Roman Bartoszcze: Zmarnowana szansa

Wieś i Rodzina Życie wsi
Data publikacji 25.12.2017r.

31 grudnia miną dwa lata od śmierci Romana Bartoszcze, działacza chłopskiego, który współtworzył w latach 80. ub. wieku „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Postać tę wspomina Stanisław Majdański, jego współpracownik i przyjaciel.

Choć obaj pochodzą z Lubelszczyzny, to pierwszy raz spotkali się w Rzeszowie. W 1981 r. w tamtejszym Domu Kolejarza trwał strajk chłopski. – Ja byłem wydelegowany przez Radę Wojewódzką NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” z Zamojszczyzny. On był delegatem z Bydgoszczy. Wtedy jeszcze związek był nielegalny. Walczyliśmy m.in. o jego rejestrację – mówi Stanisław Majdański.


Rzeszów i Bydgoszcz

Bartoszcze trafił z lubelskiego na Kujawy z rodzicami. Jego ojciec, Michał Bartoszcze, sprowadził się do Sławęcina w latach 60.

Roman był jednym z liderów NSZZ „Solidarność Wiejska” na Kujawach – kontynuuje Majdański. – Z Domu Kolejarza w Rzeszowie zapamiętałem go jako młodego, szczupłego chłopaka. Chyba był w grupie bezpośrednio negocjującej z przedstawicielami rządu.

W nocy z 18 na 19 lutego 1981 r. doszło do podpisania porozumienia. Rolnicy wywalczyli m.in. gwarancje nienaruszalności chłopskiej własności wraz z prawem do dziedziczenia, zrównanie w prawach rolników indywidualnych z rolnictwem państwowym i spółdzielczym, zniesienie ograniczeń w obrocie ziemią. Władza zgodziła się na swobodę w budownictwie sakralnym, dostęp do praktyk religijnych na koloniach dla dzieci, w wojsku i więzieniach. Miał wzrosnąć nakład prasy katolickiej i liczba szkół i przedszkoli na wsiach. Ustalono ograniczenie sprzedaży alkoholu na wsi. Porozumienie obejmowało też wiele innych spraw.

O nazwisku Bartoszcze zrobiło się głośno w marcu 1981 r. Chłopi rozpoczęli wtedy okupację siedziby Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Bydgoszczy, partii satelickiej wobec PZPR. Wśród strajkujących był Michał Bartoszcze i jego synowie: Piotr i Roman. Wtedy Roman nie był już członkiem ZSL, zrezygnował z członkostwa w 1980 r.

19 marca milicjanci podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy pobili Jana Rulewskiego, szefa bydgoskiej „Solidarności” , jego współpracownika Mariusza Łabentowicza oraz Michała Bartoszcze, ojca Romana. W odpowiedzi „Solidarność” zagroziła strajkiem generalnym. Po wyjściu ze szpitala Michał Bartoszcze wrócił do strajku w siedzibie ZSL. Towarzyszył mu Roman. Piotr zaś wraz z grupą działaczy opanował lokal partyjnej propagandy w Inowrocławiu i rozpoczął głodówkę. Władze  ugięły się. 12 maja zarejestrowano NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

Nie byłem w Bydgoszczy, śledziłem doniesienia na ten temat w radio Wolna Europa. Szczegóły poznałem m.in. przy okazji następnego spotkania z Romanem podczas uroczystości związanych z rejestracją związku. Wyszliśmy z mszy w kościele św. Jana w Warszawie w euforii. Mieliśmy rolnicze związki zawodowe – wspomina nasz rozmówca.

Karnawał Solidarności

Przez najbliższe miesiące okazje do spotkań nadarzały się w Warszawie. Spotykali się tam przedstawiciele zalegalizowanej rolniczej „Solidarności” z całej Polski.

Mało kto dziś pamięta, ale wtedy na wsi nie było niczego. Zastanawialiśmy się, co robić, żeby małymi krokami iść do przodu. Bywało tak, że na pierwszy plan wysuwali się ci, którzy najgłośniej krzyczeli, a niekoniecznie najmądrzej. Na tym tle Roman prezentował się zupełnie inaczej. Był spokojny, wyważony. Nie przekonywał do swoich racji krzykiem, tylko argumentami. To był człowiek kompromisu i dialogu, konstruktywny – opowiada Stanisław Majdański. – Ale jednocześnie nieufny. Właściwie do każdego trzymał dystans.

Śmierć brata

Legalna działalność związku trwała tylko kilka miesięcy. Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. obaj bracia Bartoszcze ukrywali się. Roman wpadł w ręce esbeków jesienią 1982 r. Został internowany. Pod koniec roku wyszedł na wolność. Zatrzymanie i pobyt w ośrodku internowania nie wystraszyły go. W podziemiu wraz z bratem i ojcem działał w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, kolportował nielegalne pismo dla mieszkańców wsi „Żywią i Bronią”.

Działaliśmy w ramach duszpasterstwa rolników i dzięki temu utrzymywaliśmy kontakt – mówi Majdański. – W 1982 r. spotkaliśmy się na pierwszych dożynkach rolniczych na Jasnej Górze. Do Częstochowy przyjechało wtedy 300 tys. rolników. A wspaniałą homilię wygłosił biskup Ignacy Tokarczuk.

W lutym 1984 r. na Romana Bartoszcze spadł potężny cios. Zginął jego brat Piotr. Nie wrócił do domu na noc. Syrena, którą jechał została odnaleziona w kanale Smyrnia, jego ciało, kilkaset metrów dalej w studzience melioracyjnej. Komunistyczne służby umorzyły wtedy śledztwo z „braku znamion przestępstwa”. Tak samo zakończyło się ponowne śledztwo w 1995 r. Ani jedno,, ani drugie nie wyjaśniało szeregu wątpliwości. A wśród historyków i ludzi „Solidarności” powszechne jest przekonanie, że Piotr zginął z rąk tajnych służb, tak jak ks. Popiełuszko.

Po tym skrytobójczym mordzie Roman zmienił się. Nic dziwnego, takie wydarzenie nie mogło pozostać bez wpływu. Mimo to nie wycofał się z podziemnej działalności – mówi Majdański.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu