Rycerz sprzedał im wieś. A z nią – wolność

Wieś i Rodzina
Data publikacji 31.08.2017r.

Kto z was ma ziemię otrzymaną wprost z rąk prawdziwego rycerza? Oni mają. Do kogo należą dziesiątki hektarów pobliskiego lasu? Do nich. Mieszkańców Kadłuba Wolnego – jedynej takiej wsi w Polsce, a nawet Europie. Mówią o sobie „wspólnota ludzi wolnych”.

– Wykupili się, ale nie mieli swojej pieczęci. Wystąpili więc do Rudolfa II, żeby swoją pieczęcią poświadczył umowę kupna-sprzedaży od von Bessa. No i mamy ten dokument, przed panią leży kopia – opowiada Marianna Dylka.


Marianna Dylka nie ma dziś udziałów w lesie ani karczmie – w czasie wojny straciła je jej babcia. Ale czuje się spadkobierzynią wspólnotowej tradycji



Chwilę po nabyciu dóbr mieszkańcy postanowili wspólnie gospodarować i założyli dwie wspólnoty: Wspólnotę Chłopską Lasów Drobnowłościańskich i Wspólnotę Karczmy. Każdy, kto miał dom, nabywał proporcjonalnie do posiadanej ziemi udział w powierzchni lasu i zyskach z niego. Od czterystu lat te udziały są dziedziczone z ojca na syna. Przez jakiś czas można było je zapisywać w testamencie wszystkim dzieciom, dzięki temu właścicieli przybywało. Ale taka sytuacja nie sprzyja zarządzaniu lasem, ograniczono więc prawo do dziedziczenia przez tego, kto dziedziczy gospodarstwo. Wspólnota karczmy rządzi się nieco innymi prawami – w karczmie od stuleci wszyscy mieszkańcy mają równy udział. 

Wspólnota to życie

– Za czasów zaborów państwo miało do powiedzenia w Kadłubie znacznie mniej niż w innych wioskach. Bo tu żyli ludzie wolni, oni decydowali o niemal wszystkim. Nie było pańszczyzny, nie musieli oddawać daniny. Ale musieli za to sami sobie z wieloma sprawami radzić. Chociażby założyć swoje oddziały przeciwpożarowe. Założyli straż, która dziś jest jedną z najstarszych w Polsce – w przyszłym roku będzie miała 190 lat! – opowiada Artur Czaja, prezes zarządu Wspólnoty Karczmy i jednocześnie prezes kadłubskiej OSP. 

Wspólnoty, ani własności, kadłubianie nigdy nie pozwolili sobie odebrać, choć różne reżimy próbowały tego dokonać.

– Hitler miał na to zakusy. Na zdjęciach, które tu wiszą, uwieczniono delegację, która jechała do Breslau, czyli Wrocławia, sądzić się z III Rzeszą o Kadłub. Nie udało się hitlerowcom, chłopi zachowali własność wsi i lasu. Potem próbowała majstrować przy tym prawie własności Polska Ludowa. I też się nie udało – mówi Herbert Czaja.


W tej liczącej 400 lat skrzyni przechowywano przez długie lata dokumenty kupna-sprzedaży Kadłuba chłopom



Dziś wspólnoty mają, jak dawniej, swoje zarządy i prezesów. Funkcjonują bardziej jak firmy. Las daje  zyski i funkcjonuje na zasadach lasu państwowego – jest wycinany, zalesiany. Herbertowi Czai marzy się zorganizowanie w nim agroturystyki, rezerwatu ze stadem jeleni. Karczma, w której dziś mieści się sala, izba regionalna i w jednym z pomieszczeń sklep, nie rodzi zysków materialnych, ale stuletni murowany budynek służy zachowywaniu cennego niematerialnego dziedzictwa. No, może niezupełnie niematerialnego, bo na 80 metrach izby zgromadzono liczne pamiątki z historii Kadłuba Wolnego. Ze ścian spoglądają twarze uwiecznionych przed domami przodków. W gablotach – kopie dokumentów, pod ścianą stara fisharmonia, na stoliku – najcenniejszy eksponat, czyli czterystuletnia skrzynia, w której trzymano drogocenny dowód własności i wolności kadłubian.

– Jesteśmy wsią wyjątkową na skalę europejską. Ale to coś więcej niż rarytas historyczny. Te wspólnoty to nasza tożsamość. Bez nich, bez ich kontynuacji, nie bylibyśmy już prawdziwym Kadłubem Wolnym – mówią nasi rozmówcy.

Karolina Kasperek

Artykuł podzielony na strony, czytasz 2 z 2 stron.

Poprzednia strona

Partner serwisu