Przeszłość domaga się prawdy i pamięci

Wieś i Rodzina
Data publikacji 19.04.2017r.

Uzbrojona kolumna czerwonoarmistów 12 marca br. wkroczyła do centrum Namysłowa. Pod lufami karabinów żołnierze wyciągają z domów kolejne polskie rodziny i pędzą cywili na stację kolejową. Młodzi obserwatorzy wyciągają smartfony, robią zdjęcia i nagrywają filmy, starsi zastygają w milczeniu, wielu ma w oczach łzy.

Autorem tych wydarzeń jest Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Oka”, która działa w Namysłowie od 2010 r. Rekonstrukcję pod nazwą „Wywózka Polaków na Sybir” zaprezentowała mieszkańcom już po raz drugi, po bardzo pochlebnych recenzjach ubiegłorocznego widowiska i na prośbę wielu mieszkańców miasta i okolic. Założycielem grupy i pomysłodawcą tej rekonstrukcji jest rolnik ze Smarchowic Wielkich pod Namysłowem, Tadeusz Kwiecień.



W inscenizacji „Wywózki Polaków na Sybir” wzięło udział ponad 50 rekonstruktorów. Grupę „Oka” z Namysłowa wsparli pasjonaci z zaprzyjaźnionej GRH „1939–1945”


Kresowe losy

To wierna rekonstrukcja typowych działań radzieckich służb NKWD i Armii Czerwonej, przeprowadzanych w 1940 r. na zajmowanych ziemiach polskich – mówi Tadeusz Kwiecień, który w inscenizacji odgrywa rolę komisarza ludowego.

Bezbronnych ludzi wypędzano z domów, ładowano do wagonów towarowych i wywożono na Syberię do obozów przymusowej pracy. To byli mężczyźni, kobiety i dzieci, których jedyną winą było to, że byli Polakami. Podróż w nieludzkich warunkach trwała ponad miesiąc. Jechali stłoczeni, w nieogrzewanych wagonach przy mrozach sięgających -40 stopni Celsjusza, bez bieżącej wody, z głodowymi racjami żywności. Połowa umierała w drodze. Tych, którzy przeżyli podróż, czekała dalsza gehenna – przymusowa praca w syberyjskich kopalniach, albo przy wyrębie tajgi. Rodziny rozdzielano, dziś nikt nie wie, ile matek nie zobaczyło nigdy więcej swoich dzieci. W jednym transporcie wieziono zwykle około 2 tysięcy ludzi. Takich transportów było wiele. Ci Polacy, jeśli nie uciekli z armią Andersa lub dywizją Berlinga, musieli tam zostać, nikt po wojnie się o nich nie upomniał, a rodziny, które zostały w kraju nie miały prawa ich szukać, ani nawet mówić o tej strasznej niesprawiedliwości.



Tadeusz Kwiecień wcielił się rolę radzieckiego komisarza ludowego

Dziś nie wszyscy już pamiętają, że większość mieszkańców Opolszczyzny czy Dolnego Śląska to potomkowie Polaków wysiedlonych po wojnie z Kresów Wschodnich. Większość z nich była świadkami tych wydarzeń, ich ofiarami padali ich bliscy, krewni, sąsiedzi – wyjaśnia szef grupy „Oka”.

Pamięć o tych strasznych represjach jest tu wciąż żywa, pielęgnowana w rodzinnych przekazach. Dlatego też nasza ubiegłoroczna rekonstrukcja „Wywózki Polaków na Sybir” spotkała się z tak żywą reakcją i życzliwym przyjęciem. W lutym minęła rocznica pierwszych zsyłek na Syberię z 1940 roku, ale my chcieliśmy w ten sposób upamiętnić wszystkich Sybiraków, także powstańców z okresu zaborów i AK-owców wywożonych po 1945 roku – zapewnia Tadeusz Kwiecień.

Prawdziwa historia

Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Oka” zrzesza ponad 20 pasjonatów historii z okolic Namysłowa, ale również Głubczyc, oraz z Dolnego Śląska: Wrocławia, Obornik Śląskich, Dzierżoniowa czy Trzebnicy. Ich domeną jest historia polskich oddziałów sformowanych w 1943 r. na wschodzie, w Sielcach nad rzeką Oką, oraz ich szlak bojowy w czasie II wojny światowej. Wszyscy członkowie grupy są zapalonymi kolekcjonerami militariów i pamiątek z tego okresu. Dzięki temu grupa dysponuje dziś oryginalną zabytkową ciężarówką Gaz-51, radzieckimi motocyklami i bronią historyczną z lat 40.

W ich zbiorach znajdują się m.in. ciężki karabin maszynowy Goriunow, RKM Diegtariew, karabiny Mosin i SWT, oraz pistolety maszynowe PPSz i PPS.

– To daje nam możliwość odtwarzania również Armii Czerwonej z lat czterdziestych ubiegłego wieku – wyjaśnia Tadeusz Kwiecień.


