtórzyć – wiła się często i prowadziła głównie pod górę. Zaczęła się w Radomiu.

Tam się urodziłem. Mama marzyła, żebym został pianistą. Ale mi bardziej odpowiadało pomaganie w miejskim schronisku dla psów. Mamie mówiłem, że chodzę na kółko matematyczne. Potem zdobyłem zawód fryzjera. Popracowałem sześć lat. A potem biznesy. Muszę mieć bezpośredni kontakt z ludźmi. Prowadziłem stoisko ze stanikami – mówi najzupełniej poważnie Hirek i bezbłędnie przewiduje, jakich rozmiarów szukałabym w jego sklepiku.

Zaczynał od aluminiowego stoliczka, „z dzięsiecioma rodzajami staników i pięcioma rodzajami gaci”. Potem asortyment urósł w setki. A potem się zakochał. Dziewczyna znalazła pracę w Irlandii, więc ruszył za nią. Irlandczyków tak zauroczył, że w krótkim czasie został managerem zmiany w magazynie Tesco. Miał pod sobą czterysta osób.

Zarabiałem sporo, zaczęło się życie na wysokim C. Sporo alkoholu. Szybko przejął nade mną kontrolę. Było tak, że pracowałem pół roku, a potem pół roku piłem. I znów wracałem. Cieszyli się: „O, Hieronim wytrzeźwiał!” i przyjmowali z powrotem do pracy. Ale piłem już wszystko, z żelem do dezynfekcji włącznie. Byłem już bezdomnym na ulicach Dublina – wspomina jeden z najostrzejszych zakrętów.



  • Hieronim Włodarczyk jest ideowcem, ale jednocześnie twardo stąpa po ziemi. Dlatego schronisko tak dobrze funkcjonuje.Jeśli chcesz pomóc stowarzyszeniu, szukaj ich na facebooku pod hasłem „Zwierzakowo”

Ktoś nad nim czuwa

W listopadzie 2012 roku właściwie nie trzeźwiał. Miał wrócić do Polski, na odwyk do Charcic. Nigdy tam nie dotarł. Trafił do Posadówka, do stowarzyszenia Integracji Społeczności Lokalnych Wielkopomoc, które funkcjonowało tam od dwunastu lat na ziemi użyczonej bezpłatnie od znanej poznańskiej fundacji. Kiedy Hirek trafił tam sześć lat temu, zastał nieciekawą sytuację.

Ludzie przychodzili na śniadanie, obiad i kolację, i ewentualnie szli do sklepu po alkohol. Przyjechałem pod koniec listopada, a w Mikołajki kompletnie zapiłem. To był ostatni raz. Chwilę później tak mi zaufali, że wybrali mnie wiceprezesem. I poczułem, że muszę tu coś zmienić – przypomina sobie cudowne zrządzenie losu. Akurat zamykano schronisko obsługujące kilka okolicznych gmin. A że w jego krwi psi bakcyl krążył już od lat, rozwiązanie przyszło samo. Zaufał mu też burmistrz Lwówka,  Piotr Długosz, choć o nowym wiceprezesie wiedział wszystko. A Hirek miał swoją teorię na zdrowienie.

Pytam ośrodki pomocy społecznej, co proponują podopiecznym. Mówią, że mają noclegownie. Ale żadnej innej propozycji. A potem jest tak, że dzwoni do mnie pani z Międzychodu: „Panie Hirku, jest tu takich dwóch, piją od dwudziestu lat. Ale mróz jest, weźmie pan na chwilę? Oni za dwa tygodnie na pewno wrócą”. Przyszli, zostali. Za chwilę miną cztery lata, jak nie piją – mówi o leczniczej właściwości pracy Hieronim.



  • Jedna z podopiecznych „Wielkopomocy”. Właśnie skończył się obiad i trzeba pozmywać. Ale zawsze z uśmiechem
Przy domu dla szukających nowych dróg powstało schronisko dla psów. Zbudowali je własnymi rękoma. Dziś budują, zarabiając na tym, piękne kojce. Ale najważniejsze, że każdy ma zajęcie i robi coś ważnego. Jedna z pań gotuje, inna zmywa, jeszcze inna sprząta kuchnię. Ktoś ma pod sobą kotłownię, kto inny rąbie drwa.

Przyjeżdżają z różnych powodów, z różnych części Polski, To czasem emigranci, którym nie wyszło za granicą. Część z uzależnieniem. Niektórzy mają gdzie wrócić. Ale rodzina prosi, żeby tu pobyli, bo to najdłuższy czas w ich życiu, kiedy nie piją. A Joasia akurat jest po przemocy domowej – Hirek wskazuje na na koleżankę. Joasia uciekała z toksycznego związku. Przez internet poznała mieszkającego już w „Wielkopomocy” Tomka. Teraz oboje pomagają prowadzić schronisko. Nie zawsze jest łatwo. Po drodze Hirek musiał wyprostować sprawy z zadłużeniem, z którego nie wywiązała się fundacja. Ostatnio inna zamówiła u nich trzydzieści kojców. Zostali bez pieniędzy, za to z dziesięcioma nieodebranymi psimi domkami. Jeśli szukacie dobrze wykonanego w rozsądnej cenie, zgłoście się do Hirka.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a