Prawda historyczna wymaga poświęceń. Czerwoni najeźdźcy brutalnie obchodzili się z deportowanymi Polakami

Zaczynali od udziału w zlotach miłośników historii i uczestnictwa w dużych rekonstrukcjach, organizowanych przez inne doświadczone grupy. Potem pokusili się o własne inscenizacje, a wreszcie większe rekonstrukcje. Kilkakrotnie już występowali w filmach, takich jak: „Skarby III Rzeszy” Wołoszańskiego, „RIESE – tajemnice wykute w skale” i „Historia Cieszyna”. Większość ich dotychczasowych rekonstrukcji dotyczyła walk i bitew rozgrywających się po wkroczeniu armii radzieckiej na Śląsk, oraz całe tzw. Ziemie Odzyskane. Zawsze kładą nacisk na maksymalną wierność historyczną pokazywanych wydarzeń, opierają się nie tylko na wiedzy podręcznikowej, ale przede wszystkim na relacjach świadków i uczestników, oraz istniejących dokumentach. Misją „Oki” jest nie tylko propagowanie i upamiętnianie wydarzeń historycznych, ale również odkłamywanie historii, mówienie prawdy o zdarzeniach sprzed 80 lat, czy pokazywanie pomijanych zwykle w podręcznikach wątków i epizodów. Z tych właśnie powodów grupa stworzyła rekonstrukcję „Wywózki Polaków na Sybir” i pokazała również rekonstrukcję „Rzeź Wołyńska”, na długo zanim powstał głośny film Wojciecha Smarzowskiego.
W ten sam aspekt działalności wpisują się wśród dotychczasowych dokonań grupy także rekonstrukcja „prawdziwej” bitwy pod Lenino, oraz inscenizacja prezentująca kolaborację okupacyjnych wojsk radzieckich i niemieckich w 1939 r., polegająca na przekazywaniu sobie polskich jeńców wojennych.

Zakazany owoc

GRH „Oka” przygotowuje przynajmniej jedną rekonstrukcję w ciągu roku. Oprócz tego uczestniczy we wszystkich obchodach i uroczystościach patriotycznych w Namysłowie i okolicach, organizuje tzw. „żywe lekcje historii” dla uczniów miejscowych szkół, współpracuje z innymi grupami w całej Polsce i bierze udział w różnorakich imprezach i rekonstrukcjach odbywających się przede wszystkim w zachodniej Polsce.

Wszyscy się dziwią, że jestem rolnikiem, a jeszcze bardziej, gdy dodaję, że nie jedynym w naszej grupie – przyznaje Tadeusz Kwiecień.

Mówi im, że nie samą pracą rolnik żyje, i nie samym chlebem żyje człowiek. Ma ponad 30-hektarowe gospodarstwo wyspecjalizowane w produkcji roślinnej. Kiedyś miał też chlewnię, ale zrezygnował po przykrych doświadczeniach ze skupem. Jako gospodarz po pięćdziesiątce znalazł się trochę na marginesie. Mówi, że jest za stary, by inwestować, bo nie może już skorzystać z unijnych programów wsparcia i preferencyjnych kredytów, ale za młody by się poddać i przejść na emeryturę. Gospodarstwo jest z kolei za duże, by chwytać się innej pracy, ale za małe, by w dzisiejszych czasach liczyć na zyski.


W 1940 r. wśród wywożonej na Syberię ludności polskiej przeważały matki z dziećmi, bo ich mężowie zginęli w kampanii wrześniowej albo trafili do niemieckiej lub sowieckiej niewoli

– Syn studiuje na Politechnice Wrocławskiej i wcale nie będę namawiał go do powrotu na ojcowiznę. A skoro nie muszę się martwić o przyszłość dzieci, zająłem się swoją największą pasją. Historię pokochałem za sprawą ojca. Chłonąłem jak gąbka jego opowieści, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego tak bardzo różnią się od tego, czego uczyli nas w szkole. Ta „prawdziwa historia” miała smak zakazanego owocu i pewnie dlatego tak bardzo chciałem ją poznawać – zdradza nam pasjonat ze Smarchowic.

– Moja rodzina nie pochodzi z Kresów, ale wojna też odcisnęła się bolesnym piętnem na naszych losach. Mój tata jako nastolatek został wywieziony do pracy przymusowej w Austrii. Wiem ile wycierpiał on, i ile wycierpiała rodzina, która wyczekiwała jego powrotu po wojnie. Pewnie dlatego w grupie nie interesuje mnie wyłącznie odtwarzanie bitew z przeszłości, ale również losy ludzi, którzy w wir tej zawieruchy mimowolnie wpadli. Wojna nagle stała się ich udziałem i przenicowała im życie. Chciałbym kiedyś w rekonstrukcji upamiętnić poświęcenie polskich chłopów. Bez nich przecież żadne powstanie nie doszłoby do skutku i nie przeżyłby w lesie żaden partyzancki oddział. A za wspieranie walczących o Polskę i za Polskę płacili często cenę wyższą niż żołnierze – wyznaje Tadeusz Kwiecień.

Grzegorz Tomczyk

Partner serwisu